Nowy numer 2/2021 Archiwum

Koniec mamy i taty

Na 13 stycznia w Paryżu zaplanowano manifestację w obronie tradycyjnego małżeństwa. Organizatorzy spodziewają się kilkuset tysięcy uczestników.

Socjalistyczny rząd François 
Hollande’a zamierza uchwa
lić prawo umożliwiające zawieranie związków małżeńskich przez osoby tej samej płci. Zmiana otwiera również możliwość adopcji dzieci przez takie związki. To przejaw walki z dyskryminacją w imię równości wszystkich obywateli – argumentują władze. 7 listopada 2012 r. projekt ustawy został przyjęty przez rząd. Prawdopodobnie
4 lutego 2013 r. będzie przedstawiony w Zgromadzeniu Narodowym.
Badania opinii publicznej pokazują, że nowe prawo popiera ok. 60 proc. Francuzów. Również w parlamencie francuskim ustawy o „małżeństwach homoseksualnych” są popierane (przy zachowaniu dyscypliny partyjnej) przez ponad połowę deputowanych. Tyle miejsc ma w Zgromadzeniu Narodowym obecnie partia socjalistyczna. Dopuszczenie możliwości zawierania przez dwie kobiety lub dwóch mężczyzn związków małżeńskich ma być spełnieniem jednej z obietnic wyborczych prezydenta François Hollande’a.
Jak doszło do tego, że w społeczeństwie do niedawna uważanym za katolickie tak znaczna część ludności opowiada się za prawem sprzecznym nie tylko z nauką Kościoła, ale i z prawem naturalnym?


Na początku były związki partnerskie


14 lat temu, jesienią 1998 r., odbyła się debata nad umożliwieniem osobom homoseksualnym oraz heteroseksualnym, które nie chcą z różnych powodów zawrzeć małżeństwa, zawarcia kontraktu cywilnego. Zwolennicy mówili o rzekomej dyskryminacji osób homoseksualnych, polegającej na braku możliwości dziedziczenia, problemach w czasie choroby partnera itp. Powoływali się na zasadę „równości” – jedną z podstawowych we Francji. 
3 listopada 1998 r. ówczesna socjalistyczna minister sprawiedliwości w rządzie Lionela Jospina – Elisabeth Guigou, przedstawiając projekt ustawy o „równouprawnieniu”, by przekonać niezdecydowanych oraz uspokoić przeciwników, zapewniła publicznie, że prawo to nie będzie krokiem w kierunku umożliwienia homoseksualistom prawa do małżeństwa czy adopcji dzieci. Kontrakt nazwano bardzo przewrotnie: Pakt cywilny o solidarności (PACS). Mijały lata. Kościół przypominał, że ta umowa (PACS) nie zobowiązuje do zachowania wierności, nie tworzy również związków między rodzinami osób ją podpisujących oraz że możliwość jej zerwania jest o wiele mniej skomplikowana niż w przypadku małżeństwa. Jednak ten głos był słabo słyszalny. 
Francuzi szybko oswoili się z nowym prawem. W 2010 r. zawarto 256 tys. małżeństw oraz ponad 200 tys. umów PACS (w 1999 r. takich umów zawarto 6211). Jak pokazał czas, ustawa o związkach partnerskich była tylko przygotowaniem do realizacji prawdziwego celu, jakim dla organizacji homoseksualnych jest umożliwienie zawierania związków małżeńskich przez osoby tej samej płci. Organizacje te „zapomniały” o obietnicy, że prawo o umowach podpisywanych przez osoby tej samej płci nie będzie krokiem w kierunku ku „małżeństwom homoseksualnym” i prawu do adopcji przez nie dzieci. Podstawowym argumentem wysuwanym przez nich (podobnie jak pod koniec lat 90.) jest walka z rzekomą dyskryminacją i obrona równych praw. Socjaliści oraz organizacje homoseksualne zaprzeczają też, że chodzi im o stworzenie nowej formy związków małżeńskich – zależy im – jak twierdzą – na równości praw w ramach istniejącej formy małżeńskiej. Twierdzą, że walczą o „małżeństwa dla wszystkich” („mariage pour tous”). Przeciwnicy, zwracający uwagę, że w rzeczywistości chodzi o zniszczenie instytucji małżeństwa, nazywani są homofobami, nierozumiejącymi miłości, jaka może łączyć dwie osoby.
Co ciekawe, argumenty zwolenników „małżeństw homoseksualnych” są popierane przez część katolików. Spory zamęt wywołali również niektórzy przedstawiciele Kościoła. Kilkakrotnie poparcia organizacjom homoseksualnym udzielił emerytowany biskup Evreux – Jacques Gaillot, a katolicki dziennik „La Croix” na początku listopada opublikował list proboszcza jednej z parafii, który z dumą stwierdził, że błogosławił w swojej parafii związki homoseksualne, bo nie „ma nic złego w udzielaniu błogosławieństwa”. Taka postawa, niestety, znajduje zrozumienie wśród francuskich księży.


Biskupi ostrzegają


W sierpniu ub. roku głos w sprawie ponownie zabrali biskupi. Kardynał Paryża André Vingt-Trois przestrzegał, by głosu Kościoła nie odbierać jako obrony małżeństw katolickich, lecz jako obronę dotychczasowej wizji społeczeństwa. Małżeństwo, jak przypomnieli biskupi, w przeciwieństwie do tego, co głosi rządząca partia, nie jest publicznym uznaniem, legalizacją miłości dwóch osób, ale jest instytucją, w której kobieta i mężczyzna dobrowolnie angażują się, by stworzyć rodzinę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama