Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Ojciec był poetą katolickim

Z Antonim Miłoszem – synem noblisty Czesława Miłosza o poszukiwaniu, Mszach łacińskich i szacunku.

Barbara Gruszka-Zych: Dwa lata temu na Festiwalu Miłosza w Krakowie ks. prof. Jerzy Szymik, który napisał pracę habilitacyjną o Pana ojcu, powiedział, że Czesław Miłosz jest największym poetą religijnym. Wiele osób zaprotestowało.

Antoni Miłosz: Mój ojciec był na pewno poetą katolickim. Gdyby nim nie był, nie napisałby listu do Jana Pawła II, w którym prosił o potwierdzenie, że jego twórczość jest zgodna z doktryną katolicką. To nieprzeciętny gest, nie pamiętam takiego drugiego wypadku w historii, żeby autor zwrócił się do papieża z prośbą o imprimatur. Wysyłając swój list, w pewnym sensie prosił ojca świętego o rozszerzenie wachlarza tego, co teologia katolicka obejmuje, do tematów poruszanych w jego twórczości. Papież uznał, że twórczość mojego ojca nie odstępuje od zasad teologii katolickiej. Bardzo ostrożnie i mądrze odpisał, że liczy się intencja poety. To było pojednanie z Kościołem przeprowadzone na bardzo wysokim poziomie.

Czy ojciec z Panem o tym rozmawiał?

Oczywiście… Ale rozmowa nie była nawet potrzebna. Rozumieliśmy się bez słów w tym temacie. Teologicznie ojciec stał na krawędzi myśli gnostycznej z elementami manicheizmu. Był bardzo skupiony nad pytaniem, skąd się bierze zło. Szukał wytłumaczenia w nauce Kościoła. Kiedy się rozmawia z ludźmi w Stanach, gdzie ojciec spędził długie lata, a ja mieszkam do dziś, ma się wrażenie, że zło jest wyłącznie brakiem dobra. Jednak ojciec uważał, że zło ma swoją siłę...

To sprawa szatana…

Oczywiście, uznawał, że szatan istnieje. Nie ma ogona, ale działa.

Stany Zjednoczone i w ogóle Zachód to inny Kościół niż w Polsce.

Kiedy w Ameryce mówi się „Kościół”, to nie myśli się wyłącznie o Kościele katolickim. Katolicy są tam w mniejszości. Czasem chodziłem z ojcem do kościoła. Pamiętam taką Mszę w Stanach, w kościele przy Uniwersytecie w Berkeley, z której musieliśmy wyjść. Były święta Bożego Narodzenia, a ksiądz na kazaniu opowiedział dowcip, że Pan Jezus przyszedł na świat w postaci kobiety. To było takie przypodobywanie się na siłę temu, co modne, nowoczesne. My z ojcem nie mogliśmy tego zaakceptować. Dlatego też nie podobają mi się Msze z gitarami. Nie lubię, kiedy Kościół stawia się w pozycji proszącego wiernych, żeby do niego przychodzili, przyciągając ich różnymi atrakcjami. Zupełnie inną Mszę przeżyliśmy z ojcem w Bretanii, w miasteczku Pornic. Miałem wtedy chyba 10, 11 lat. Weszliśmy do malutkiego kościoła, gdzie Eucharystię po łacinie sprawował gruby, widać lubiany przez parafian ksiądz. Pochylał się nad ogromnym mszałem, którego litery można było zobaczyć z ostatniego rzędu. To była Msza śpiewana. Wszyscy zgromadzeni w kościele modlili się z takim skupieniem, że stworzyliśmy razem prawdziwą wspólnotę. Duch Święty był wśród nas. Nawiasem mówiąc, szkoda, że łacina nie stała się językiem Unii Europejskiej. To język, który przez stulecia bardzo dobrze nam służył. Dla mnie Msza po łacinie istnieje na poziomie ponadnarodowym. Teraz Msze w językach narodowych mają w dużej mierze swoją specyfikę może zbyt lokalną.

W dzieciństwie modlił się Pan po łacinie?

„Pater noster” mówiłem w kościele. Nauczyłem się modlitw w różnych językach. „Ojcze nasz” mówiłem najpierw po polsku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • hub381
    27.06.2013 21:51
    hub381
    Pytam :Dlaczego jak złożono ciało s.p.Czesłwa Miłosza na Skałce,wówczas niepochlebne słowa w stosunku do zmarłego usłyszałem w Radiu M.?
  • tomy
    01.07.2013 09:43
    do hub381

    Być może dlatego, że Jerzy Owsiak deklaruje się jako katolik podobnie jak i moja znajoma wierząca jednocześnie, że Pan Bóg jest tylko kosmitą z wyższej cywilizacji. Mówić można wszystko. Z samego tekstu wynika, że był problem.
    doceń 0
  • M.R.
    18.08.2013 18:35
    O zmarłych należy mówić albo dobrze, albo wcale. Więc lepiej wcale. Jednak ten, zrozumiały panegiryk, wymaga dopowiedzenia. Powiedzmy sobie szczerze, że Czesław Miłosz dłuuugo miał problem z nazwijmy to tak, swoją lewicowością - jeszcze do czasów Wileńskich Żagarów, które były odbierane jako pismo bolszewickie, potem poprosił o azyl jako długoletni ambasador PRL i był delikatnie mówiąc, przyjmowany nieufnie przez środowiska emigracyjne - on dopiero w 1960 r. wyjechał z Francji do USA! W przedwojennej Polsce litwaczył i białorusił, co się sprowadziło w ostateczności do tego, że po 17 września 1939 wrócił z Rumunii na Litwę, gdzie przyjął obywatelstwo litewskie. Dopiero po okupacji sowieckiej Litwy przeniósł się do Generalnej Guberni, choć mieszkając w Warszawie w samym Powstaniu nie wziął udziału (trudno mu to brać za złe, co czynili niektórzy). W latach 1945 - 51 występował jako komunistyczny ambasador, a jego ucieczka - komunisty do siedziby paryskiej Kultury była wielkim skandalem dla emigracji i bardzo zachwiała reputacją Kultury. Część emigracji do końca oskarżała go o bolszewizm. Postrzeganie jego osoby przez emigrację zmieniło się dopiero po przyznaniu mu dzięki nominacji Giedroycia nagrody Nobla za czasów pierwszej Solidarności w 1980 r. Dopiero wtedy zaistniał jako poeta w Polsce, do której wrócił w 1993 r. na stałe. W Ameryce właściwie nigdy nie osiągnął popularności. Określenie jego stosunku do katolicyzmu jako manichejsko - gnostyckiego najlepiej oddaje istotę rzeczy. Tradycyjny polski katolicyzm, tak samo jak i polski patriotyzm, były mu raczej wstrętne i obce, co wielokrotnie podkreślał, także w swojej twórczości. Niewątpliwie pod koniec życia zaczęło mu zależeć na uznaniu jego twórczości jako ortodoksyjnie katolickiej. Wątpliwości pozostały, ale jako że "wielkim poetą był" trafił po śmierci na Skałkę. Do mnie osobiście Miłosz nie przemawia. Jest zbyt chłodny, zbyt odległy, zbyt akademicki i za bardzo zapatrzony w siebie. Opisuje świat nieistniejący, w oderwaniu od rzeczywistości. A jego tłumaczenia Biblii z języków oryginalnych są jak dla mnie po prostu słabe i nie nadają się do codziennej lektury, ot ciekawostki językoznawcze. To już znacznie więcej dały mi tłumaczenia Brandstaettera. To, że ktoś tłumaczy Biblię, jeszcze nie czyni go pisarzem katolickim. Kontrowersje wokół Miłosza nie zmieniają faktu, że należy do panteonu polskich poetów. Nie da się w historii polskiej literatury XX w. pominąć jego twórczości. Czy należy do twórców katolickich - dla mnie nie, ale to rzecz gustu. Nie chodzi o to by kogoś stygmatyzować, czy kontestować, ale trudno przyjmować go do katolickiego panteonu tylko dlatego, że na starość zapragnął w nim być. Metafizyka? Tak, ale czy katolicka? Wątpię. Powszechny nie znaczy każdy.
  • gut
    18.08.2013 21:04

    Wyśmienity tekst. Powinszowania! \^_^/

    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL