Nowy numer 48/2020 Archiwum

W jądrze ciemności

Kościół i międzynarodowe organizacje humanitarne apelują o natychmiastową pomoc dla Republiki Środkowoafrykańskiej. Ale podobnie jak w 1994 r. w przypadku Rwandy, światowe mocarstwa wolą poczekać.

W 1994 r. ludobójstwo w Rwandzie mogło zostać zahamowane. Kościół alarmował USA, Wielką Brytanię, Belgię i Francję już kilka tygodni przed tragicznymi wydarzeniami o niezwykle napiętej sytuacji. Ale kiedy w kwietniu rozpoczęła się rzeź, mimo poruszenia przez Watykan wszystkich dostępnych kanałów dyplomatycznych, USA odmówiły interwencji. Nie zezwoliły na zakwalifikowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ ewidentnych wydarzeń jako ludobójstwa, bo wówczas, zgodnie z Konwencją w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, musiałyby interweniować (nie byłoby to trudne, bo oddziały amerykańskie stacjonowały w sąsiednim Burundi). Terminu „ludobójstwo” z tego samego powodu nie chciały użyć mocarstwa europejskie. Pierwszym, który nazwał rzeczy po imieniu, był Jan Paweł II – już 27 kwietnia 1994 r., w czasie audiencji generalnej. Dopiero trzy tygodnie później zgodziła się z nim dyplomacja francuska, co pod koniec czerwca zaowocowało mocno spóźnioną interwencją. Ale zginęły setki tysięcy ludzi.

Rwandyjski Kościół stracił trzech (z dziewięciu) biskupów, zamordowano 123 księży (blisko jedna trzecia) i ponad 300 zakonnic, spłonęły dziesiątki świątyń – z wiernymi i duchownymi w środku. Rwandyjska tragedia była porażką całej społeczności międzynarodowej. Podobnie jak wówczas świat nie chce dziś słyszeć o apelach Kościoła w sprawie tragedii rozgrywającej się w Republice Środkowoafrykańskiej. Można się niestety spodziewać, że media i społeczność międzynarodowa zajmą się tym tematem dopiero wtedy, gdy będzie za późno. 9 lipca do wezwań Kościoła dołączyło pięć międzynarodowych, pozarządowych organizacji humanitarnych. Tego dnia złożono odpowiednie dokumenty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – wszyscy dyplomaci zostali szczegółowo poinformowani o sytuacji. Nie można powiedzieć, że ów kraj ginie na naszych oczach, gdyż brak stamtąd jakichkolwiek przekazów telewizyjnych. Ale Kościół i nieliczni zachodni lekarze, którzy tam pozostają, mówią to samo: jeśli świat się nie obudzi, zginą setki tysięcy ludzi – z powodu masowych morderstw, chorób i głodu. W skierowanym w czerwcu liście otwartym episkopatu do nowego prezydenta biskupi piszą: „Mamy do czynienia z bezprecedensowym dramatem całego narodu”. Od niemal czterech miesięcy w Republice Środkowoafrykańskiej państwo nie istnieje.

Krwawa niedziela

Organizacja państwowa przestała ostatecznie istnieć 24 marca – w Niedzielę Palmową. Tego dnia Mszę św. w katedrze Niepokalanego Poczęcia NMP w stolicy kraju Bangi przerwały serie z kałasznikowów. Kościół został ostrzelany, wierni zabarykadowali się w środku.

Kiedy po wielu godzinach wyszli na zewnątrz, na placu przed katedrą nie było ani jednego samochodu – wszystkie zostały ukradzione. Wszyscy już wiedzieli – stolicę zdobyły właśnie idące z północy oddziały Seleka (słowo to w lokalnym języku sango oznacza sojusz). W grudniu zeszłego roku ta koalicja trzech opozycyjnych ugrupowań rozpoczęła w północno-wschodniej części kraju szeroką ofensywę antyrządową i bez problemu posuwała się naprzód. Wojsko po prostu uciekało. Już wtedy Amerykanie zamknęli swoją ambasadę w Bangi. Wkrótce ewakuowały się inne przedstawicielstwa dyplomatyczne i agendy ONZ. Prezydent François Bozizé zwrócił się o pomoc do Francji, ale prezydent Hollande odmówił. Do Bangi przylecieli co prawda spadochroniarze Legii Cudzoziemskiej, ale tylko po to, by chronić i ewakuować Francuzów i innych Europejczyków. W styczniu Bozizé podpisał jeszcze układ z przywódcą Seleki, muzułmaninem Michelem Am-Nondokro Djotodią, któremu oddał całą północną część kraju, w zamian za obietnicę nieatakowania Bangi. Ale dwa miesiące później musiał uciekać z kraju. W ową Niedzielę Palmową Djotodia obwołał się pierwszym muzułmańskim prezydentem kraju. Tego dnia stolica zrozumiała, że pogłoski o okrucieństwach koalicji Seleka były prawdziwe.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama