Nowy numer 48/2020 Archiwum

Polscy alpiniści w chwili ataku byli na Nanga Parbat

Wszyscy polscy alpiniści uczestniczący w wyprawach na położony w Karakorum ośmiotysięcznik Nanga Parbat (8126 m) są w Islamabadzie - poinformował PAP konsul ambasady RP w stolicy Pakistanu Wiesław Kucharek. Mieli szczęście, że w chwili ataku byli poza bazą.

Wszyscy polscy alpiniści uczestniczący w wyprawach na położony w Karakorum ośmiotysięcznik Nanga Parbat (8126 m) są w Islamabadzie - poinformował PAP konsul ambasady RP w stolicy Pakistanu Wiesław Kucharek. Mieli szczęście, że w chwili ataku byli poza bazą.

"Odebrałem z lotniska Aleksandrę Dzik i Jacka Telera, a także pięciu innych polskich wspinaczy, którzy po ewakuacji spod szczytu dotarli w poniedziałek do hotelu. Są to: Lech i Wojciech Flaczyńscy, Włodzimierz Kierus, Bogusław Magrel i Adam Stadnik" - dodał dyplomata.

W sobotę przed północą kilkunastu terrorystów ubranych w uniformy jednostki granicznej zaatakowało bazę (4200 m) pod Nanga Parbat. Jedenastu alpinistów zabito strzałami w głowy i inne części ciała. Po zabraniu m.in. pieniędzy i dokumentów ofiar, napastnicy opuścili bazę. Wcześniej do góry wyruszyło ok. 40 alpinistów.

31-letnia Dzik z Krakowa (KS Kandahar Katowice), która w chwili ataku była w obozie II, kierowała 19-osobową międzynarodową ekspedycją, w składzie której był jeszcze jeden Polak, 45-letni Teler z Częstochowy. Z tego grona został zastrzelony Litwin Ernest Marksaitis, a z członków innych wypraw - dwóch Słowaków, trzech Ukraińców, trzech Chińczyków oraz Nepalczyk i Pakistańczyk.

Jak przekazał Magrel, kierownik Nanga Parbat Experience 2013, w czasie ataku Polacy byli w obozie II (5600 m). "Do bazy wkroczyli talibowie, zażądali pieniędzy, po czym rozstrzelali obecnych tam. Sześciu osobom udało się uciec do obozu I (4800 m). Kucharz ostrzegł schodzących w dół o zaistniałej sytuacji".

Po przybyciu do hotelu w Islamabadzie poinformował o zakończeniu ekspedycji. "Negocjujemy teraz sprawę odzyskania sprzętu i bagażu, który znajduje się w bazie. Natomiast w ścianie zostawiliśmy jedzenie, gaz i sprzęt za parę tysięcy złotych. Najważniejsze że żyjemy. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Włodek Kierus wyszedł z base campu kilka godzin przed atakiem...".

W rodzinnym duecie wspinali się mieszkający w Grudziądzu Lech Flaczyński z synem Wojciechem. Jak powiedziała PAP Barbara Flaczyńska, oni również wcześniej niż zakładali wrócą do kraju. "Nie pogoda, nie zdrowie, a taka tragedia sprawiła, że mąż z synem nie będą już kontynuowali swych planów. Obecnie są w hotelu, ale bez bagaży. Z tego co się dowiedziałam, wrócą także wcześniej Ola Dzik i Jacek Teler".

Konsul ambasady RP podkreślił, że napad, zwłaszcza w tym regionie, uchodzącym za bardzo spokojny i bezpieczny, jest ogromnym zaskoczeniem.

"To jest zupełnie nowe zjawisko, ale... W tym kraju wszystko może się zdarzyć z dnia na dzień. Coś, co wczoraj było diametralnie niewyobrażalne, dziś jest możliwe. Czy takie ataki mogą się powtórzyć? Jest to wielce prawdopodobne i pod dużym znakiem zapytania stawia organizację wypraw w Karakorum, gdzie są niezdobyte jeszcze zimą dwa ośmiotysięczniki - Nanga Parbat i K2" - powiedział Kucharek.

Do egzekucji przyznała się grupa Jundullah, wcześniej organizująca zamachy na szyitów. Rzecznik organizacji terrorystycznej Tehrik-e-Taliban oświadczył, że atak na wspinaczy był odpowiedzią za zabicie jednego z ich liderów Waliura Rehmana. Pakistańscy talibowie ogłosili: "Chcieliśmy zemsty. Nasze ataki na obcokrajowców będą trwać jako protest względem ataków dronami".

"Trudno dziś ocenić, ile w tym prawdy, a ile dorobionej ideologii, zwłaszcza, że nazwa grupy, jak padały media, jest nikomu nieznana. Połączenie rabunku z zemstą jest dość dziwne, ale jest to sygnał, że i w tym spokojnym regionie, może nie być już bezpiecznie" - zaznaczył polski konsul.

Atak potępił premier Pakistanu Nawaz Sharif. "Takie czyny, okrutne i nieludzkie, nie będą tolerowane. Podejmiemy wszelkie wysiłki, by nasz kraj był bezpiecznym miejscem dla turystów" - oświadczył.

Aleksandra Dzik jest absolwentką psychologii i socjologii Uniwersytetu Śląskiego. Obecnie kończy studia doktoranckie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako pierwsza Polka zdobyła niebezpieczny Pik Pobiedy (7439 m), stanęła na wszystkich siedmiotysięcznikach b. ZSRR, uzyskując tytuł Śnieżnej Pantery. Wśród innych jej osiągnięć wymienić można mistrzostwo Polski w skialpinizmie oraz ukończenie jako pierwsza kobieta najdłuższego dystansu zawodów Elbrus Race.

Nanga Parbat jest jednym z najbardziej wymagających ośmiotysięczników. Świadczy o tym liczba dotychczasowych zdobywców, nieznacznie przekraczająca 300 osób. Pod względem wypadków śmiertelnych szczyt zajmuje niechlubne, drugie miejsce, za K2 (8611 m). Naga Góra posiada największą wysokość względną na świecie - około 7000 m.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama