Nowy numer 18/2021 Archiwum

Byłem apostatą

Pomysły na świecką Polskę typu przyklejanie jakichś kartek do drzwi bazylik albo krzyczenie pod kurią trzeba przejść jak świnkę, i mi się to udało – czytamy w liście do redakcji.

Do napisania tego świadectwa nakłonił mnie ten sam proboszcz, który mnie „wypisał z Kościoła” i nie przychodzi mi to łatwo. Tym niemniej widzę w tym głęboki sens, bo jest to symboliczne zamknięcie pewnego etapu mojego życia.

Apostazja

Trzy lata temu „dokonałem apostazji”. Byłem jeszcze na studiach i zrobiło to już trzech moich znajomych. Nie było jakiejś presji z ich strony, ale obracałem się w środowisku, gdzie słowa „czarni okradają Polskę” nie należały bynajmniej do najgorszych. Decyzja była więc w pewnym stopniu naturalna. Od bierzmowania nie chodziłem zresztą do kościoła, poza wyjątkowymi okazjami. Poszliśmy we trzech ze wzorem ściągniętym z apostazja.pl – ja i dwóch kolegów, jeden „po”, a drugi jeszcze „przed”. Siedzieliśmy na korytarzu kancelarii parafialnej, słysząc przez fragmenty rozmowy o przygotowaniach do ślubu. Wtedy naszła mnie pierwsza wątpliwość: „Co ja tutaj robię? Oni przyszli załatwić ślub, a ja co – apostazję?

Czy to naprawdę powinno tak wyglądać?”. Weszliśmy jednak i wszystko potoczyło się dość gładko. „Czarny będzie cię przekabacał i może ci grozić. Musisz być twardy i się nie dać, to wygrasz” – instruowali mnie zawczasu eksperci od apostazji. Zachowanie proboszcza odbiegało jednak od tego, czego się spodziewałem. Prawdopodobnie nie był nami zachwycony, ale nie był też napastliwy. Za to mój „świadek apostazji” wdał się w wymianę zdań o paleniu czarownic, co, biorąc pod uwagę cel naszej wizyty, było zupełnie bez sensu. Proboszcz podpisał akt apostazji, zapewniając, że wyśle go do kurii i na tym jego rola się kończy. Na odchodnym powiedział jeszcze, że Kościół mnie nie odrzuca, lecz sam się odrzucam i moja kara zależy tylko ode mnie. Byłem pozytywnie zaskoczony, gdy około miesiąc później do domu przyszedł list z nowym świadectwem chrztu, a w nim magiczne zdanie o „wystąpieniu formalnym aktem”. Po tym wszystkim, czego się naczytałem na forum apostatycznym, byłem wręcz zaskoczony, że to już wszystko.

Zwątpienie

Myślałem czasem nad słowami proboszcza: „Kościół cię nie odrzuca, sam się odrzucasz” i „twoja kara zależy tylko od ciebie”. Byłem jednak zajęty studiami i wszystko z moim życiem było w porządku. Rysy pojawiły się, kiedy zobaczyłem, że apostazja.pl staje się przybudówką Ruchu Palikota. W zamian za to jej właściciel Jarosław Milewczyk znalazł się na liście wyborczej w wyborach do Sejmu (zdobył 1533 głosy). Umowę przypieczętował uścisk dłoni z Januszem Palikotem, pokazany na stronie głównej witryny. Poczułem, że coś jest nie tak. Apostazja jest sprawą osobistą, a nie publiczną, tymczasem od posłów oczekujemy, by działali odwrotnie – zajmowani się sprawami publicznymi, a nie osobistymi. Robienie z apostazji sprawy publicznej ma dokładnie taki sam sens, jak czynienie tak ze spowiedzią. Co gorsza, zdałem sobie sprawę z braku przejrzystości tej grupy. Nie jest to stowarzyszenie, mimo szumnych zapowiedzi, że zostanie założone. Jest to nieformalna grupa kilku osób, która usiłuje wypowiadać się w imieniu kilkuset tysięcy Polaków – to prawdopodobnie ewenement w skali naszego kraju. Oficjalnie na podstawie „kilku przeprowadzonych do tej pory badań innych ludzi” w lutym 2010 roku podawano publicznie (m.in. dla portalu Onet.pl) dane o aż pół milionie apostatów (!), jednak szczegółów nie można było ujawnić, bo „mogłoby to zaszkodzić całemu projektowi” (!). Obecnie zarejestrowanych jest 4444 użytkowników, ale wszystkie ważne decyzje podejmuje zaledwie kilka osób, które mają dostęp do jądra forum – wewnętrznego działu zawierającego 75 wątków, a w nich ponad 1400 postów niedostępnych dla innych (liczby te można samemu obliczyć, porównując dostępne dane). To tam omawia się na przykład szczegóły współpracy z Ruchem Palikota. Kolejna sprawa to skrajny cynizm, który wyszedł na jaw, kiedy „w sobotę 12 marca 2011 roku, w wyniku błędu ludzkiego, dział moderatorski przez 3 godziny był dostępny dla wszystkich”, jak przyznał później jeden z moderatorów. Światło dzienne ujrzał wówczas wątek „Palikot” dotyczący organizacji „Tygodnia Apostazji”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama