Nowy numer 2/2021 Archiwum

Baza wirusów

Jakie złośliwe bestie czyhają na człowieka, który trzyma w jednej ręce pilota, w drugiej smartfona, a trzecią wstukuje PIN i zatwierdza zielonym?

Pamiętam takie przyjęcia – uśmiechał się szelmowsko o. Joachim Badeni – gdy człowiek w jednej ręce trzymał talerzyk, w drugiej łyżeczkę, a w trzeciej widelczyk. Jakie zagrożenia czyhają na człowieka, który trzyma w jednej ręce pilota, w drugiej smartfona, a trzecią wstukuje PIN i zatwierdza zielonym? Oto lista kilku skutecznych blokad, kłód i przeszkód, które tarasują proste drogi Najwyższego. Baza zaktualizowana do wersji 2013. To nie teoretyczne rozważania. To diagnoza wysnuta z dwudziestu kilku lat modlitwy we wspólnocie i uczestnictwa w wielu modlitwach wstawienniczych.


Demon braku czasu


W czasie urlopu w Augustowie przecierałem oczy ze zdumienia. Na każdym kroku widziałem reklamy: „Zapraszamy na
 jednodniowe spływy kajakowe”. Jednodniowy spływ? Kiedyś wypływało się na tydzień, dwa. Dziś rozpędzone pokolenie, które „nie ma na nic czasu”, chce mieć wszystko od razu. Na skróty. Trochę jak w szkolnym streszczeniu Tolkiena: „Pewien młody hobbit dowiaduje się, że w celu ocalenia świata musi wrzucić pewien pierścień do pewnej dziury. Dziura jest strasznie daleko, więc idzie do niej przez trzy tomy, ale w końcu mu się to udaje”. Można i tak… Mijając „jednodniowe” reklamy, przypomniałem sobie znakomitą diagnozę Andrieja Kurajewa, profesora Moskiewskiej Akademii Teologicznej: – Dzisiaj w głowach ludzi, którzy po latach niewiary przychodzą do Cerkwi, rodzą się od razu plany gigantycznych reform: to im się nie podoba, tamto chcieliby zmienić. Wyobraźcie sobie, że pierwszy raz lecicie samolotem. I od razu po starcie idziecie do kabiny pilota i mówicie mu: „Ten drążek trzeba trzymać tak, ładniej też będzie wyglądać, jak wyłączy się te wskaźniki”. Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy dawać takie rady pilotowi, a wystarczy przekroczyć próg świątyni i już ma się gotowe plany reform.Jesteśmy niecierpliwi. Po co drałować przez pustynię aż 40 lat, skoro GPS zaprowadzi nas krótszą drogą?


Demon natychmiastowego owocu


Długi dystans przeraża. Niewielu wytrzymuje we wspólnotach żmudną próbę wierności. Jesteśmy przyzwyczajani do zbawienia „na skróty”. Stąd popularność New Age. Kilka seansów reiki, zastosowanie metody Silvy i od razu gotowy efekt. – Obowiązkiem mojego pokolenia – wyjaśnia ks. prof. Jerzy Szymik – jest przekazać młodszym, że życie to bieg na długim dystansie. Że nie muszą mieć wszystkiego w kwadrans. 
Lech Dyblik jeździ po kraju, śpiewając „błatne”, bandyckie pieśni. – Kiedy nauczyłeś się tak dobrze rosyjskiego? – zagadnąłem przed miesiącem aktora. – Uczyłem się kilka lat – odpowiedział. – Gdy byłem młody, nie chciałem uczyć się języków. Bo wiedziałem, że angielskiego muszę się nauczyć na najbliższą sobotę (śmiech). I nagle dotarło do mnie, że ja na tę naukę języka mam mnóstwo czasu. Całe życie będę się uczył. Nie muszę gonić z wywalonym jęzorem. Gdy jeżdżę po zakładach karnych, mówię więźniom, by nie histeryzowali, że są skończeni. I zawsze przestrzegam: nawrócenie to dłuuuugi proces, nie jednorazowa akcja. Mamy czas…
Rabini nauczali, że grzech Adama i Ewy polegał na tym, że od razu sięgnęli po owoc.


Demon superduchowych odlotów


To bestyjka, która podpowiada, że skoro dzień zaczyna się nudnawo jak w polskim filmie („nic się nie dzieje, proszę pana, dialogi niedobre są, aż ma się ochotę wyjść z kina”), to znaczy, że jest kiepsko, a Najwyższy z pewnością odwraca od nas wzrok.
Jesteśmy bombardowani reklamami, w których słowa „ekstra”, „super”, „hiper” płyną, tworząc popkulturową mantrę. Podświadomie zaczynamy szukać duchowych odlotów. Trudno nam zaakceptować jałową, szaroburą codzienność. Jak modlić się w „stanie wiecznego poniedziałku”, gdy wszystko jest byle jakie, zwyczajne, a człowiekowi nie chce się wstać do roboty?
– Modlić się modlitwą wiecznego poniedziałku – podpowiada trapista o. Michał Zioło. – To znaczy powiedzieć szczerze: „Nie chce mi się wstać do roboty. Jestem strasznie zmęczony, Panie”. Ja nigdy nie walczę ze smutkiem. Mówię: „Jezu, dzisiaj jestem smutny”. Przecież człowiek ma prawo być smutny! I trzeba pozostawić go w tym smutku. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także