Nowy numer 12/2019 Archiwum

Raporty czy spekulacje?

O tym, dlaczego skrzydło prezydenckiego samolotu nie mogło odpaść po zderzeniu z brzozą, pamięci materiału oraz o błędach popełnionych przy badaniu smoleńskiej katastrofy mówi prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron w rozmowie z Bogumiłem Łozińskim.

Bogumił Łoziński: Na jakiej podstawie twierdzi Pan Profesor, że skrzydło prezydenckiego samolotu nie mogło odpaść po zderzeniu z brzozą?
Prof. Wiesław Binienda: – Na podstawie wyników symulacji komputerowych, jakie przeprowadziłem w sposób parametryczny.
Na czym to polega?
– Najpierw zbudowałem model tego samolotu i drzewa. Korzystając z danych producenta samolotu TU-154 oraz zawartych w raporcie rosyjskiej MAK, każdemu z nich przypisałem własności zachowania materiałowego typowego dla tworzywa, z którego zostały zrobione. Zwiększyłem nawet gęstość drzewa i jego średnicę, aby było silniejsze niż naprawdę, co sprawia, że moje wnioski są mocniejsze. Następnie zapisałem parametry początkowe, czyli prędkość samolotu i jego pozycję, po czym komputer bardzo powoli (dziesięć do minus dziewiątej sekundy) obliczał zachowanie się samolotu, drzewa i wszystkiego, co było wokół. Po tygodniu obliczeń komputer przedstawił tę sytuację graficznie.
I co się okazało?
– Po analizie zderzenia skrzydła z drzewem, we wszystkich możliwych kombinacjach pozycji samolotu, nie znalazłem ani jednego przypadku, w którym drzewo odłamałoby skrzydło. Owszem, jego krawędź ulega w mniejszym lub większym stopniu uszkodzeniu, ale powierzchnia płata nie i samolot miał zdolność dalszego lotu. Zderzenie z brzozą nie spowodowało utraty stabilności lotu, nie doszło do uszkodzenia części nośnej skrzydła.

Przeprowadziłem też drugą analizę – aerodynamiczną, w której pomagał mi ekspert specjalizujący się w tej dziedzinie. Obliczał on przepływy powietrza przy fragmencie skrzydła, które odpadło i znaleziono je 111 metrów od brzozy. Z jego wyliczeń wynika, że aby skrzydło znalazło się w takiej odległości od ewentualnego odcięcia, musiałoby odpaść na wysokości 26 metrów lub wyższej i przynajmniej 69 metrów za brzozą.
Wnioski z obu tych analiz prowadzą do konkluzji, że fragment skrzydła nie mógł zostać urwany w wyniku zderzenia z drzewem, bo wówczas uderzyłby w ziemię ok. 12 metrów za nim, a nie 111. Tym bardziej że zdjęcie satelitarne pokazuje, że teren wokół drzewa był porośnięty krzakami, więc urwany fragment musiałby poderwać się do góry, tymczasem w rzeczywistości ostro spadał w dół.
Jeśli nie zderzenie z brzozą, to co było powodem urwania skrzydła i rozpadu samolotu?
– To pytanie nurtuje także mnie, jednak jako naukowiec nie potrafię na nie odpowiedzieć, to byłyby spekulacje. Przeprowadziłem analizę naukową tego aspektu katastrofy, w której jestem specjalistą, czyli problematyki zderzeń, i na tym muszę się zatrzymać. Aby odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną urwania skrzydła, trzeba powołać komisję, która zbada bezpośrednio wszystkie elementy wraku. Należy zgromadzić zachowane części samolotu w specjalnym instytucie, przyjrzeć się im pod mikroskopem, zbadać naprężenia, jakim były poddane. To powie ekspertom, jak przebiegało rozrywanie samolotu. Dopiero na podstawie tych wszystkich informacji będzie można spróbować odpowiedzieć na pytanie o powód rozpadu.

Rosyjski raport MAK, a także polski komisji Millera twierdzi, że zderzenie z brzozą było przyczyną urwania skrzydła i odwrócenia się kadłuba samolotu na plecy. Opierając się na tych samych danych Pan stawia tezę, że to niemożliwe. Skąd te rozbieżności?
– Twierdzenia MAK i komisji Millera to teoria, czysta spekulacja zrobiona bez jakichkolwiek badań. Nawet długość urwanego fragmentu skrzydła nie jest w tych raportach spójna, w jednym ma ono cztery i pół metra, a w innym pięć i pół. Średnica drzewa jest podawana między 30 a 40 centymetrów, tak jakby nie można było go po prostu dokładnie zmierzyć. Nie zrobiono analiz mikroskopowych czy chemicznych wraku. Nawet katastrofy samochodowej nie bada się w ten sposób, a co dopiero samolotową. Jeśli strona rosyjska czy polska nie jest w stanie przeprowadzić prawidłowo badań, to powinny zwrócić się o pomoc do ekspertów międzynarodowych, aby poznać prawdę, a nie przekonywać ludzi, aby przyjęli jakąś teorię na wiarę. Tymczasem gdy ja przedstawiam swoje analizy, energia wielu ludzi koncentruje się na tym, aby zdyskredytować moją pozycję naukową czy metody. Do moich przełożonych na uniwersytecie i do NASA wysyłane są na mnie donosy, próbuje się zamknąć mi usta. Trzeba powołać apolityczną komisję, składającą się z naukowców, działającą transparentnie, która będzie miała autorytet i wiarygodność.

« 1 2 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..
  • Tomasz T
    19.02.2012 14:09
    No i znowu Smoleńsk i znowu teoria spiskowa dziejów. Dlaczego pismo katolickie podważa państwowość Polską? Głoście Jezusa Chrystusa i jego miłość do wszystkich ludzi a nie wiarę w Kaczyńskiego. Opamiętajcie się.
    doceń 0
  • domix
    19.02.2012 21:30
    Teoria spiskowa??? Teorię spiskowa jest na stronach raportu Millera i głosi, że jakaś, bliżej niesprecyzowana brzoza (która zniknęła w tajemniczych okolicznościach ) zniszczyła samolot ( którego nikt na tę okoliczność nie badał ). Czyż to nie jest teoria spiskowa w czystej postaci???
    doceń 2
  • Kubasiewicz
    20.02.2012 09:57
    Dlaczego w ogole skrzydło uderzalo w brzoze. ......tego nie wie nikt ...... Po jakiego grzyba Tupolew ladowal w Smolensku....tego nie wie nikt....
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji