Nowy numer 49/2019 Archiwum

Dom starców

– Abba, to teraz całkiem będę musiał wyrzec się świata? – Nie bój się – odparł starzec. – Jeśli twoje życie będzie naprawdę chrześcijańskie, to świat natychmiast wyrzeknie się ciebie. W czym jeszcze ojcowie pustyni pomogą Kowalskiemu?

Rozprzestrzeniła się pustka – wołał Benedykt XVI na rozpoczęcie Roku Wiary. – Ale właśnie wychodząc od doświadczenia tej pustyni, możemy odkryć na nowo radość wiary. Na pustyni odkrywa się wartość tego, co jest niezbędne do życia. Na pustyni trzeba nade wszystko ludzi wiary, którzy swym własnym życiem wskazują drogę ku ziemi obiecanej. Zachwyciła mnie ta diagnoza. Wykonałem manewr Ctrl+C, Ctrl+V i szybko wkleiłem ją sobie do notatnika.

Żyjemy na pustyni. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa mnisi uciekali na pustynię – opowiadał mi Pierre Marie Delfieux, założyciel Wspólnot Jerozolimskich. – Dziś podróżują metrem, a do swych zakonnych cel dojeżdżają windami. Mieszkają w sercach miast. To dopiero pustynia! Sahara w porównaniu z nią to mała kupka piachu.

Na starość się „świeci”

To nie jest kraj dla starych ludzi. Zepchnięci na margines przez tych, którzy „zabierają babciom dowód”, siedzą pozamykani w swych mieszkankach, ściskają w rękach piloty i zdumieni oglądają nastolatków dzielących się z nimi swą wiedzą o aborcji, wojnach, demokracji i globalnym ociepleniu. – Na górze Athos nie zdarza się, by kantorami zostawali młodzi mnisi. Starsi otaczani są niezwykłym szacunkiem. Zasada jest taka: jeśli mnich żyje pobożnie, to na starość „świeci”. Jest, jak głosi wschodnia teologia, przeniknięty światłem Taboru – opowiada o. Tomasz Grabowski, dominikanin. Identycznym szacunkiem starcy otaczani są w Kościele koptyjskim. Koptowie nie znają pojęcia „domu księży emerytów”. – Szacunek dla mnicha jest nieporównywalny z niczym – wyjaśnia Marcin Bornus-Szczyciński, który wielokrotnie odwiedzał koptyjskie klasztory. – Mnich nie może wyjść na ulicę, by nie zostać obcałowanym, przywitanym, zagadywanym.

Przez dłuższy czas mieszkałem w jednym z klasztorów i widziałem, jak Koptowie są dumni z tego, że to u nich rozkwitł monastycyzm. Oni kompletnie nie rozumieli naszych opowieści o „księżach emerytach”. Emerytura? Od czego? – zachodzili w głowę. Oni nie znają takiego pojęcia, bo największą czcią darzeni są od wieków właśnie starcy! Na przełomie wieków III i IV pojawił się w egipskim chrześcijaństwie potężny ruch, obejmujący dziesiątki tysięcy ludzi. Wielu mężczyzn porzucało swoje domy rodzinne, by udać się na pustynię i tam spędzić resztę życia sam na sam z Bogiem. Ich sława przyciągała innych, którzy zapragnęli pójść ich śladami.

Gdzie diabeł nie może? W pokorze!

„Był pewien pustelnik, który wypędzał złe duchy i pytał się ich: – Co was wypędza: posty? Odpowiedziały: – My nie jadamy ani nie pijamy. – Czuwania? – Odrzekli: My nie śpimy! – Życie pustelnicze? Odparli: – My sami mieszkamy na pustelni. – Więc co was wypędza? Odpowiedziały: – Nic nas pokonać nie może oprócz pokory” (żywot św. Antoniego). Opowieści starców przeżywają dziś prawdziwy renesans. Ich ponadczasowe rady okazują się strzałem w dziesiątkę nawet dla tych, którym słowo „abba” kojarzy się jedynie z piosenką „Money, Money, Money”. – Ruch ten rozpoczął się od ruchu pustelniczego, następnie rozwinęły się formy wspólnotowe, a więc zakonne – wyjaśnia ks. prof. Marek Starowieyski. – Kim byli ojcowie pustyni? Byli to przeważnie ludzie prości: rolnicy, pasterze, wielbłądnicy, ciastkarze, cyrulicy itd., a choć spotykamy wśród nich ludzi z miasta, ogromną większość stanowią chłopi. Opuściwszy miasto czy wieś rodzinną, pustelnicy udawali się na pustynię okalającą dolinę Nilu, na pustynię Synaju, Pustynię Judzką czy otaczającą Gazę.

Tonący wrak

Świat Zachodu odkurzył przypowieści wypowiadane pod prażącym słońcem Egiptu dzięki Tomaszowi Mertonowi. „W IV wieku po Chr. pustynie Egiptu, Palestyny, Arabii i Persji zaludniała dziwna rasa” – wyjaśniał trapista w swej znakomitej książce „Mądrość pustyni” (Esprit, Kraków 2007). Byli to pierwsi pustelnicy chrześcijańscy; porzucali miasta pogańskiego świata, by żyć w samotności. Co ich do tego skłaniało? Było wiele rozmaitych przyczyn, lecz da się je wszystkie streścić w jednym słowie: „zbawienie”. Ojcowie pustyni byli pionierami, którzy nie dają się porównać z nikim poza niektórymi prorokami, jak św. Jan Chrzciciel, Eliasz, Elizeusz, czy apostołami. Poszukiwali zbawienia. Pogańskie społeczeństwo uznali za tonący wrak, z którego każdy musi uciec sam, o własnych siłach, jeśli ma ocalić życie. Ludzie ci nie godzili się, by rządziło nimi dekadenckie państwo, i wierzyli, że istnieje możliwość rozwoju bez pozostawania w niewolniczej zależności od uznanych społecznie wartości. Nie mieli jednak zamiaru umieszczać się ponad społeczeństwem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • żalek
    28.12.2012 12:24
    Nie żelek a żalek kolego.
    Teraz już mosz minusa.
    Som chciołeś
    doceń 0
  • Karmelito
    28.12.2012 13:52
    Karmelito
    Pan Bóg kocha grzeszników. Ba, nawet baaaaaardzo wielkich grzeszników kocha! Ojciec posłał swojego Syna do tego, co zaginęło a nie do zadowolonych z siebie samych samozbawiających się. Zadowolona z siebie jest z reguły jedynie głupota jak mawiał Platon. Nie chodzi też o apoteozę grzechu rzecz jasna, ale o pokorę, czyli postawienie się w świetle Prawdy. Ten Towarzysz celników, jawnogrzesznic, żarłoków, opilców wiedział dobrze, że właśnie nie kto inny jak tylko ci, którzy widzą swą winę i grzech, są otwarci na darmowe przyjęcie Dobrej Nowiny o zbawieniu, na Jego miłość.
    doceń 3
  • teleranek
    29.12.2012 11:42
    Żalek
    Przepraszam za pomyłke,dzieki za minusa
    doceń 0
  • teleranek
    29.12.2012 11:42
    Żalek
    Przepraszam za pomyłke,dzieki za minusa
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji