GN 47/2020 Archiwum

Niemożliwe może stać się rzeczywistością

Kilkanaście lat temu nie wyobrażałem sobie, abym mógł wyjechać na wózku inwalidzkim poza mieszkanie. Wówczas bardziej niż atrofia mięśni ograniczały mnie bariery, które były we mnie.

Starałem się jedynie zdobywać wiedzę. Korespondowałem też z placówkami naukowymi np. Instytutem Fizyki WAT. Szczególnie cenne było zaproszenie mnie na międzynarodową konferencję do Juraty - nad morzem. Niestety, musiałem zrezygnować z tego wyjazdu, gdyż nie znałem nikogo, kto mógłby mi w tym pomóc.

Później poznałem kleryka, który po święceniach kapłańskich odprawił w moim pokoju prymicyjną Mszę Św. Był to przełomowy punkt w moim życiu. Gdy Pan Jezus przyszedł do mnie w Komunii Św., z moich oczu popłynęły łzy radości i wzruszenia. Doświadczyłem wówczas tak niesamowitej i wszechogarniającej Miłości Boga, że miałem poczucie niezwykłości nieba. Ta Eucharystia pozwoliła mi uwierzyć, że skoro sam Bóg chce być ze mną, to moje życie musi mieć sens i znaczenie - być może także dla innych ludzi...

Również moja wiara przestała już polegać na ślepym oczekiwaniu tego, co według mnie byłoby dobre, lecz wypływa z niej ufna pewność, że cokolwiek stałoby się z woli Boga, jest zawsze dobre, bo ma swoje głębsze uzasadnienie. Aby jednak Bóg mógł czynić dobro, nawet poprzez moją niepełnosprawność, najpierw sam musiałem ją przyjąć, pogodzić się z nią, musiałem Mu zaufać. Dopóki brakowało mi tego powiedzenia "TAK", to żyłem w ciągłym rozdarciu, pomiędzy walką z tym, co zostało mi dane, a możliwie najbardziej pełnym i aktywnym życiem w tym stanie, w jakim jestem.

Oczywiście, nie można mieć wątpliwości, że możliwość chodzenia, niezależności, swobody, jest bezcennym i pięknym skarbem, lecz czy to jest najważniejsze?

W moim przekonaniu źródłem sensu, piękna i radości życia jest jedynie to, jak wiele miłości ofiarujemy i otrzymamy. Sprawność fizyczna jest środkiem, który ułatwia dawanie siebie dla dobra drugiego człowieka; jest swego rodzaju ewangelicznym talentem, który można zainwestować, lub zmarnować.

Zrozumiałem, że niepełnosprawność jest tylko na tyle złem, na ile ogranicza mnie w czynieniu dobra, a przecież jego źródłem jest sam Bóg, który może działać także przecież moje serce i umysł.

Wtedy nie chciałem już dłużej chować się w moim mieszkaniu, lecz zapragnąłem wyjść do świata i ludzi. Najwięcej radości odnalazłem w bliskości przyrody; gdy mogłem stać pod drzewem, słuchać jego szumu, dotykać jego szorstkiej kory... Mogłem dotknąć trawy, zerwać jej trochę, powąchać... Soczysta, pachnąca, zielona trawa – dla innych prozaiczna codzienność, a dla mnie życie, natura, ukojenie, radość...

Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać oraz cieszyć się tym... Dla mnie takim szczególnym darem są ludzie, poprzez których, w niezwykły sposób doświadczam Boga – Jego miłości, wszechmocy, umocnienia...

Chciałbym przede wszystkim wspomnieć o moich Rodzicach, którzy trwają i jak potrafią tak kochają...

Również cenię każdą osobą, która choćby na krótki czas była przy mnie. Dzięki takiej pomocy mogłem podróżować od Bałtyku po Tatry, a także po świecie - m.in. Lourdes, Medjugorie, Asyż, Rzym, San Giovanni Rotondo.

W mojej pamięci pozostały niesamowite przygody, gdy np. zdobywaliśmy górskie szlaki. Po przejściu jednego z nich usłyszałem niezwykłe słowa:

- Wiesz Jacku, gdybym sama tu doszła, to byłoby to coś zwyczajnego – bez większego znaczenia. Natomiast dzięki temu, że mogłam tobie pomóc, abyś znalazł się w tym pięknym miejscu, to teraz mogę cieszyć się także twoim szczęściem... Myślę, że tacy ludzie odkryli prawdę, iż radość i sens życia można odnaleźć wtedy, gdy szuka się dobra, jakie możemy uczynić dla drugiego człowieka; gdy zobaczysz promieniujące szczęściem i wdzięcznością oczy, w których odnajdziesz odbicie swojego serca...

Niestety, mam wrażenie, że we współczesny świat promuje zupełnie inne postawy. Tym bardziej cenię każdą nową osobę, która zechce pomóc mi np. pojechać na jakieś rekolekcje, albo turnus rehabilitacyjny.

Zazwyczaj najtrudniej jest nawiązać ten pierwszy kontakt z osobą niepełnosprawną, bo jest to jakby wejście do nieco innego tajemniczego świata. Warto jednak pamiętać, że odkrywanie nieznanego świata może być ciekawe i ubogacające.

Jest to również szansa, by stojąc w obliczu nowego wyzwania przełamywać bariery, jakie istnieją w naszych umysłach - w wyobraźni, lękach, kompleksach. Sprawiają one, że tak wielu ludzi ogranicza się jedynie do biernej obserwacji życia, np. w telewizji, a przecież tak naprawdę żyjemy na tyle, na ile istniejmy dla innych osób.

Tak właśnie chcę żyć i dlatego też tworzę tę stronę internetową: www.przyjaciel.info Nadałem jej tytuł: Aby nie zmarnować życia, gdyż mam świadomość, jak wiele jest osób, które na pozór maja wszystko - zdrowie, bogactwo, urodę..., lecz nie czują się szczęśliwi, a nawet tracą sens życia...

Poprzez moje świadectwo staram się świadczyć o tym, że pomimo najgorszych przeciwności, możliwe jest życie pełne dobra, prawdy i piękna. Nie tylko chce o tym mówić, nie tylko pocieszać, ale zaświadczyć własnym życiem, że niemożliwe może stać się rzeczywistością.

Jacek

 

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama