Nowy numer 2/2021 Archiwum

Śmiech jest rzeczą poważną

Choć był komikiem, swoją pracę traktował bardzo serio. 100 lat temu urodził się Louis de Funès.

Nie chcę już zaczynać z tekstami niedokończonymi, sztuczkami, które muszę wymyślać na poczekaniu, które wygładza się w trakcie realizacji. (…) Śmiech jest rzeczą zbyt poważną. Kto by pomyślał, że te słowa wypowiedział człowiek o „gumowej twarzy”, najzabawniejszy żandarm świata, dla którego błazeństwo było wręcz żywiołem. Louis de Funès, bo o nim mowa, w testamencie polecił, by na jego pogrzebie odtworzyć z taśmy śmiech. Nie był to jednak pusty śmiech, lecz dopełnienie jego życiowej filozofii. „Śmiech jest dla duszy tym samym, czym tlen dla płuc” – mawiał.

Późna sława

Choć dzisiaj znamy go niemal wyłącznie jako aktora komediowego, początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu rzeczy. Wprawdzie od dzieciństwa przejawiał zdolności sceniczne, ale w młodości imał się różnych zajęć: pracował jako kreślarz, buchalter, projektant wystaw sklepowych i karoserii samochodowych. Matka doradzała mu nawet kapłaństwo. Wydawało się, że jedynym talentem artystycznym, który naprawdę przyda mu się w życiu, pozostanie słuch muzyczny. Dorabiał bowiem, grając na pianinie w barach i nocnych klubach. Dużo czasu upłynęło, zanim de Funès przekonał publiczność, że jest wybitnym aktorem. W latach 1945–1962 zagrał w kilkudziesięciu filmach, z których tylko niewielką część stanowiły komedie. Grywał wówczas głównie w epizodach, czasem pojawiając się na ekranie na kilka sekund. „Nie żałuję, że moja kariera rozwijała się powoli – wyznawał po latach. – Pozwoliło mi to zrozumieć głębię rzemiosła.

Wtedy jeszcze wypróbowywałem nieznane kolory, detale, mimikę, gesty, które sprawdzałem w małych rolach. Posiadłem pewien dorobek komiczny, którego nie mogłem wykorzystać w pełni w całej mojej dotychczasowej karierze. Zdałem sobie sprawę, że trzeba zawsze zaczynać od nowa”. Wszystko miało się zmienić w 1964 r. Aktor zagrał wtedy w dwóch produkcjach, które przyniosły mu międzynarodową sławę. Chodzi o „Fantomasa”, gdzie wcielił się w ślamazarnego komisarza policji, oraz „Żandarma z Saint-Tropez”, z którą to postacią na zawsze już będzie kojarzony. Rolą nerwowego, ale i niezłomnego sierżanta Ludovica Cruchot, zaskarbił sobie taką sympatię publiczności, że w sumie powstało aż sześć filmów serii.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama