Nowy numer 48/2020 Archiwum

Szminka w meczecie

W Turcji toczy się wojna skrajnego laicyzmu z państwem wyznaniowym. I odwrotnie. Trzeciej drogi nie widać.

Od ponad dwóch tygodni w Turcji wrze. Zaczęło się od protestów w Stambule przeciwko rządowym planom nowego zagospodarowania terenu obecnego parku przy placu Taksim i samego placu: powstać mają tutaj zarówno potężny meczet, jak i centrum handlowe. Na ulice w obronie parku i placu wyszły tłumy demonstrantów. Protest szybko rozlał się na inne miasta tureckie i równie szybko przyjął mocno antyrządowy charakter. Demonstranci zarzucają premierowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi i jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju islamizację kraju. Zapewne nie spodziewali się, że policja użyje przeciwko nim gazów łzawiących i pałek.

Czarę goryczy przelały doniesienia o śmierci dwóch demonstrantów. Tymczasem premier Erdogan wybrał się w podróż po krajach Afryki Północnej i oświadczył, że rząd nie ugnie się pod żądaniami demonstrantów. Bo też nie o same drzewka spod placu Taksim w tej wojnie chodzi. Na ulice wyszła część Turcji, która nie zgadza się z kierunkiem reform, które tworzą z kraju na nowo państwo wyznaniowe. Rację ma Erdogan, gdy mówi, że to mniejszość. Ale ta mniejszość ma za sobą bardzo wpływowych do niedawna generałów, którzy przez dekady stali na straży skrajnej świeckości państwa. I nieraz udowodnili, że w obronie status quo, wprowadzonego przez Mustafę Kemala Atatürka, który zerwał z islamską tradycją, gotowi są przeprowadzić zamach stanu i odsunąć od władzy „zbyt islamski” rząd. I najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że i tym razem to generałowie, dawni faktyczni władcy, a teraz odsunięci przez Erdogana do koszar, stoją za aktualnymi wydarzeniami w Turcji.

Armia kontra islam

Na Zachodzie utarł się pogląd, że Turcja za sprawą świeckiej rewolucji udowodniła, że można zbudować państwo demokratyczne w kraju muzułmańskim. Tymczasem świeckość w wydaniu tureckim bynajmniej nie przypominała modelu zachodniego. Tak zwani młodoturcy, do których należał Atatürk, chcieli wprawdzie zerwać z prymatem religii nad życiem społecznym, ale chodziło im raczej o odwrócenie ról i przejęcie przez państwo kontroli nad religią. A dokładnie przez wojsko, które miało stać na straży laickości państwa. Młodoturcy rozwijali także ideę panturkizmu, tzn. zjednoczenia wszystkich ludów posługujących się językiem tureckim. Wiązało się to również z „wyczyszczeniem” Turcji z wszelkich „wielonarodowościowych naleciałości”. To m.in. było źródłem pierwszego w XX w. ludobójstwa, jakiego tureccy nacjonaliści dokonali na Ormianach. Czystki objęły również Greków, którzy zostali zmuszeni terrorem do opuszczenia swoich domów. W gruncie rzeczy dyskryminowani we własnym kraju czuli się nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie, którzy na przykład zbyt ostentacyjnie chcieli demonstrować swoje przywiązanie do religii.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także