Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gdy wychodzi z ciebie zwierzę

W Paryżu - dawnej stolicy kultury, z kulturą krucho. Trwa więc obrazkowa edukacja billboardowa. Woły w garniturach rozsypują w metrze frytki, świstaki wpychają się bez kolejki…

Nie obrażając zwierząt, ta wyrazista metaforyka, jak widać, najbardziej przemawia do odbiorców. Nie przez przypadek specjaliści zdecydowali się na takie nauczanie zasad dobrego wychowania na olbrzymich powierzchniach przeznaczonych dotąd głównie na reklamę. Oglądający fotomontaże mimochodem zaczynają zwracać uwagę na swoje zachowanie. I o to właśnie chodzi. Zwykle negatywnymi bohaterami przedstawionych historyjek są osoby płci męskiej ubrane w eleganckie garnitury, ale z twarzami zwierząt. Zwierzęce zachowanie wychodzi z nich właśnie wtedy, gdy zamiast zwracać uwagę na innych, widzą wyłącznie czubek swojego nosa. Jedząc w metrze lunch nie dość,  że rozsiadają się na dwóch fotelach, to jeszcze rozsypują wokół siebie frytki, zostawiają na podłodze papiery, kubek po Coli…

Nad białym kołnierzykiem koszuli sterczą ich głowy ozdobione rogami. Można powiedzieć - nachalna edukacja? Ale może trzeba tak nachalnie mówić do zobojętnianych tłumów.  Bo wielu zapomina o obowiązujących regułach funkcjonowania w społeczeństwie. I nie tylko w Paryżu trzeba  stworzyć współczesne billboardowe bestiariusze, które pokażą w jakich okolicznościach współczesny człowiek zmienia się w zwierzę. Nawet w najlepszym garniturze będziesz wieprzem jeśli nic nie powstrzyma cię od atawistycznych zachowań w społeczeństwie. Żadne pieniądze, których się dorabiasz, nie zapewnią ci tytułu człowieka kulturalnego.

Mieszkający na Montmartre znany francuski pisarz - Philippe Grinbert, powiedział mi, że od wielu lat odczuwa brak grzeczności ze strony swoich współmieszkańców. W paryskim sklepie zawsze obowiązywało „bonjour” zaraz po wejściu i przy kasie jako początek rytuału zakupów. – Teraz mało kto mówi mi „Dzień dobry” – smucił się autor przetłumaczonego na polski bestselleru „Tajemnica”.

Nie jest tajemnicą, że w Polsce z kulturą też nie najlepiej. Wydaje się, że i u nas przydały by się taki uliczne lekcje savoir-vivre.  Zresztą,  to słowo pochodzi z francuskiego. Ale usprawiedliwianie się, że w jego ojczyźnie zepsuły się obyczaje w niczym nam i pomoże.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także