Nowy numer 48/2020 Archiwum

Trzeba mówić o ludobójstwie UPA

Określanie rzezi wołyńskiej "ludobójstwem" ma sens, bo służy zapobieganiu zbrodniom w przyszłości - mówił PAP ekspert spraw międzynarodowych dr Sławomir Dębski. Zastrzegł jednak, że żaden ze sprawców mordów UPA nie mógłby dziś zostać skazany za ludobójstwo.

"Użycie terminu +ludobójstwo+ dla określenia zbrodni wołyńskiej wymaga rozróżnienia dwóch porządków intelektualnych. Pierwszy z nich, określmy go jako historyczno-polityczny, służy napiętnowaniu metody polegającej na zaplanowaniu i przeprowadzeniu zbrodni masowej i pozwala na nazwanie zbrodni wołyńskiej ludobójstwem. Ale drugi porządek, to porządek prawny, w ramach którego postawienie dziś sprawcom tej zbrodni zarzutu ludobójstwa byłoby nieskuteczne" - powiedział PAP Dębski; historyk i politolog, który jest współautorem publikacji "A Hero of Humankind" poświęconej Rafałowi Lemkinowi, twórcy pojęcia "ludobójstwo".

Ekspert podkreślił, że oba porządki mówienia o ludobójstwie wyznacza zamysł i historia powstania konwencji ONZ z 1948 roku ws. Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, której Lemkin był współautorem. Konwencja ONZ - jak przypomniał Dębski - jest dokumentem międzynarodowym, w którym precyzyjnie zdefiniowano pojęcie ludobójstwa jako czynu "dokonanego w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych".

"Intencją przyjęcia konwencji ONZ była potrzeba potępienia zaplanowanych zbrodni, których dokonano podczas II wojny światowej. Po 1945 r. społeczność międzynarodowa była bezradna wobec ogromu zła jakim był Holokaust. Winston Churchill w słynnym przemówieniu radiowym powiedział, że świat stanął wobec zbrodni tak potwornych, że aż brakuje słów na ich określenie. Ludziom zabrakło słownika. Wprowadzając nową nazwę dla zaplanowanej zbrodni masowej, nazywanej przez Lemkina +zbrodnią nad zbrodnie+ (z ang. +crime of the crime+ - PAP), próbowano tej sytuacji braku słów zaradzić, aby można było takim tragediom skutecznie zapobiegać w przyszłości" - powiedział Dębski.

Na podstawie konwencji ONZ terminu "ludobójstwo" można używać w odniesieniu do zbrodni sprzed 1948 r. w celu ich napiętnowania np. w odniesieniu do Zagłady Żydów. Bo potępienie zbrodni na gruncie politycznym i historycznym - jak tłumaczył ekspert - ma na celu przeciwdziałanie i karanie za tego rodzaju zbrodnie w przyszłości. "Celem było to, by tego rodzaju wydarzenia nigdy nie miały już miejsca. Aby móc dobrze stosować kategorię +ludobójstwa+ po 1948 r., należy odwoływać się do przypadków zbrodni z przeszłości. Ustalono m.in., że zbrodnia ludobójstwa będzie ścigana i nie będzie ulegać przedawnieniu" - zwrócił uwagę badacz.

W tym sensie - jak podkreślił - w pełni uprawnione jest, zgodnie z konwencją ONZ, użycie terminu "ludobójstwo" na określenie mordów UPA na Polakach. "Zbrodnia wołyńska jest ludobójstwem, ponieważ intencją sprawców było zaplanowane wymordowanie Polaków jako Polaków, podobnie jak intencją Niemców było zamordowanie Żydów jako Żydów. Nie potępiamy jednak przy tym narodu ukraińskiego, ani jego zmagań o niepodległość, ale potępiamy metodę zastosowaną przez UPA, tak jak potępiamy ją w wykonaniu SS wobec Żydów, Armii Tureckiej wobec Ormian, Hutu wobec Tutsi. Nie chcemy, bowiem aby coś podobnego się powtórzyło. Budujemy lepszą przyszłość przez potępianie złej przeszłości" - tłumaczył Dębski.

Użycie terminu "ludobójstwo" w porządku prawnym natrafia na granicę wytyczoną przez elementarną zasadę "lex retro non agit", czyli prawo nie działa wstecz. Chodzi o to, że nie można kogokolwiek z morderców UPA oskarżyć o ludobójstwo, bo konwencja powstała w 1948 r., czyli pięć lat po apogeum zbrodni wołyńskiej. "Ta zasada działa jak gilotyna. Bo gdybyśmy w tej chwili złapali jakiegoś sprawcę rzezi wołyńskiej i chcieli postawić go przed sądem, to nie mógłby on zostać skazany za uczestnictwo w ludobójstwie. Dlatego nazwanie zbrodni wołyńskiej ludobójstwem nie ma żadnego skutku prawnego. Ma natomiast sens z punktu widzenia historycznego i politycznego, ponieważ jednoznacznie potępia zbrodniczą metodę" - podkreślił.

Według badacza łączenie tych dwóch porządków: polityczno-historycznego i prawnego sprawia bardzo dużo kłopotów.

"Użycie terminu +ludobójstwo+ na określenie zbrodni wołyńskiej musi jednak służyć nie moralnemu wywyższaniu się, ale budowaniu mostów miedzy zwaśnionymi narodami. Jeśli ci Ukraińcy, którym tradycja UPA jest bliska, zgodzą się w przyszłości z Polakami, że metoda rozwiązania sporu polsko-ukraińskiego zastosowana przez UPA w 1943 r. jest godna potępienia, to wspólnie powinniśmy ją nazwać mianem ludobójstwa. Po to, by położyć tamę potencjalnym naśladowcom w przyszłości. W ten sposób Polacy i Ukraińcy mogą się wspólnie przyczynić do budowania świata lepszego niż ten w 1943 r." - zaznaczył Dębski.

Zwrócił jednak uwagę, że z tego samego powodu nie wolno używać terminu ludobójstwo w celu stygmatyzowania współczesnych Ukraińców i wywierania jakiegoś moralnego szantażu. "Takie upolitycznianie tego pojęcia może utrudnić reakcję społeczności międzynarodowej na wypadek zbrodni masowej w przyszłości. Jeżeli jest jeszcze za wcześnie na wspólne napiętnowanie metody zastosowanej w zbrodni wołyńskiej, używajmy pojęcia +ludobójstwo+ jednostronnie. To będzie lepsze niż deprecjonowanie konwencji ONZ" - mówił politolog.

Podkreślił też, że dość łatwo zapomina się, że konwencja ONZ wraz z zawartą w niej definicją "ludobójstwa" jest cywilizacyjnym triumfem ludzkości, w którym kluczowy udział miał wybitny polski prawnik - Rafał Lemkin. "Ludzie już nigdy nie będą intelektualnie bezradni wobec ogromu zła ludobójstwa. To pojęcie dał światu Rafał Lemkin, który już w latach 30. XX w., to jest przed Holokaustem w którym zginęła jego rodzina, zainicjował dyskusję na temat masowych zbrodni" - zaznaczył.

To dzięki konwencji ONZ - zdaniem Dębskiego - Polacy i Ukraińcy nie muszą się dzisiaj spierać o nazwę tego, co wydarzyło się 70 lat temu na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Dodał też, że jednoznaczne potępienie zbrodni UPA przez Polskę nie zaszkodzi procesowi zbliżania Ukrainy do Unii Europejskiej. "Stygmatyzując zbrodnię wołyńską nie pchamy Ukrainy w stronę Rosji. To napiętnowanie zbrodniczego czynu UPA, a nie narodu ukraińskiego. To leży w interesie współczesnej Ukrainy, bo jak każdy europejski naród musi ona dokonać refleksji w oparciu o jakie wartości i metody z własnej przeszłości powinna być budowana przyszłość Europy" - wyjaśnił.

"Podsumowując można powiedzieć, że użycie pojęcia +ludobójstwo+ na określenie zbrodni wołyńskiej ma sens tylko wtedy, gdy służy potępieniu mordów UPA na Polakach. Natomiast nie ma sensu, gdy wydaje nam się, że można za jego pomocą sformułować wiążący prawnie akt oskarżenia. Mówiąc najkrócej: terminu +ludobójstwo+ w odniesieniu do zbrodni wołyńskiej można używać, gdy chcemy potępić metodę użytą w zbrodni wołyńskiej, ale nie wtedy, gdy chcemy ścigać jej sprawców" - dodał ekspert.

Dr Sławomir Dębski - historyk i politolog Uniwersyetu Warszawskiego, w latach 2007-2010 był dyrektorem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych; obecnie kieruje Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Był inicjatorem wmurowania pamiątkowej tablicy na ul. Kredytowej 6 w Warszawie, gdzie do 1939 r. mieszkał Lemkin. Był również organizatorem konferencji lemkinowskiej, jednej z największych na świecie, która odbyła się w 2008 r. w Warszawie z okazji 60. rocznicy przyjęcia przez ONZ Konwencji w Sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, której Lemkin był inicjatorem i współautorem.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama