Nowy numer 43/2020 Archiwum

Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem

Piłem przez 25 lat od 16 roku życia. Jestem alkoholikiem trzeźwiejącym od 10 maja 2003 r.

Mam na imię Kazimierz. Mieszkam w Katowicach, mam 50 lat. Piłem przez 25 lat od 16 roku życia. Jestem alkoholikiem trzeźwiejącym od 10 maja 2003 r.

Jak nadużywałem alkoholu, to mnie nic nie obchodziło, tylko na pierwszym miejscu był alkohol. Robiłem wiele, aby się tylko napić, nie patrząc na konsekwencje. Miałem kilka spraw sądowych. Kiedy byłem w „ciągu” i potrzebowałem pieniędzy na alkohol, to zawsze znalazł się ktoś, kto umiał mnie wykorzystać (kredyty, pożyczki, kradzione czeki), a ja po wytrzeźwieniu ponosiłem konsekwencje.

W dniu 17 maja 2003 r. byłem w Częstochowie na czuwaniu Odnowy w Duchu Świętym. Słyszałem tam świadectwa ludzi, którzy przed swoim nawróceniem mieli problemy podobne do moich, takie jak alkohol i sprawy karne. Przeżyłem tam po raz pierwszy bardzo mocno modlitwę z nałożeniem rąk.

Od 10 maja 2003 r. w ogóle nie piję alkoholu. Jestem po terapii odwykowej, która trwała od 20 maja do 30 czerwca 2003 r. w Katowicach-Szopienicach. Obecnie chodzę na grupę pogłębionej terapii odwykowej.

Byłem bezrobotny i utrzymywałem się z zasiłku z opieki społecznej (70-120 zł miesięcznie). Ponieważ spłacałem zasądzone kwoty, musiałem myśleć, skąd wziąć pieniądze. Postanowiłem chodzić po śmietnikach, zbierać puszki po piwie i sprzedawać na złom. Aby zarobić 3 zł musiałem nazbierać 50 puszek. Myślałem, co z sobą zrobić. W dniu 16 lipca 2003 r. znalazłem się na mszy w klasztorze Sióstr Karmelitanek w Katowicach. Przyjąłem Szkaplerz. W modlitewniku jest taka piękna modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej, którą codziennie odmawiałem, gdy wychodziłem z domu, aby znaleźć jakiś złom: „Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, to kto, do kogo mam się udać. Wiem, o dobra Matko, że serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach i użyć jej możesz według upodobania”. Nigdy się nie zawiodłem. Nie wiem, jak to nazwać, czy to cud czy szczęście. A może cud i szczęście. Od tej pory zaufałem Matce Bożej Szkaplerznej. I znowu stał się kolejny cud. Modliłem się o pracę, choć wiem, jak trudno ją zdobyć i jak dużo ludzi jest bezrobotnych.

Od 3 czerwca 2004 r. pracuję jako tokarz i frezer w Zakładzie Pracy Chronionej, bo jestem osobą niepełnosprawną. Stanęli znów na mojej drodze życia ludzie, którzy dali mi szansę. Jak tu nie wierzyć, że Matka wszystko może.

Chciałem nadrobić stracone lata i podjąłem naukę w liceum dla dorosłych, ukończyłem szkołę z wynikiem pozytywnym. Pragnąłem się ożenić, bo chciałem z kimś dzielić życie, dla Kogoś żyć. Ożeniłem się 31 grudnia 2005 r. i jest to małżeństwo sakramentalne. Dwa lata temu przeżywaliśmy kryzys, ale dzięki Bogu uczestniczyliśmy w rekolekcjach małżeńskich w Czechowicach Dziedzicach. Jest taka piosenka: „Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego...”. Właśnie teraz potrzebuję spokoju, miłości. Zostawiam to Panu Bogu i Jego Matce. NASZEJ Matce.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama