Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nowa wojna domowa w Mozambiku?

Gromiona w czas pokoju w wyborach, dawna partyzancka armia grozi rozpętaniem nowej wojny domowej w kraju, który z symbolu upadku stał się w ostatnich latach wzorem afrykańskiego sukcesu.

Od dwóch miesięcy w położonej w sercu kraju prowincji Sofala znów grzmią strzały. W zeszłym tygodniu uzbrojeni w karabiny maszynowe napastnicy ostrzelali pasażerskie autobusy, zabijając 2 podróżnych i kilku ciężko raniąc. W maju i kwietniu w potyczkach zbrojnych między oddziałami rządowego wojska i partyzantami z ugrupowania RENAMO zginęło kilkunastu żołnierzy i policjantów, a także kilku przypadkowych cywilów. Partyzanci napadli na kilka policyjnych komisariatów i wojskowych posterunków, skąd zrabowali arsenały.

Przywódcy RENAMO grożą, że wywołają w kraju nową wojnę i sparaliżują drogi i koleje, jeśli rządząca partia FRELIMO nie podzieli się z nimi władzą. FRELIMO (Front Wyzwolenia Mozambiku) i RENAMO (Narodowy Ruch Oporu Mozambiku) stoczyły już jedną, wyjątkowo krwawą wojnę o władzę w latach 80. i 90. Wywołał ją RENAMO, antykomunistyczna partyzantka, utworzona przy wsparciu białych rządów rasistowskich Rodezji i Południowej Afryki, które w ten sposób zamierzały zniechęcić lewicowy FRELIMO do pomagania czarnoskórym ruchom wyzwoleńczym w Rodezji i RPA.

Wojna, która doszczętnie wyniszczyła kraj i spowodowała śmierć co najmniej miliona ludzi została przerwana wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i apartheidu w RPA. W 1992 r. FRELIMO i RENAMO podpisały rozejm, a w 1994 r. w Mozambiku odbyły się pierwsze wolne wybory, wygrane przez FRELIMO i jego przywódcę, urzędującego prezydenta Joaqima Chissano. Pięć lat później, w kolejnych wyborach przywódcy RENAMO Afonso Dhlakamie omal udało się odebrać Chissano władzę. Przegrał jednak minimalnie wybory 48 do 52 proc. głosów. Następne elekcje przegrywał już jednak z kretesem. W 2004 r. został pokonany przez nowego przywódcę FRELIMO Armando Guebuzę 64 do 32, a w 2009 r. aż 75-16.

Obrażony na cały świat 60-letni Dhlakama ostentacyjnie wyprowadził się ze stolicy kraju Maputo do Nampuli na północy kraju, a pod koniec zeszłego roku przeniósł się do dawnej partyzanckiej kwatery w górach Gorongosa, skąd przed laty dowodził partyzancką wojną.

W górskiej bazie "Casa Banana" od dwudziestu lat stacjonuje półtysięczny oddział partyzantów RENAMO, których Dhlakama nie rozbroił od rozejmu 1992 r., argumentując, że potrzebuje ich jako osobistej ochrony. Władze z Maputo twierdzą, że od kilku tygodni Dhlakama werbuje nowych ludzi do partyzantki.

Pod koniec maja RENAMO ogłosiło, że zbojkotuje zapowiedziane na jesień wybory lokalne i w ogóle nie dopuści, by zostały przeprowadzone, ponieważ FRELIMO obsadziło swoimi ludźmi komisje wyborcze i wynik elekcji jest z góry wiadomy. RENAMO zagroziło, że jeśli władze nie przyznają mu prawa weta w komisjach wyborczych, sparaliżuje drogi i koleje, którymi transportowane są w świat surowce mineralne, podstawa gospodarki kraju, a nawet zaatakuje Beirę, stolicę prowincji Sofala i największy port kraju.

Alex Vines, znawca Afryki z ośrodka badawczego Chatham House powątpiewa, by RENAMO udało się wywołać wojnę. Jego zdaniem grożąc nią, Dhlakama usiłuje szantażować władze i wywalczyć dla siebie to, czego nie jest w stanie wygrać w wyborach. Czas pokoju okazał się bowiem dla byłego rebelianta czasem nieustannych i coraz dotkliwszych klęsk. Nie potrafił przystosować się do cywilnego życia i nigdy nie cieszył się w Mozambiku poparciem. Rodacy nie zapomnieli, ani nie wybaczyli mu służby w kolonialnej armii portugalskiej, kolaboracji z rasistowskimi reżimami z Salisbury i Pretorii, barbarzyńskiej wojny. Przegrywając kolejne wybory, zaczął tracić nawet zwolenników w szeregach własnej partii, w której coraz częściej dochodziło do rozłamów. Po klęsce w 2009 r. RENAMO przestało być nawet największą partią opozycyjną, a tytuł ten straciło na rzecz nowego ugrupowania, Ruchu Demokratycznego Mozambiku (MDM), założonego przez Daviza Simango, byłego działacza RENAMO i byłego burmistrza Beiry.

Frustracja Dhlakamy i RENAMO jest tym większa, że ich polityczny upadek przypadł na czas gospodarczego rozkwitu Mozambiku, dorabiającego się na eksporcie surowców, głównie węgla i gazu ziemnego, a także turystyce.

Korzyści z gospodarczej, polityczne, ale także finansowe, czerpią sprawujący absolutną władzę byli komuniści z FRELIMO. Ich dominacja w życiu politycznym 23-milionowego Mozambiku jest tak wielka, że przestali się liczyć ze zdaniem dawnych wrogów. Zerwanie listopadowych wyborów lokalnych, a także groźba storpedowanie przyszłorocznych, prezydenckich może wystraszyć zagranicznych inwestorów, uważających dotąd Mozambik za rynek bezpieczny i pewny. W ten sposób RENAMO chce wymusić na FRELIMO, by nadal liczył się z nim i traktował go jak głównego rywala, choć tytułu tego byłym partyzantom nie udało się utrzymać w pokojowej polityce.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama