Gość Sandomierski 38/2019 Archiwum

Rękopisy nie płoną

Uniwersytet Jagielloński znajdował się pod bacznym okiem komunistycznej bezpieki. W jej żargonie zwało się to „ochroną”.

Wlatach 80. ub. wieku po korytarzach i salach Collegium Novum oraz innych budynków Uniwersytetu Jagiellońskiego krążyli smutni panowie, przed którymi prawie wszystkie drzwi gabinetów rektorów, dyrektorów, profesorów i innych pracowników Uniwersytetu były otwarte.

Przychodzili o dowolnej porze dnia i nocy do prywatnych mieszkań, zadając rozmaite pytania i szukając zakazanej literatury oraz ulotek o treściach antysocjalistycznych. Od czasu do czasu zapraszali pisemnie, telefonicznie, a nawet osobiście na rozmowę do krakowskiej komendy MO przy ul. Mogilskiej – pisze prof. Piotr Franaszek, historyk z UJ. Niedawno ukazała się jego książka o działaniach SB w latach 80. XX w. wobec najstarszej uczelni polskiej. Bezpieka z przewrotnym dowcipem sprawie inwigilacji uniwersytetu nadała kryptonim „Jagiellończyk”. Autor skrupulatnie zbadał zachowane archiwa SB. Tysiące dokumentów zostało zniszczonych w 1989 i 1990 r. Jak się jednak okazało, sprawdziło się tu Bułhakowowskie porzekadło, że „rękopisy nie płoną”. SB była dużą strukturą biurokratyczną, powielającą swoje dokumenty w wielu kopiach. Okazało się, że to, co zostało zniszczone w jednym miejscu, zachowało się w innym. Jaki obraz się z tego wyłania? SB chciała wiedzieć wszystko. Werbowała tajnych współpracowników z grona profesorów i studentów, korzystała także z innych Osobowych Źródeł Informacji (OZI). W opisywanym okresie było ich w sumie ok. 80 na 3700 pracowników i 8 tys. studentów UJ. „Niemniej jednak liczba OZI była na tyle wystarczająca, by zapewnić nieprzerwany dopływ informacji, a w wielu wypadkach uniemożliwiała sterowanie działaniami niektórych grup opozycyjnych”. Książka Franaszka przynosi nie tylko świadectwa słabości ludzkich ujawnianych w postaci współpracy agenturalnej przeciw macierzystej uczelni i współpracownikom, lecz także dowody mocnych charakterów, które pozwalały się wywikłać z siatki zarzuconej przez SB. Ciekawym przykładem jest tu osoba Krzysztofa Markiela. Będąc studentem polonistyki UJ, został 3 maja 1983 r. zatrzymany przez MO w trakcie demonstracji. Bity i szantażowany wcieleniem do wojska, podpisał zobowiązanie do współpracy z SB. – Przyznał nam się do tego od razu. Nasza koleżanka Alina Świeży, obecnie szefowa oddziału GN w Bielsku-Białej, radziła się kolegów z podziemnej „Solidarności”, co robić w tej sytuacji. Wraz z nimi i prawnikami „Solidarności” udzielającymi porad w krakowskiej kurii uradzono, że najlepszym sposobem będzie dekonspiracja metod SB. Za ich radą Krzysiek napisał list do gen. Jaruzelskiego opisujący całą sprawę. SB, oczywiście, po drodze list ów przeczytała i – uznawszy to za faktyczną dekonspirację – zakończyła z Markielem „współpracę” – mówi dr Jarosław Szarek, historyk z krakowskiego IPN, znajomy Markiela z czasów studenckich. Piotr Franaszek, „»Jagiellończyk«. Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach osiemdziesiątych XX w.”, Kraków 2012, Wydawnictwo „Dante”, Instytut Pamięci Narodowej, ss. 352.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL