Raj, jaki dynastia Kimów obiecywała stworzyć swoim poddanym, okazał się prawdziwym piekłem na ziemi. W latach 90. XX w. z głodu zmarło ponad milion mieszkańców Korei Północnej, podczas gdy elity władzy opływały w dostatki, a Kim Dzong Il budował sobie luksusowe rezydencje i utrzymywał w gotowości bojowej ponad milionową armię. Natomiast w rozległej sieci więzień i obozów pracy zamęczono dotychczas na śmierć setki tysięcy osób.
Zdesperowani mieszkańcy Korei Północnej od kilkunastu lat masowo uciekają z kraju przed represjami, nędzą i widmem głodu. Trzysta pięćdziesiąt tysięcy z nich przebywa nielegalnie w Chinach. Władze chińskie odmawiają im jednak wszelkich praw i często odsyłają z powrotem do Korei Północnej, gdzie czeka ich surowa kara. Dwudziestu tysiącom udało się dotrzeć do Korei Południowej. Lata indoktrynacji poczyniły jednak prawdziwe spustoszenie w ich psychice i wielu z nich ma ogromne problemy z asymilacją w nowym środowisku. Nie pomaga im również protekcjonalny stosunek, jaki ma wobec nich społeczeństwo południowokoreańskie. Postawa taka jest niestety nieobca także niektórym tamtejszym kościołom, które dla nawróconych Koreańczyków z Północy tworzą odrębne zgromadzenia.
Szczególnie zajadłą wojnę reżim Kimów wydał chrześcijaństwu. Pjongjang, obecna stolica Korei Północnej, był kiedyś nazywany „Jerozolimą Wschodu” z powodu wielkiego duchowego przebudzenia, jakie na początku XX w. rozlało się z tego miasta na całą Koreę. Po zakończeniu wojny koreańskiej na terenie Korei Północnej pozostało około trzystu tysięcy wyznawców Chrystusa. W ciągu kolejnych dwudziestu lat niemal wszyscy zostali wymordowani, a nieliczni, którzy pozostali, nie mogli w ogóle ujawniać swojej wiary. W Pjongjangu istnieją obecnie cztery pokazowe kościoły – jedyne w całym kraju – w których nabożeństwa są odprawiane na użytek zagranicznych gości. W praktyce bowiem wszelkie formy działalności chrześcijańskiej, w tym posiadanie Biblii i osobista modlitwa, są surowo zakazane i karane ciężkim więzieniem, a często nawet śmiercią.
Jednak począwszy od lat 90. XX w. ewangelia ponownie zaczęła docierać do Korei Północnej, głównie za sprawą samych Koreańczyków z Północy, którzy po swojej ucieczce do Chin nawrócili się do Chrystusa i postanowili powrócić do ojczyzny, by głosić ewangelię swoim bliskim i przyjaciołom. Wielu z nich zapłaciło za to najwyższą cenę. Ulotki z treścią ewangeliczną są także wysyłane do Korei Północnej drogą powietrzną – w balonach napełnianych wodorem. Szacuje się, że pod rządami dynastii Kimów żyje obecnie sto tysięcy chrześcijan. Muszą jednak wyznawać swoją wiarę w całkowitej tajemnicy, a około jedna trzecia z nich przebywa w straszliwych warunkach w więzieniach i obozach pracy.
Reżim północnokoreański wszedł ostatnio w posiadanie broni nuklearnej i zręcznie szantażuje nią świat. Przyszłość jest nieprzewidywalna. Kościoły południowokoreańskie modlą się jednak żarliwie, by nie doszło do kolejnej wojny i przygotowują się na zjednoczenie Korei, aby zanieść ewangelię uciśnionej Północy. Kościół północnokoreański za cenę ogromnych cierpień pozostaje wierny Chrystusowi i przyprowadza do wiary kolejnych swoich rodaków. Toczy się prawdziwa walka o przyszłość tego regionu świata – walka, w której nikt z nas nie powinien pozostać obojętny.
Strona Głosu Prześladowanych Chrześcijan: http://gpch.pl/
[1] Cyt. za: Korea Północna za zasłoną, red. prof. A. Rzepiński, Helsińska Fundacja Praw Człowieka Warszawa 2004, s. 59.








