Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kapłan, jakby przeczuwając, rozpoczął rozmowę

Byłam załamana, mając za sobą nieudane samobójstwo i znów pełna samobójczych myśli, zostałam zupełnie sama po stracie bliskich mi osób, czułam się jak rozbitek na wzburzonym morzu.

Mam na imię Iza, mieszkam w Jeleniej Górze. Od 13 lat jestem niepełnosprawna ruchowo. Chcę podziękować Ci, Jezu, za łaskę odnalezienia Ciebie w moim życiu. A właściwie to Ty, Panie, szukałeś mnie jak tę owcę, która zginęła przez różne sytuacje i doświadczenia. A gdy byłam załamana, mając za sobą nieudane samobójstwo i znów pełna samobójczych myśli, zostałam zupełnie sama po stracie bliskich mi osób, czułam się jak rozbitek na wzburzonym morzu. Wtedy to w moim sercu wybrzmiało pytanie o sens życia. To wtedy w sposób niezwykły pojawił się obok mnie kapłan, który jakby przeczuwając, co się ze mną dzieje, rozpoczął rozmowę. W konsekwencji poprosiłam o spowiedź z całego życia i to wtedy po odbytej spowiedzi serce moje doświadczyło Panie Twojej niezwykłej miłości i tego, że kochasz mnie taką biedną i poranioną. To wtedy, oddając Tobie swoje życie, doznałam ukojenia. Gorąca modlitwa przez wstawiennictwo Twojej Niepokalanej Matki i codzienna Eucharystia powoli zmieniały moje życie, które stało się radością i dziękczynieniem za to, że jesteś ze mną.

Niespodziewaną chorobą, jaką był udar mózgu z całkowitym lewostronnym paraliżem, przyjęłam ze spokojem. Miałam świadomość o Twojej pamięci o mnie jak o jeszcze jednym sercu, które chce z Jezusem nieść swój krzyż i że jestem przez Ciebie kochana taka nieporadna i ułomna. Nie żałowałam czasu na modlitwę i tak z Twoją pomocą, Panie, odzyskałam zdolność mówienia i taką sprawność, która pozwalała na samodzielną egzystencję. Stałam się „szalona”, realizując Jezusowe: „Pójdź za mną”. Ukochałam Krzyż, jednocząc swoje cierpienie z cierpieniem Twojego Krzyża.

Mimo że mam sprawną tylko jedną rękę i w dalszym ciągu częściowo sparaliżowaną nogę, nie wpadam w depresję i pozytywnie spoglądam na świat, ciesząc się każdym kolejnym dniem. Siłę i moc do znoszenia trudów codzienności czerpię z codziennej Eucharystii, w której to Jezus przychodzi do mnie ze swoją uzdrawiającą mocą. Nie ukrywam, że czasem jest ciężko, ale za Jezusem z radością niosę swój krzyż. Oddałam swoje życie Jezusowi na „przepadłe”, a Ty, Panie, prowadzisz mnie w sposób przedziwny. Uczę się w tym odczytywać Twoją wolę, choć nie zawsze jest ona moim oczekiwaniem. Czasami miotam się i usiłuję układać wszystko według swojego planu. Nie rozumiem, Panie, że Ty znasz mnie lepiej. Gdy opadam z sił i już nie daję rady, przypominam sobie, że jesteś bardzo blisko mnie i wszystko zaczyna się dobrze układać, bo Ty, Panie, przychodzisz do mnie przez drugiego człowieka, przez różne sytuacje i wydarzenia. Szczególnie wtedy, gdy mnie uzdrawiasz, Panie, przez ręce kapłanów i po modlitwie o uzdrowienie czynisz cuda. Takim cudem było uzdrowienie z bólu mojego sparaliżowanego kolana. Sprawiło mi to radość, że mogę klęknąć przed Twoim Majestatem. Od 12 lat to czynię, nie odczuwając pierwotnego bólu. Gdy lekarze orzekli, że na schorzenie mojego kręgosłupa jedynym lekarstwem jest operacja, bo inaczej nie mogą mi już pomóc, dzień przed beatyfikacją naszego Wielkiego Papieża, prosiłam przez Jego wstawiennictwo o łaskę uzdrowienia, jeśli taka jest Twoja wola, Panie. Dziś chodzę, siedzę i śpię bez okropnego bólu, który spędzał sen z powiek. Gdy pojawiły się guzki na tarczycy i miałam się poddać biopsji, po modlitwie o uzdrowienie guzki zniknęły bezpowrotnie. Po prostu ich nie ma! Choć żyję samotnie, nie jestem samotna, bo to Jezusowi, i Maryi zawierzyłam swoje życie, co napełnia radością, pokojem i szczęściem!

Mimo niepełnosprawności prowadzę aktywny tryb życia. Dojeżdżając 71 km, biorę udział w spotkaniach dużej Wspólnoty-Stowarzyszenia, gdzie razem pracujemy i modlimy się, ucząc się takiej miłości, jaką ukochał nas Jezus, a naszym charyzmatem jest MIŁOŚĆ i SŁUŻBA. Chętnie pielgrzymuję do polskich sanktuariów, biorę udział w rekolekcjach i dniach skupienia w różnych miejscach Polski. Staram się, by każda chwila mojego życia była dziękczynieniem i uwielbieniem TEGO, który spogląda na mnie z MIŁOŚCIĄ i czeka na moją miłość!

Dziękuję, Panie, że jesteś ze mną i upominasz się o mnie, przytulasz do Swojego Serca i przebaczasz, bo nie trzeba czekać aż zdejmą krzyż z naszych ramion. Wystarczy się nim pogodzić i już jest lżej!

Chwała Panu!

Iza

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama