Nowy numer 43/2020 Archiwum

W naszym katolickim kraju

Katolicy są na jednym oddechu oskarżani, że bronią nienarodzonych dzieci, oraz że bronią ich człowieczeństwa za mało.

Na internetowej stronie „Wyborczej” wisi wzruszający list kobiety, która straciła dziecko przez poronienie. Ona i jej „partner” zostali bezdusznie potraktowani przez personel szpitala. Kobieta, leżąc na sali wśród kobiet oczekujących na poród i ich roześmianych gości, rodziła martwego syna. Nie było nawet parawanu. Kiedy czasem krzyknęła z bólu, personel upominał ją: „stwarza pani dyskomfort dla innych pacjentek. Proszę się pohamować”. I wreszcie najbardziej mnie poruszające, pełne bólu zdanie: „nikt tu nie używa słowa dziecko. Ono jest tylko płodem”.

Już chciałem wyrazić podziw, że „Wyborcza” wreszcie opublikowała tekst w obronie człowieczeństwa nienarodzonych dzieci. Znam zresztą w tej gazecie ludzi, którzy o tym człowieczeństwie są przekonani, ale oni nie mają wpływu na linię pisma. Ale może coś się zmieniło...?

A jednak nie. Zaraz okazało się, o co chodzi. Pacjentka na koniec listu sugeruje, kto jest winny skandalicznego potraktowania w szpitalu. „W naszym katolickim kraju, gdzie chroni się życie od poczęcia, w sytuacji poronienia, to samo życie jest płodzikiem, bez znaczenia” - napisała. Wiele komentarzy pod tym listem dodatkowo twórczo rozwinęło jej sugestię. Otóż, proszę państwa, wszystko jest winą tych wstrętnych katolików. Po pierwsze, mają czelność truć o człowieczeństwie płodu, zamiast walczyć tylko o prawa kobiet. A po drugie, kiedy obecność katolików wreszcie by się przydała, na przykład przy szpitalnym łóżku kobiety dotkniętej poronieniem, to żadnego nie da się spotkać.

Media głównego nurtu często dziś na jednym oddechu zażarcie więc krytykują zasady, którymi próbują kierować się wierzący, oraz wyrażają pretensje, że wierzący tymi zasadami nie dość się kierują. Ironiczny zwrot „w naszym katolickim kraju” to już klasyka. Autorka listu niestety ten absurd powiela: choć żyje z „partnerem”, to jednak ma pretensje, że w szpitalu nie spotkała kogoś, kto w pełni żyje według zasad Kościoła katolickiego. Chciałbym podzielić się z Panią moim niefajnym przypuszczeniem: jeśli trend z jakiegoś powodu nagle się nie odwróci, w przyszłości o spotkanie żyjących wiarą katolików, nie tylko w szpitalach, będzie jeszcze trudniej. Swój udział w kształtowaniu tego trendu ma także gazeta, do której skierowała Pani swój list. Trzy miesiące temu „Wyborcza” prowadziła przecież batalię o prawo do zabijania nienarodzonych dzieci z Zespołem Downa. Na czołówce głównego wydania była nawet sugestia, żeby podawać do sądu lekarzy, którzy odmówili udziału w zabiciu nienarodzonego dziecka. W moim prywatnym rankingu był to jeden z dwóch najbardziej haniebnych materiałów w całej historii tego dziennika. Poprzedni, równie obrzydliwy cykl tekstów, dotyczył w 2008 r. dziecka 14-letniej „Agaty”, poczętego w związku z rok starszym kolegą z gimnazjum. „Wyborcza” przez swoją kampanię na oczach całej Polski doprowadziła do zamordowania tego dziecka.

Trochę to dziwne, że w dzisiejszych czasach trzeba w ogóle odpowiadać na tak wewnętrznie sprzeczne zarzuty. Katolicy są oskarżani, że bronią nienarodzonych dzieci, oraz że bronią ich człowieczeństwa za mało. Nawet nielogiczne oskarżenia, powtarzane wiele razy, stają się z czasem wersją w społeczeństwie obowiązującą. To psychologiczny efekt nasycenia. Jeśli nikt nie będzie na nie odpowiadał, uwierzy w to też większość obywateli „naszego katolickiego kraju”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama