Nowy numer 48/2020 Archiwum

Lhotse: Ekstremalne warunki zatrzymały Polaków

Wyprawa polskich alpinistów na czwarty pod względem wysokości szczyt Ziemi - Lhotse (8516 m) - nie zakończyła się powodzeniem. "Przeszkodziły nam ekstremalne warunki pogodowe" - ocenił kierownik przedsięwzięcia Artur Hajzer.

Członkowie wyprawy wrócili do kraju 26 października. Pod okiem 49-letniego Hajzera, reprezentującego Klub Wysokogórski Katowice, uczestniczyli w niej 33-letnia Agnieszka Bielecka (KW Wrocław), 24-letni Andrzej Bargiel (TKN Tatra Team Zakopane), 22-letni Mateusz Grobel i 33-letni Artur Małek (obaj KW Katowice), 39-letni Krzysztof Starek (KW Kraków) oraz 25-letni Mateusz Zabłocki (KW Warszawa).

Sama akcja w Himalajach trwała od założenia obozu w dniu 9 września do wyjścia z bazy 22 października. W jej trakcie czterokrotnie przeprowadzono atak na szczyt, leżący w bezpośrednim sąsiedztwie najwyższej góry świata - Mount Everestu. Ostatnią próbę przerwano na wysokości 8250 m.

"Najbardziej newralgiczne momenty wyprawy to samodzielne poręczowanie zachodniej ściany Lhotse, pełne dramaturgii próby Andrzeja Bargiela pobicia rekordu szybkości wejścia na Lhotse i decydujący atak szczytowy, gdy w trakcie wycofywania się już do bazy zginął jeden z wspomagających wyprawę Szerpów" - podsumował na konferencji prasowej Hajzer.

Planowano, że Bargiel wejdzie z bazy położonej na wysokości 5300 m na szczyt w 16-20 godzin. Rekord należy do Meksykanina Carlosa Carsolio, a wynosi 23 godziny i 50 minut. Lubiący ekstremalne wyzwania zakopiańczyk, trzykrotny mistrz Polski w narciarstwie wysokogórskim i trzeci zawodnik Pucharu Świata w 2009 roku, jednak zrezygnował.

"Próbowałem dwukrotnie, w odstępie kilku dni. Strasznie wiało, tak, że nie dało się swobodnie iść. Zmieniłem nawet zakładany czas wejścia, ale uznałem, że upieranie się w zamiarze nie będzie bezpieczne" - relacjonował Bargiel.

Najważniejszym momentem ekspedycji był decydujący atak szczytowy z obozu czwartego (7850 m), do którego wyszło troje uczestników wyprawy - Bielecka, Małek i Hajzer w towarzystwie Rosjanina Aleksieja Bołotowa i dwójki Szerpów.

Po niespełna dwóch godzinach wspinaczki zawrócił Małek, a niebawem - z powodu zimna i porywistego wiatru - Bielecka i Bołotow.

"Obiecałam mamie, że wrócę do domu z palcami. Zawróciłam z Aleksiejem w momencie, gdy pięć razy straciłam czucie w palcach" - powiedziała PAP himalaistka z Wrocławia.

W kierunku wierzchołka w szalejącym wietrze i mrozie szli Hajzer oraz dwaj Szerpowie. Nie dotarli do szczytu. Kierownik zarządził odwrót, gdy 24-letni Tenzing Szerpa zaczął mieć wyraźne problemy z operowaniem palcami.

"Temba Szerpa schodził jako ostatni, 50-100 metrów za nami. Staraliśmy się iść szybko ze względu na odmrożenia Tenzinga. Kontakt wzrokowy był utrzymany. Temba to bardzo doświadczony, 39-letni himalaista, który wcześniej dwukrotnie otwierał drogę na Lhotse i dla nas był wręcz autorytetem. Z przyczyn niewyjaśnionych ześlizgnął się zachodnią ścianą do jej podstawy, ponosząc śmierć na miejscu. Możemy tylko snuć domysły, czy jego stan zdrowotny na wysokości 8000 m się nie pogorszył. Nie wiem, czy wypadek nie był wynikiem zawału bądź udaru" - analizował Hajzer.

To nie pierwsze zetknięcie ze śmiercią w jego karierze.

"Miałem takie trudne sytuacje, ale dawno temu, gdy w 1985 roku zginął na Lhotse Rafał Chołda i w 1989 roku nasz wielki bohater i mój przyjaciel Jerzy Kukuczka. Od czasu tamtej czarnej serii, pierwszy raz mi się zdarzyło, że ginie ktoś na wyprawie" - przyznał.

Jak podkreślił, gdy ginie człowiek, nigdy nie można mówić o sukcesie. "Trzeba się pochylić nad tą stratą. Szczyt nie został osiągnięty, ale ta grupa młodych ludzi została nauczona tego, czego miała być nauczona. Cele zostały wypełnione" - podsumował.

Była to siódma ekspedycja w ramach programu sportowego "Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015" pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jego celem jest przede wszystkim sprawdzenie organizmów młodych, utalentowanych alpinistów na dużej wysokości oraz nabranie przez nich niezbędnego doświadczenia wysokogórskiego zanim zaatakują inne szczyty w Himalajach i Karakorum.

Za miesiąc rusza kolejna wyprawa na niezdobyty zimą Broad Peak (8047 m). Jej szefem będzie Krzysztof Wielicki.

Na szczycie Lhotse stanęło dotychczas 17 Polaków, w tym trzy kobiety: Anna Czerwińska w 2001 roku oraz w maju tego roku Anna Lichota i Kinga Baranowska. Pierwszego wejścia zimowego dokonał Krzysztof Wielicki w 1988 roku. Wierzchołek zdobyło w sumie ok. 440 osób, w tym 140 bez użycia aparatury tlenowej. W latach 1956-1996 na górę wspięło się zaledwie 83 alpinistów. Pierwszymi byli 18 maja 1956 roku Szwajcarzy Fritz Luchsinger (zaginął na ośmiotysięczniku Sziszapangma w 1983 roku) i Ernst Reiss (zmarł 3 sierpnia 2010 roku).

Polskie wejścia na Lhotse:

04.10.1979 - Andrzej Czok, Andrzej Heinrich, Jerzy Kukuczka, Janusz Skorek 09.10.1979 - Janusz Baranek, Adam Bilczewski, Stanisław Cholewa, Robert Nikłaś 14.05.1986 - Aleksander Lwow, Tadeusz Karolczak 31.12.1988 - Krzysztof Wielicki (pierwsze wejście zimowe) 11.10.1994 - Ryszard Pawłowski 15.05.2000 - Piotr Pustelnik 10.05.2001 - Anna Czerwińska, Dariusz Załuski 24.05.2012 - Anna Lichota 25.05.2012 - Kinga Baranowska

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama