Nowy numer 30/2021 Archiwum

Muzyka na talerzyku

Na próbach ćwiczą z korkami po winie i palcami w ustach. Na koncertach ich głosy sięgają nieba. „Camerata Silesia” jest jednym z najsłynniejszych zespołów w Europie.

O śmierci pośrodku życia

Wiele ma nazwisk człowiek żyjący na ziemi (…) Ma też to nazwisko, że się mianuje mortalis – śmiertelny – te słowa ks. Baltazara Łabęckiego, wygłoszone w 1624 r. na pogrzebie Piotra Wołowicza, czasznika Wielkiego Księcia Litewskiego, można wybrać za motto płyty „Requiem” Andrzeja Siewińskiego.

Trzeba przyz Muzyka na talerzyku   nać, że po upływie czterech wieków w świetnej interpretacji Adama Myrczka brzmią równie przejmująco i aktualnie jak w momencie ich wypowiadania. Mimo upływu czasu pozostajemy wobec śmierci tak samo bezradni i pełni żalu jak nasi przodkowie. Kazanie stanowi ozdobę i dopełnienie niezwykłej staropolskiej mszy żałobnej, w której, za pomocą tego krążka, możemy uczestniczyć. Skomponował ją zapomniany, a przecież wart pamięci barokowy, polski kompozytor – Andrzej Siewiński. Smaku nagraniu dodaje fakt, że utwór, stworzony na przełomie XVII/XVIII w., słyszymy po raz pierwszy od jego powstania. Znakomicie wykonują go Zespół Śpiewaków Miasta Katowice „Camerata Silesia” i Zespół Instrumentalistów Historycznych „Parnassos” pod dyrekcją Anny Szostak. To szefowa „Cameraty” za radą muzykologa Marcina Konika sięgnęła po te całkiem zapomniane nuty. Słuchając tej muzyki, rozpisanej na instrumenty i ludzkie głosy, momentami przenosimy się w „drugą przestrzeń” czekającą na każdego z nas. Muzycy perfekcyjnie zadbali, żeby kompozycja zabrzmiała w swoim historycznym kształcie. Przy jej dźwiękach łatwo sobie wyobrazić staropolskie egzekwie odprawiane nad złożoną na katafalku trumną ozdobioną portretem trumiennym jakiegoś zmarłego szlachcica, a może nawet króla. Kunszt utworu – wykonywanego na cztery głosy, dwoje skrzypiec, basso continuo oraz, co jest mało typowe dla muzyki tego okresu, dwa oboje – podkreśla majestat śmierci, wobec której stanął zmarły. Śpiewy gregoriańskie, subtelnie przeplatające się z częściami „Requiem”, dostojne i przejmujące zarazem, zmuszają do refleksji nad ostatecznym celem naszej egzystencji. O Andrzeju Siewińskim wiadomo tylko, że zmarł przed 1726 r., bo na rękopisie „Requiem” sporządzonym w 1726 r. obok jego nazwiska widnieje łacińska notka: „Niech odpoczywa w pokoju”.

Kompozytor był w jakiś sposób związany z zakonem jezuitów, ale niekoniecznie jako członek tego zgromadzenia. Muzyczna rekonstrukcja mszy została wzbogacona o dwie anonimowe kompozycje pochodzące ze zbiorów ss. benedyktynek z Sandomierza – rozpoczynającą płytę antyfonę „Media vita” z 1721 r. i wieńczącą ją „Salve Regina”, zachowaną w rękopisie z 1750 r. „Pośrodku życia w śmierci jesteśmy” słyszymy w „Media vita” – kancjonale benedyktynek sandomierskich. Te wymowne słowa staropolskiej pieśni mogą wystarczyć za całe tomy poezji opisującej ludzką kondycję. Warto je kontemplować przy dźwiękach „Requiem”. Dla wiadomości melomanów: nagranie zostało zarejestrowane w zeszłym roku w bazylice Matki Bożej Rychwałdzkiej w Rychwałdzie. Wyprodukowała je firma „Dux.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama