Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wstydliwa sprawa

Dwadzieścia lat potrzebowała III RP, aby symbolicznie skazać jednego z autorów stanu wojennego, a i to nie było proste.

Osądzenia autorów stanu wojennego próbowali dokonać już posłowie Konfederacji Polski Niepodległej, którzy w grudniu 1991 r. złożyli wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej oraz karnej wszystkich członków Rady Państwa i wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Nic jednak z tego nie wyszło. Wniosek trafił do sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej i bez rozstrzygnięcia przeleżał tam do zakończenia kadencji Sejmu w 1993 r. Nowy Sejm, zdominowany przez partie postkomunistyczne, umorzył w 1996 r. postępowania w tej sprawie.

„Śmieszny” wniosek

Ludzie jednak nie zapomnieli. Gdy powstał IPN, wniosek o ściganie gen. Jaruzelskiego oraz jego wspólników złożyło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. Pod dokumentem podpisali się Jerzy Krusenstern i Stanisław Palczewski, którzy sformułowali zarzut, że wprowadzenie stanu wojennego miało charakter zamachu stanu, „którego jedynym i wyłącznym celem było ocalenie komunistycznej, zależnej od obcego mocarstwa, władzy w Polsce”. Wniosek z Krakowa, obśmiany w mediach przez uczonych jurystów oraz znaczną część klasy politycznej, nie znalazł początkowo uznania także w środowisku prokuratorów IPN. Przygotowano nawet wstępną decyzję o umorzeniu śledztwa w tej sprawie, którą na szczęście zakwestionował szef pionu śledczego prof. Witold Kulesza. On także podjął decyzję, aby sprawę jesienią 2004 r. przekazać z Warszawy do oddziałowej komisji śledczej w Katowicach. Jej naczelnik prokurator Ewa Koj bezzwłocznie nakazała wszczęcie śledztwa, które powierzyła prokuratorowi Piotrowi Piątkowi.

Lojalność wobec Moskwy

Akt oskarżenia powstał po ponad dwóch latach śledztwa. Liczył 150 stron, a dla jego uzasadnienia prok. Piątek zgromadził 50 tomów akt. Przygotowując się do postępowania, przestudiował setki dokumentów zgromadzonych w różnych archiwach, cywilnych i wojskowych w Polsce i za granicą Największe kłopoty miał w Centralnym Archiwum Wojskowym, gdyż okazało się, że archiwiści nie chcieli zdejmować klauzul tajności z dokumentów Układu Warszawskiego. Przełom nastąpił dopiero jesienią 2005 r. podczas spotkania prokuratorów IPN z min. Radosławem Sikorskim, wówczas ministrem obrony narodowej. Chodziło przede wszystkim o teczki z dokumentacją posiedzeń Komitetu Ministrów Obrony Układu Warszawskiego. Był to najważniejszy organ wojskowy Układu, którego zadaniem było ustalanie zakresu wspólnych przedsięwzięć wojskowych, a zwłaszcza zakresu ćwiczeń i manewrów sojuszniczych. Z tych dokumentów jasno wynikało, że żadna interwencja w Polsce w grudniu 1981 r. nie tylko nie była planowana, ale i nie była w jakikolwiek sposób rozważana. Minister Sikorski szybko podjął decyzję, aby ze wszystkich interesujących prokuratorów IPN dokumentów zdjęte zostały klauzule tajności. Warto jednak dodać, że jeden z uczestniczących w tym spotkaniu generałów, jak wspomina prokurator Piątek, do końca przekonywał ministra, aby tego nie robił. Jak argumentował, stronę polską rzekomo nadal wiązały zobowiązania, podjęte w czasie rozwiązywania Układu w lipcu 1991 r. Ważną rolę w przygotowaniu aktu oskarżenia odegrali naukowcy z katowickiego Biura Edukacji Publicznej, kierowanego przez dr. Adama Dziuroka. Pomagali odnajdywać potrzebne dokumenty oraz dokonywali ich oceny. Bardzo pomocne okazały się także dokumenty, które podczas kwerend w Pradze odnalazł dr Łukasz Kamiński, obecnie prezes IPN.

Sądowy ping-pong

Akt oskarżenia przeciw Wojciechowi Jaruzelskiemu i współdziałającym z nim funkcjonariuszom państwa komunistycznego, w tym przeciw trzem żyjącym wówczas członkom Rady Państwa, prokurator Piątek skierował do Sądu Rejonowego w Warszawie w połowie sierpnia 2007 r. Sąd jednak nie chciał podjąć tej sprawy. Skorzystał z tego, że w tym czasie zmieniały się przepisy, które stanowiły, że właściwym organem dla jej rozpoznania będzie Sąd Okręgowy, co zresztą prokuratorzy IPN od razu sugerowali. Po upływie trzech miesięcy Sąd Rejonowy mógł wreszcie z ulgą napisać, że rozpoznanie sprawy nie leży w jego kompetencjach. Trafia więc ona do Sądu Okręgowego, który także nie chce się nią zajmować i w październiku 2007 r. odsyła akta z powrotem Sądowi Rejonowemu. Korespondencja między sądami trwa pół roku. Wreszcie w styczniu 2008 r. decyzję podejmuje Sąd Apelacyjny, który wskazuje Sąd Okręgowy jako właściwy ze względu na zawiłość i wagę sprawy. Rozpoczyna się procedowanie, które momentami zamienia się w farsę. Okazuje się bowiem, że sędzia Ewa Jethon gotowa jest uwzględniać nawet najbardziej absurdalne wnioski oskarżonych, a było ich kilkaset. Między innymi dotyczą przesłuchania Margaret Thatcher, Michaiła Gorbaczowa, naczelnego dowódcy NATO gen. Alexandra Haiga bądź kanclerza Helmuta Schmidta. Wnioskowano przesłuchanie nie tylko osób bardzo znanych, ale i zupełnie nieznanych. Generał Florian Siwicki zażądał na przykład przesłuchania lekarza z czeskiej dywizji, która w grudniu 1981 r. stała w gotowości bojowej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama