GN 42/2020 Archiwum

W dobrą stronę

Zmiana nastrojów w kierunku zaniepokojenia o sprawy społeczne, państwowe jest wyrazem nadziei. Czyli przeświadczenia, że może i powinno być inaczej.

Kolęda się skończyła, a w głowie wciąż mętlik. Tak jest co roku. Dwadzieścia dni po 8 godzin rozmów. Notuję tylko pomysły dotyczące parafialnego życia. Reszta tworzy zróżnicowany, ale przecież wyrazisty obraz życia naszej okolicy, Polski, Europy. Tego roku pojawił się nowy wątek. Narzekanie? Nie. To było kilkanaście lat temu. Polityka? Nie w znaczeniu partyjnym. O czym mówili kolędowi rozmówcy? Wyrażali swój niepokój o Polskę. Mówili o obawach, że na naszych oczach dokonuje się demontaż kolejnych obszarów życia gospodarczego i społecznego. Nie narzekali. Większość nauczyła się żyć w tym nowym, drapieżnym świecie. Lepiej lub gorzej. Ale wszyscy już wiedzą, że biadolenie ani nie ma sensu, ani skuteczne nie jest. Jakoś radzą sobie, czasem za wielką cenę. Zaobserwowałem natomiast obawę o sprawy publiczne, społeczne, narodowe, na które wpływu właściwie nie mamy. Wpływ poprzez wybory parlamentarne i samorządowe? Odległy, mglisty i nieskuteczny. Tym bardziej u nas, jako że skład parlamentu wygląda inaczej niż wyniki głosowania w naszym obwodzie.
Zaraz po Nowym Roku byłem po czeskiej stronie w aptece (w naszych aptekach niektóre leki dziwnym sposobem zniknęły, tam są), potem wstąpiłem do sklepu. Tak bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Właściciel, pan Mojmir, przepytywał mnie, co u nas podrożało. Mówię, o czym już wiemy – o cenach, o podatku od towarów, o akcyzie. Kiwa głową, pyta jeszcze, aż w końcu powiedział: „Żeby tylko u was nie było rewolucji”. Nie, panie Mojmir, nie będzie. Ludzie mają dużo do stracenia. I nadzieję wciąż mają – odpowiedziałem z przekonaniem. Życzyliśmy sobie dobrego roku, wróciłem do domu.
Nadzieję wciąż mamy. Zmiana nastrojów w kierunku zaniepokojenia o sprawy społeczne, państwowe jest wyrazem nadziei. Czyli przeświadczenia, że może i powinno być inaczej – i to nie tylko mnie samemu, ale inaczej powinno funkcjonować całe nasze życie, społeczne i polityczne środowisko, cała Polska, także Kościół. Tyle że nie wiemy, jak odzyskać wpływ na realizację tej nadziei. Nawet życie lokalnych społeczności – wiosek, osiedli spółdzielczych, gmin – jest trochę poszarpane, nieraz nawet rozbite. Ale równocześnie widać coraz więcej lokalnych ośrodków kondensacji społecznego zaangażowania. Tu jakaś nowa świetlica, tam znowu chór wciągający młodzież z okolicy, ówdzie inicjatywy realizujące unijne programy (a to zawsze są konkretne pieniądze), jeszcze gdzie indziej szkoła przejęta przez stowarzyszenie mieszkańców. Zmiana nastrojów w dobrą idzie stronę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także