Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wolna euroamerykanka

Największa na świecie strefa wolnego handlu. Tak reklamują ambitny projekt zniesienia barier handlowych jego strony: USA i UE. Może się jednak okazać, że są bariery nie do przeskoczenia.

Dziś zamówienie przez internet np. sprzętu fotograficznego ze świetnie wyposażonego pod tym względem sklepu w Nowym Jorku jest dla Europejczyka ograniczone: musi do przesyłki doliczyć cło i podatek VAT, które musi opłacić w swoim kraju. A zatem kupienie nominalnie tańszego sprzętu nie zawsze pozostawia realnie więcej pieniędzy w kieszeni konsumenta. I właśnie zniesienie cła na towary kupowane po obu stronach Atlantyku ma być częścią strefy wolnego handlu, którą Stany Zjednoczone i Unia Europejska chcą stworzyć do 2015 roku. Tyle tylko, że nie w samych cłach leży problem ograniczeń w handlu między partnerami. Strefa wolnego handlu ma ambicję zlikwidowania również barier w wwożeniu na teren USA i UE towarów, przed którymi dzisiaj obie strony bronią się różnymi regulacjami. Na przykład pewnych europejskich leków, które amerykańscy urzędnicy na lotnisku rekwirują i wrzucają do kosza, albo – z drugiej strony – amerykańskiej żywności naszpikowanej hormonami (GMO), której spora część krajów unijnych nie chce wpuścić na nasz kontynent. I tutaj bez kompromisów raczej się nie obędzie.

Wpuścić polską kiełbasę

Powodem przyspieszenia rozmów między USA a UE jest coraz bardziej odczuwalna konkurencja ze strony Chin, Indii czy Brazylii. Transatlantycka umowa handlowa miałaby tę tendencję – według Amerykanów i Komisji Europejskiej – powstrzymać. Do tego w ciągu paru lat miałoby przybyć w Europie ok. 2 mln nowych miejsc pracy – dzięki temu, że strefa wolnego handlu oznacza nie tylko zniesienie ceł, ale również otwarcie rynku na usługi, co ułatwi z kolei inwestycje. Same taryfy celne, choć są trochę uciążliwe dla pojedynczych konsumentów, nie są szczególnie wysokie: średnio to ok. 3 proc. Uciążliwość polega jednak na konieczności zadeklarowania zakupionego po drugiej stronie Atlantyku towaru, wypełnienia różnych wniosków, wybrania się do urzędu itd., i na opłaceniu dodatkowo podatku VAT.

Natomiast to wspomniane wyżej obostrzenia w regulacjach najbardziej odbijają się na stanie konta konsumenta, ponieważ albo zwiększają koszty produkcji nawet o kilkadziesiąt procent, albo po prostu blokują dostęp towarów na rynki oddzielone Atlantykiem. I tak jak Amerykanie blokują dostęp do swojego rynku niektórych leków czy różnego rodzaju mięsa (na lotnisku do kosza może trafić np. kiełbasa przywieziona z Europy), a nawet swojskiego sera (z powodu wykorzystywanych przy produkcji bakterii), tak Europa blokuje żywność modyfikowaną genetycznie ze Stanów, m.in. z obawy przed upadkiem gospodarstw rolnych, produkujących żywność bardziej tradycyjnymi metodami.

Bariery (nie) do pokonania

I tak naprawdę to kwestie rolnicze mogą okazać się przeszkodą w szybkim podpisaniu jakiegoś porozumienia i stworzeniu strefy wolnego handlu. Do tego dochodzą spory o ochronę szeroko rozumianych dóbr kultury. Pod tym względem nieustępliwa wydaje się Francja, która już postawiła warunek, że wolny handel nie może dotyczyć (przynajmniej na razie) filmów, muzyki itp. Z kolei zwolennicy „wielkiego otwarcia” przekonują, że uwolniony handel wymusi obniżkę cen z powodu większej konkurencji. Największego spadku cen będzie można się jednak spodziewać w przypadku najdroższych towarów, takich jak luksusowe samochody czy markowe ubrania, jak również towarów elektronicznych. Dla polskiego rynku strefa wolnego handlu może się okazać korzystna w branżach, które są u nas najmocniejsze – przede wszystkim związane z technologiami komputerowymi. Ze względu na ułatwienia w inwestycjach Polska mogłaby zyskać również w takich sektorach, jak lotnictwo, telekomunikacja czy produkcja maszyn. Z kolei gdyby strefa dopuściła masowy napływ żywności z USA, mogłoby to zagrozić naszym rolnikom, np. handlującym głównie ziemniakami i innymi produktami rolnymi. Analitycy nie są pewni, kto może być największym beneficjentem strefy. Europa jest bardziej nastawiona na eksport, podczas gdy USA są największym importerem świata, więc na pierwszy rzut oka wydaje się, że zyskać może głównie Europa. Tyle że Amerykanie dlatego importują do siebie towary z innych krajów, że sami... masowo eksportują własną produkcję, m.in. do Chin. Dlatego też i Europa będzie dla nich doskonałym rynkiem eksportowym.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także