Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Pierwszeństwo ojczyzny

Andrzej Nowak stał się jednym z najważniejszych strażników polskiej pamięci. Dowodzi tego wydany właśnie zbiór jego tekstów z lat 1982–2012 „Strachy i Lachy”.

Dlaczego nasza pamięć potrzebuje takich strażników? Bo przedziwne rzeczy wyrabiało się z nią w ciągu tych 30 lat. I to na tyle skutecznie, że zaczynamy mieć jako wspólnota problem z odnalezieniem swojej tożsamości. Jeśli nie jesteśmy w stanie jednym głosem mówić o tym, co w naszej historii było dobre, a co złe – mamy problem. Jeśli wielu z nas nie wie, czy narodowość polska to powód do dumy, czy wręcz przeciwnie – mamy kłopot dużo poważniejszy niż deficyt budżetowy lub spadek PKB, przekonuje autor „Strachów i Lachów”.

Nie odpuszczać

Jak odbudować poczucie dobra wspólnego w społeczeństwie, którego większość przestała rozumieć, co owo dobro oznacza? To wyzwanie Andrzej Nowak uważa za najpoważniejszy dylemat polityki polskiej. Tak uważał w stanie wojennym, w 1996 roku i podobnego zdania jest w 2012 r., bo niestety jeśli coś się w ostatnich dekadach zmieniło, to na gorsze. 15 lat temu autor pytał: „czy dzisiejsi Polacy byliby gotowi umierać za Gdańsk?”. Dziś odpowiada mu Maria Peszek, śpiewając: „Nie oddałabym ci, Polsko/ ani jednej kropli krwi”. A pozytywny odzew, z jakim ów manifest został przyjęty w głośnych wywiadach z artystką („Polityka” i TVN), potwierdza powagę sytuacji, o jakiej pisze krakowski historyk. Jak reagować na deklaracje narodowej apostazji? Jarosław M. Rymkiewicz już w 1995 roku po zwycięstwie Aleksandra Kwaśniewskiego w wyborach prezydenckich rzucał soczyste przekleństwo w stronę tych, którzy „wybrali przyszłość”, i pisał „Polska was nie potrzebuje”. Krok dalej posunął się po katastrofie smoleńskiej, wprowadzając do obiegu ekskluzywną kategorię „wolnych Polaków”. Andrzej Nowak, używając mniej ostrych słów, podziela diagnozę o kurczeniu się wewnątrzpolskiej wspólnoty ludzi deklarujących szacunek dla tradycji oraz o wzroście liczby rodaków, których autor określa „turystami”, nieczujących specjalnego związku z narodowym dziedzictwem. Nowak jest jednak przeciwnikiem odwracania się od tej części społeczeństwa i budowania rezerwatu „wolnych Polaków”. Uważa, że trzeba robić wszystko, by poszerzać wspólnotę. „Polska mogła istnieć bez państwa, ale nie będzie mogła istnieć bez narodu” – ostrzega. Należy więc stawiać na edukację, budować instytucje, być obecnym w mediach. I nie odpuszczać. Słowem i obywatelskim czynem. Stąd (zdokumentowana w książce) jego walka o porządne nauczanie historii w szkołach średnich.

Trzy opowieści O Polsce można opowiadać na różne sposoby. Od tego, jaka to będzie opowieść, co w niej uznamy za ważne, zależy nasza przyszłość. Andrzej Nowak wyróżnia trzy wielkie polskie narracje: imperialno-niepodległościową, odwołującą się do niegdysiejszej wielkości i narodowych zrywów, republikańską, pokazującą nasze osiągnięcia w dziedzinie swobód obywatelskich, wreszcie modernizacyjną. Ta trzecia, pokazując drogę cywilizacyjnego awansu Polaków, może nas wyprowadzić w przyszłości poza kres narodowej wspólnoty. Nie była bowiem w przeszłości z nią związana, inaczej niż dwie pierwsze. Zdaniem autora, warto nie tylko przypominać niegdysiejszą chwałę, ale śmiało podążać jej śladem, jak czynił Lech Kaczyński, budując swoją politykę wschodnią zakorzenioną w tradycji prometejskiej i jagiellońskiej. Hasła „za wolność naszą i waszą” odżyły na ukraińskim majdanie Niepodległości czy w Tbilisi, pokazując żywotność pierwszej narracji. O wielkości eksperymentu politycznego Rzeczypospolitej przypomniała z kolei „Solidarność” wzbudzona z ducha republikańskiego. Natomiast perspektywa modernizacji ponad narodami pojawiała się nad Wisłą w czasach oświecenia, powróciła po klęsce powstania listopadowego, wreszcie na początku XX wieku. I właśnie ta narracja ma dziś największą siłę oddziaływania, wpisuje się bowiem w globalny trend „końca narodów”. Ich historia – jak się zdaje – zanika, a o warunkach naszego życia zaczynają decydować rynki, jakieś pozapolityczne i ponadnarodowe gremia. Na tym fundamencie budowana jest rozpisana na wiele instrumentów opowieść o nieuchronnej konieczności zrzucenia „garbu” naszej tradycji i kultury. Dlatego tak gwałtowny spór wywołał pochówek prezydenta. Przecież historia się skończyła. Wawel miał być już na zawsze zamknięty…

Są powody do dumy

Ponieważ dwie pierwsze narracje mają niezwykłą moc oddziaływania na polskiego ducha, „modernizatorzy” od lat usilnie pracują nad reinterpretacją naszej historii. „Strachy i Lachy” pokazują na wielu konkretnych przykładach, jak niszczona jest tkanka naszej pamięci. Skutecznie, bo w efekcie tych działań już standardowo powstańcze zrywy nazywane są pozbawioną sensu „bohaterszczyzną”, a przypominanie o daninie krwi „ubieraniem wygodnego kostiumu ofiary”. Tradycje wolnościowe odczytuje się natomiast jako niekończący się serial anarchii i warcholstwa. Przy takiej optyce próby nie ostaną się ani tradycja niepodległościowa, ani republikańska. Pozostaje jednie szukać w historii antenatów, którzy wskazywali drogi wyjścia z „polskiego piekła”. Andrzej Nowak z naukową precyzją kompromituje wszystkie te zabiegi, by następnie równie kompetentnie pokazać mocne punkty dwóch pierwszych polskich narracji. Niby nie ma w tym nic niezwykłego, że historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego potrafi swobodnie dowodzić naszych przewag, pokazywać, z czego możemy być dumni i które rozdziały polskich dziejów warte są podjęcia. A jednak takie, powszechne przecież w świecie, podejście do własnej historii po odzyskaniu pełnej wolności badań naukowych stało się w Polsce (paradoksalnie) niepoprawne politycznie. Sławę, granty i wielkie nakłady zyskiwali historycy skupieni wyłącznie na dostarczaniu argumentów dla pedagogiki narodowego wstydu. Rozdrapujący wstydliwe rany, „by nie zarosły błoną podłości”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • CYnick
    04.11.2012 15:27
    CYnick
    Lekko zbulwersował mnie powyższy tekst, zwłaszcza powiew jedynej słuszności kryjących się w nim idei.
    Miły Panie, polska pamięć i zdolność do jej obrony nie zależy od "strażników", lecz głównie od kondycji rodziny polskiej. To z niej wynosi się męstwo i tzw. przykłady do naśladowania. Kręgosłup to konstrukcja otrzymywana w trakcie WYCHOWANIA. To odpowiednio chroniona rodzina jest właściwym miejscem wzrostu patriotyzmu, a nie ekskluzywne kluby Prawdziwych Polaków. Zamiast rzucania oskarżeń pseudopolitycznych i przerzucania odpowiedzialności (To Oni!) warto pokazać, że dla ważnych celów można się ZJEDNOCZYĆ mimo istotnych różnic w podejściu do historii.
    Groteskowość przykładu z "umieraniem za Gdańsk" potęguje ignorowanie związków przyczynowo-skutkowych wśród piewców tradycji, jak zwykle przeceniających swoją rolę w utrzymywaniu pamięci. Nie zauważają, że kultywują tylko swoją wersje tradycji. Świadczy o tym ilość kłótni i radykalizm owych piewców. Miotanie przekleństw dodaje jeszcze smaczku w tym egzotycznym daniu.

    Niestety, upadek narodów zaczynał się i zaczyna nadal od upadku rodziny, jako fundamentu społeczeństwa.
    Piszmy więc śmielej i szczerze o chorobach, które NAS toczą i jak chcemy im zaradzić. Uczmy się rozpoznawać znaki czasu. W ogóle UCZMY SIĘ! Może warto zamienić transparenty na indeks Studium Rodziny i podciągnąć się dla dobra przyszłych pokoleń?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL