Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kiedy Bóg wybacza?

Ludzie wychodzili z kina, dziennikarki, które niejedno już na ekranie widziały, w czasie seansu zamykały oczy, a niektórzy piszący o filmie nie szczędzili mu emocjonalnych inwektyw.

Film „Tylko Bóg wybacza” duńskiego reżysera Nicolasa Windinga Refna prowokuje wyrazistymi scenami przemocy, co zresztą w dzisiejszej filmowej produkcji nie jest żadną nowością. Czy jednak rzeczywiście film można postawić w jednym szeregu z filmami z cyklu „Piła” i licznymi podobnymi? Z każdą kolejną odsłoną nowego tytułu tego rodzaju widzimy coraz bardziej wyrafinowane sceny tortur i okrucieństwa? Ich twórcy grają na najniższych instynktach widza, a filmy te nie służą niczemu innemu, jak tylko epatowaniu przemocą. Ta swoista pornografia przemocy znajduje, niestety, swoich odbiorców i jest równie niebezpieczna co pornografia klasyczna. Tyle że rzadziej się o tym pisze.

Przemoc zamiast akcji

Refn, jeden z najbardziej znanych duńskich reżyserów, swoją karierę rozpoczął od nakręconego w 1996 roku „Pushera”, który doczekał się dwóch kontynuacji. Nie osiągnęły one jednak klasy pierwszej części cyklu. Film, będący surową, pozbawioną ozdobników opowieścią o brutalnym świecie duńskiego narkotykowego podziemia, zapowiadał skłonność reżysera do mocnych efektów. Trudno byłoby inaczej przedstawić wiarygodny i jednocześnie przejmujący obraz tego świata na ekranie. Już ten film zwrócił uwagę na reżysera, ale popularność przyniósł mu błyskotliwy „Drive”, nominowany do Oscara i nagrodzony za reżyserię w Cannes. Dwa lata wcześniej Refn sięgnął w głąb historii i nakręcił klimatyczną opowieść „Valhalla Rising”, wyświetlaną w naszych kinach jako „Valhalla: mroczny wojownik”. To film rzeczywiście mroczny, podobnie jak jego bohater. Akcja rozgrywa się w świecie wikingów, kiedy pogańskie religie przegrywają w starciu z chrześcijaństwem. Bohater bez nazwiska, który w filmie nie wypowiada ani jednego słowa, jest wojownikiem wziętym do niewoli przez wrogie plemię. By przeżyć, musi brać udział w brutalnych pojedynkach. Każda porażka oznacza śmierć. Kiedy wreszcie udaje mu się uwolnić, wyrusza ze spotkanymi rycerzami chrześcijańskimi w podróż do Ziemi Świętej. Gdzie ostatecznie dotrze? Tego tak do końca nie wiemy.

To film nasycony symbolami, często nie całkiem jasnymi dla widza, a może i dla reżysera. O ile w swoich pierwszych filmach Refn dbał o realizm postaci i przedstawianych na ekranie wydarzeń, to w późniejszych – zarówno w „Valhalli”, „Drive”, jak i „Tylko Bóg wybaczy” – realizm staje się dla niego mniej ważny. Tworzy własne, wykreowane, chociaż niby- -rzeczywiste światy. Akcja tych filmów toczy się ospale. Tę ekranową drzemkę przerywają od czasu do czasu sceny przemocy. Każdy z wymienionych filmów rozgrywa się w innym czasie i miejscu. Czy prócz podobnej struktury narracji i efektownych, wystylizowanych zdjęć, milczących bohaterów łączy je coś więcej? Pozornie wydaje się, że niewiele. A przecież wszystkie, jeżeli im się bliżej przyjrzeć, mówią o zbrodni, karze i poświęceniu. I potrzebie sprawiedliwości. W „Valhallii” niezwyciężony i okrutny wojownik bez imienia poświęca życie, by ratować towarzyszącego mu w podróży chłopca. W „Drive” bezimienny kierowca kaskader ocala zagrożoną rodzinę, czyli matkę i dziecko.

 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama