Nowy numer 43/2020 Archiwum

Lepszy niż oryginał

W okresie kina niemego filmy kręciło się szybko. Od pierwszego klapsa do premiery mijało nieraz tylko kilka tygodni. Przywrócenie nielicznym zachowanym kopiom dawnej świetności, przynajmniej w części, trwa wielokrotnie dłużej.

Strat poniesionych przez polską kinematografię w czasie II wojny światowej nie da się odrobić. Do dzisiaj udało się odnaleźć zaledwie 5 procent zrealizowanych do roku 1930 filmów niemych. Dźwiękowych zachowało się więcej, bo 70 procent. Dlatego zdobycie kopii czy chociażby fragmentów każdego filmu z tamtych czasów staje się wydarzeniem. Tyle że znajdują się one w fatalnym stanie technicznym, najczęściej są niekompletne. Właściwie wszystkie te filmy powinny zostać poddane procesowi rekonstrukcji, a nie tylko przeniesienia na nośnik cyfrowy. W ramach projektu „Nitrofilm”, finansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Filmoteka Narodowa otrzymała fundusze na pełną rekonstrukcję trzech filmów.

Filmograf wkracza do akcji

Rekonstrukcja zniszczonego filmu to proces kosztowny, żmudny i skomplikowany, a jednocześnie fascynujący. Ostatnio pracownicy Filmoteki wzięli na warsztat „Pana Tadeusza” z 1928 roku. Mimo że premiera odnowionego filmu przewidziana jest dopiero jesienią, czasu pozostało niewiele, bo rekonstrukcja to kwestia miesięcy. Dlaczego właśnie „Pan Tadeusz”? – O wyborze filmów przeznaczonych do rekonstrukcji zdecydowała ranga materiału. Zrekonstruowana już „Mania” z Polą Negri była światowym unikatem i naprawdę dobrym filmem, a „Pan Tadeusz” to zabytek zabytków. Jego rekonstrukcja jest ogromnym wyzwaniem – wyjaśnia Jan Słodowski, naczelny filmograf Filmoteki Narodowej.

– Największym problemem jest oczywiście strona techniczna, bo jeżeli chodzi o stronę opisu historycznego, to niewiele mamy do powiedzenia. W przypadku „Mani”, dzięki zachowanym listom cenzury niemieckiej, okazało się, że kopia filmu, jedyna na świecie, jest kompletna. Z „Panem Tadeuszem” jest gorzej. Znamy jedynie pierwotny metraż. Było to 3 tysiące metrów, co na owe czasy stanowiło superprodukcję. W ciągu 50 lat zgromadziliśmy 1700 metrów taśmy. Kopie filmowe, często we fragmentach, trafiają do archiwum Filmoteki w różny sposób. – Ostatni zakup fragmentów kopii „Pana Tadeusza” został dokonany u pewnej starszej pani we Wrocławiu, która w piwnicy znalazła karton z 30-centymetrowymi kawałkami taśmy – mówi Słodowski. – Ale pozwoliło to uzupełnić kopię, którą dysponowaliśmy do tej pory, o jakieś 400 metrów. Po premierze „Pana Tadeusza” wiele osób wypowiadało się, że film jest nudny. Piłsudski, znany z dosadnych wypowiedzi, też był zdegustowany. „Następnym razem nie zapraszajcie mnie na takie g…” – miał powiedzieć po premierze – podsumowuje Jan Słodowski. – Nawet dzisiaj oglądając film, możemy się zorientować, że nie było to arcydzieło. Ambicje reżysera nie szły wtedy w parze z umiejętnościami, chociaż później wykazał się, że potrafi sprawnie robić filmy. W tym wypadku prawdopodobnie przygniótł go ciężar narodowej świętości, jaką jest dzieło Mickiewicza. Filmografom pozostaje jeszcze ustalenie, z jaką prędkością należy obecnie odtwarzać film.

Taśmy do konserwacji

Cały techniczny proces rekonstrukcji odbywa się na terenie Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy ul. Chełmskiej 21 w Warszawie. Tu w jednym z budynków od grudnia 2008 roku pracuje liczący około 30 osób Zespół Restauracji Taśmy Filmowej. Pracownią kieruje Paweł Śmietanka, operator filmowy i specjalista w dziedzinie cyfrowej obróbki obrazu filmowego. Plan zakłada pełną rekonstrukcję jednego filmu rocznie, a także archiwizację zrekonstruowanych materiałów w standardzie 4K. To wysokiej jakości standard rozdzielczości filmów cyfrowych oraz grafiki komputerowej, 4 razy lepszy od powszechnie używanej Full High-Definition. 4K odpowiada rozdzielczości taśmy filmowej 35 mm.
Prace prowadzone w Zespole pozwolą odzyskać „Pana Tadeusza” w najpełniejszej możliwej wersji. Nad tym właśnie pracuje pani Monika Supruniuk, konserwatorka. – W tej chwili zajmujemy się niezmontowanymi jeszcze fragmentami „Pana Tadeusza” pozyskanymi od prywatnej właścicielki. – Każda klatka jest bardzo cenna i nic absolutnie nie wycinamy. Razem z koleżanką pracujemy nad „Panem Tadeuszem” już około dwóch miesięcy.
Taśmy filmowe nitro przechowywane są w dwóch specjalnych pomieszczeniach o odpowiednich parametrach wilgotności i temperatury. Za kilka lat te materiały już nie nadawałyby się do konserwacji, bo są to kopie nitrowe, które z czasem rozkładają się. Najczęściej nie są to negatywy, ale kopie eksploatacyjne, kiedyś wyświetlane w kinach. Jeżeli zespół dysponuje kilkoma wersjami kopii, to z nich można stworzyć, wybierając najlepiej zachowane fragmenty, jedną najlepszą. Po konserwacji taśma może być zeskanowana.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama