Nowy numer 49/2020 Archiwum

"Wierzę, że skoczy wzwyż 2,46 m"

Nie pisze planów treningowych, a wychował medalistów. Prowadził z sukcesami Skandynawów, a teraz Katarczyka skaczącego wzwyż 2,40. Polski szkoleniowiec Stanisław Szczyrba wierzy, że 22-letni Mutaz Essa Barshim wkrótce pobije rekord świata.

"Ale jeszcze nie w niedzielę, na Opolskim Festiwalu Skoków" - zaznaczył. Na początku czerwca w Eugene w USA jego podopieczny pokonał wysokość, jaką po raz ostatni na stadionie udało się zaliczyć 13 lat temu Rosjaninowi Wiaczesławowi Woroninowi.

Szczyrba powiedział PAP, że nie chciałby ryzykować rekordu w Opolu kosztem zdrowia zawodnika. "Dzień po dniu takich wyników nie da się uzyskać" - dodał.

Podkreślił jednak, że jeśli ktoś ich "przyciśnie" i trzeba będzie zaatakować np. 2,41, to walkę podejmą. "Wygrać ten mityng musimy, więc na pewno będziemy skakać o zwycięstwo".

Barshima pod opieką ma od 2009 roku. Gdy się spotkali rekordem życiowym młodziutkiego lekkoatlety było 2,14.

"Jak go zobaczyłem pierwszy raz, to nie skakał nawet dwóch metrów. Był po wakacjach, bez treningów" - wspomniał szkoleniowiec, który mimo to dostrzegł wielki sportowy talent. Katarczyk popełniał wtedy mnóstwo błędów i "skakał jak żaba". Ale widać było "szybką nogę" i predyspozycje do skoku wzwyż.

Postanowił więc zostać w Katarze - dla Mutaza. Zakładał, że najwyżej na rok. Dziś, po czterech wspólnych latach, pytany o to na co jeszcze stać jego zawodnika odpowiedział: "Tego nikt nie wie" i wyliczył skoki na wysokość 2,38, które jego podopieczny pokonywał z dużym zapasem.

Ostatni, rekordowy w karierze Barshima skok, Szczyrba widział w telewizji. Wychodzi bowiem z założenia, że nie na wszystkie mityngi trzeba z zawodnikiem jeździć. Tłumaczy, że sportowiec musi sam umieć podjąć wyzwania i być odpowiedzialny. W Eugene ktoś nie ustawił prawidłowo wysokości i przez moment nie wiadomo było, że zaliczył 2,40.

"Przez kilkanaście sekund zupełnie nie wiedziałem, czemu on tak skacze jak szalony. Po chwili zrozumiałem i sam się bardzo cieszyłam. Zadzwonił też syn i potwierdził wynik" - dodał.

67-letni dziś trener, gdy sam występował jako sportowiec, uprawiał skok o tyczce. Do Szwecji wybrał się w 1990 roku. Wcześniej jeździł tam w wakacje "na saksy" z kolegami z pracy ze Studium WF SGPiS, czyli Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, obecnie Szkoły Głównej Handlowej. Podczas któregoś z wyjazdów spotkał kolegę - trenera, który mu zaproponował, by spróbował sił po drugiej stronie Bałtyku. Miał być tam kilka miesięcy - został na prawie 20 lat.

Do Kataru długo nie chciał się przenosić. Oferty pojawiły się, gdy jego zawodnik Linus Thoernblad zdobył w Moskwie w 2006 roku brązowy medal halowych mistrzostw świata. Ale kiedy za którymś razem Szwed nie odniósł sukcesu, pojawiły się w tamtejszych mediach negatywne komentarze. Wtedy Szczyrba postanowił rozważyć propozycję z Kataru.

Wyjechał na rekonesans i spotkał Barshima. Uznał, że oszlifuje sportowy diament i przeniósł się nad Zatokę Perską. Jak zaznaczył, treningi w tym gorącym kraju trzeba ustawiać na wczesne godziny poranne albo późne popołudnia, by móc do czegoś dojść.

Spod ręki Polaka wyszło wielu medalistów. Prowadzeni przez niego zawodnicy zdobywali tytuły na mistrzostwach świata juniorów. Szkolił też medalistkę olimpijską z Sydney Islandkę Valę Flosadottir, która dwa razy biła rekord świata, oraz Tornblada.

"Moi skoczkowie zdobywali medale dla Islandii, Finlandii, Estonii, Szwecji, a teraz Kataru. Ile? Nie wiem. Nie notowałem tego" - powiedział Szczyrba, który niedawno ponownie został wybrany trenerem roku w Katarze.

Jak sobie radzi z prowadzeniem zawodników różnych kultur? "Po prostu - albo przyjmują to, co mówię i stosują się do tego, albo wyjaśniam im, że nie muszą ze mną pracować. Tłumaczę w takich momentach, że ja nie zgaduję co oni w danym momencie powinni robić. Ja to wiem" - zaznaczył.

Na pytanie, czy miał propozycje by prowadzić zawodników w Polsce odpowiedził: "Chyba nie było takiej potrzeby". Przy okazji wspomniał mityng Pedro's Cup Bydgoszcz 2007, który wygrał prowadzony przez niego wtedy Thoernblad.

"Po zawodach spotkałem jednego z polskich trenerów, który na mój widok krzyknął - niby żartem: +Oto jedyny trener na świecie, który nie zna się na skoku wzwyż, a jego zawodnicy robią wyniki+. Może był zły, że nie wygrał jego podopieczny..." - zastanawiał się szkoleniowiec.

Choć trenerem jest kilkadziesiąt lat, ciągle czasem czuje, jakby musiał pokazywać, że to co robi idzie we właściwym kierunku. "Wynik 2,40 Mutaza powinien więc coś udowodnić" - dodał.

Swoją wiedzę i doświadczenia przekazuje synowi Pawłowi, mistrzowi Polski seniorów z 2002 roku w skoku o tyczce, który obecnie zajmuje się katarskimi lekkoatletami. W tym gronie jest brat Barshima.

Szczyrba senior podkreślił, że podczas treningów stawia przede wszystkim na technikę, a nie na siłę. To jego zdaniem w dłuższym okresie procentuje bardziej. Nie pisze i nigdy w zasadzie nie pisał planów szkoleniowych. Prowadzi zajęcia kierując się w wielu momentach intuicją. Często wsłuchuje się w zawodnika.

"Nic na siłę. Nie można trzymać się papierowych rozpisek. Ale nie twierdzę, że to dobra metoda. Nie wolno brać ze mnie przykładu" - uśmiechnął się, dodając: "Każdy ma jakiś swój warsztat, a o trenerze świadczą wyniki".

Przed igrzyskami olimpijskimi usłyszał od znajomego po fachu, że jak tak dalej będzie prowadził Barshima, to ten nie skoczy nawet 2,30. A Katarczyk zdobył w Londynie brązowy medal. "Wierzyłem w swój trenerski nos, czułem że efekty przyniesie dokładnie to, co właśnie robimy" - skwitował.

Jaka jest jego recepta na wychowywanie medalistów? Prócz wiedzy trenera - talent zawodnika. "Bez niego można dojść ciężką pracą najwyżej do poziomu 2,30. By osiągnąć więcej sportowiec musi mieć to coś" - pokreślił Szczyrba.

Jego zdaniem w Polsce było kilku zawodników, o których myślał, że powinni skakać jak kiedyś Woronin czy teraz Barshim. "Michał Bieniek (AZS AWF Wrocław), Aleksander Waleriańczyk (WKS Wawel Kraków) czy Sylwester Bednarek (RKS Łódź) - wymienił. Dlaczego nie osiągnęli takich wyników? "Nie wiem" - odparł, dodając: "Nie jest tak, że ciągle można mieć mistrzów. Talenty się zdarzają, a potem mijają. W Szwecji, choć w ubiegłych latach były sukcesy, teraz trudno znaleźć zawodników skaczących powyżej 2,15-2,17".

Czy wróci do Polski? "Nie, bo tak naprawdę nigdy na dobre z kraju nie wyjechałem". Gdy był w Skandynawii często zabierał swoich podopiecznych na obozy do Spały. W ostatnich latach z Barshimem też dłużej przebywa w Polsce, niż w Katarze. Także w Spale, gdzie mają bardzo dobre warunki.

"Mutaz w Polsce spędza więcej niż sześć miesięcy w roku. Pewnie mógłby skakać dla któregoś z klubów znad Wisły. Z Opola pojedziemy znów do Spały, i to na cztery miesiące" - powiedział PAP Szczyrba.

Czy podjąłby się prowadzenia polskiej kadry skoczków, gdyby dostał taką propozycję? Na to pytanie odpowiada niechętnie. Tłumaczy, że to jakby zarzucać coś obecnym szkoleniowcom.

"Jeśli ktoś uzna, że na coś mogę się przydać, to nie odmówię" - odpowiedział w końcu. Po chwili zastanowienia dodał: "To byłby dla mnie oczywiście zaszczyt". Ale szybko zakończył temat żartem, że i tak nie ma szans na takie propozycje, bo nie pisałby sprawozdań, co z miejsca go dyskwalifikuje. "Poza tym - miałbym zostawić Mutaza? Nie mógłbym".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama