Nowy numer 2/2021 Archiwum

Fałszywa propozycja

Projekt stałej wystawy w Muzeum Śląskim jest próbą opowiedzenia historii Górnego Śląska według fałszywych założeń, przeinaczającą fakty oraz naciągającą interpretacje.

Ślązak, czyli kto?

Kluczowym pojęciem dla wystawy jest termin Ślązak, który w tym projekcie występuje bez jakiegokolwiek odniesienia narodowego, co sugeruje, że – zdaniem autorów scenariusza – mamy do czynienia z odrębną grupą etniczną, która dopiero we wtórnym wyborze, podyktowanym uwarunkowaniami kulturowymi, cywilizacyjnymi albo zwykłym życiowym oportunizmem, staje się Polakami bądź Niemcami. Powstaje wobec tego pytanie, kogo to pojęcie ma oznaczać. Jeśli ma określać wyłącznie tożsamość regionalną, można się z tym zgodzić. W języku niemieckim jest silne rozróżnienie pomiędzy przywiązaniem do własnego regionu (Heimat) oraz szerszej wspólnoty, obejmującej krąg języka, kultury oraz historii (Vaterland). Oba te pojęcia są jednak wobec siebie kompatybilne. Wybór Heimatu, np. Bawarii, w żaden sposób nie przekreśla świadomości bycia Niemcem. W Polsce ten regionalny punkt widzenia nie jest akcentowany tak silnie, chociaż zarówno górale, jak i Wielkopolanie czy ludność z terenów wschodnich pielęgnują własną odrębność, tylko że nie jako przeciwieństwo do polskości, ale jej uzupełnienie.

Tymczasem czytając ten scenariusz, miałem nieodparte wrażenie, że jego celem jest zasugerowanie, iż śląskość jest definiowana jako swoisty substytut narodowości, co być może jest zgodne z niektórymi teoriami głoszonymi przez działaczy RAŚ, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Tak chętnie cytowany przez autorów tego projektu ks. Emil Szramek rozróżniał 3 grupy Ślązaków: mających tożsamość polską, niemiecką oraz pozostających wyłącznie na poziomie świadomości regionalnej. Ten opis był trafny w stosunku do międzywojennego dwudziestolecia. Sytuacja jednak radykalnie zmieniła się po 1945  r., kiedy Śląsk przestał być pograniczem w wielorakim sensie, czego autorzy w ogóle nie zauważają, traktując na przykład ludzi, których los rzucił na tę ziemię po 1945 r., jako element obcy, pozostający w trwałej opozycji do „rodzimych” mieszkańców tego regionu, co, biorąc pod uwagę liczne małżeństwa mieszane na tym obszarze, w ogóle czyni taką klasyfikację bezsensowną. Dlatego nie do przyjęcia jest jedna z zawartych w scenariuszu tez, że jedną z osi konfliktu po 1945 r. był trwały antagonizm między miejscowymi a przybyszami. Z pewnością on występował, ale jednocześnie miał miejsce głęboki proces asymilacji przybyszów do miejscowych warunków, przyjmowanie tożsamości regionalnej.

Wszelkie przejawy polskości na tej wystawie przedstawione są z wyraźną rezerwą, czego nie zauważa się w stosunku do wątków niemieckich. To widać także w przedstawieniu losów mniejszości narodowych, które po 1921 r. znalazły się poza granicami państwa polskiego. Widz będzie miał sporo informacji na temat mniejszości niemieckiej żyjącej w województwie śląskim w okresie międzywojennym, ale już nic nie będzie wiedział o blisko milionowej rzeszy Polaków, która pozostała na Śląsku Opolskim, w niewielkim stopniu mając szanse na wypełnianie np. postanowień konwencji genewskiej, oraz o Polakach na Zaolziu. Jak sądzę, nie jest to przeoczenie, ale celowy zamysł autorów tego projektu. W tej wystawie Ślązak jest Ślązakiem i jego losy zasługują na prezentację tylko pod jednym warunkiem – gdy przestaje on czuć i myśleć po polsku. Oczywiście można taką prezentację promować jako nowy mit założycielski dla tego regionu, powstaje jednak pytanie, dlaczego to mitomaństwo ma być sfinansowane za pieniądze polskiego państwa.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama