Nowy numer 42/2020 Archiwum

Do likwidacji?

Trwają przygotowania do likwidacji pionu śledczego IPN. To rezygnacja państwa z próby prawnego rozliczenia komunizmu.

Gdyby do tego doszło, byłoby to radykalne wypaczenie ustawy o IPN w kształcie przyjętym w grudniu 1998 r. Zakładała ona bowiem nie tylko otwarcie archiwów peerelowskiej tajnej policji politycznej oraz udostępnienie ich zawartości osobom pokrzywdzonym i badaczom, ale także sformułowała definicję zbrodni komunistycznej i nakazywała ściganie sprawców tych czynów przez prokuratorów IPN skupionych w Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz 11 komisjach oddziałowych.

Postępujący paraliż

Faktem jest, że zmiany w kształcie pionu śledczego są uwarunkowane obiektywnie, z roku na rok maleje bowiem liczba śledztw prowadzonych przez prokuratorów IPN. Jest to konsekwencją tego, że wymierają zarówno sprawcy, ofiary, jak i świadkowie, a ten proces jest swoistą amnestią biologiczną. Ważnym czynnikiem zawężającym obszar działania pionu śledczego IPN była także uchwała Sądu Najwyższego z 25 maja 2010 r. o przedawnieniu zbrodni komunistycznych zagrożonych karą pozbawienia wolności do lat pięciu. Jej znaczenie wynikało z tego, że chociaż zapadła w jednostkowym procesie, została uznana za wykładnię w sprawie okresu przedawnienia karalności zbrodni komunistycznych. Okazało się, że w świetle tego orzeczenia przedawnieniu ulegała karalność przestępstw będących przedmiotem 246 śledztw. Spowodowało to konieczność umorzenia blisko 30 proc. postępowań prowadzonych przez prokuratorów IPN.

Nie tylko jednak obiektywne uwarunkowania sprawiły, że nad pionem śledczym IPN gromadziły się ciemne chmury, a jego praca od dłuższego czasu poddawana była ostracyzmowi zarówno przez polityków, jak i media. Dopóki prokuratorzy IPN zajmowali się zbrodniami stalinowskimi, ich praca nie była kontestowana. Problemy pojawiły się, gdy do sądów zaczęły wpływać akty oskarżenia wobec odpowiedzialnych za wprowadzenie i realizację stanu wojennego. Wielu z bardziej zaangażowanych prokuratorów stało się wówczas wręcz obiektem medialnych nagonek. Do destabilizacji pracy tego pionu przyczynia się także prowizorium kadrowe na stanowisko szefa Głównej Komisji. W kwietniu 2010 r. rozpoczęła działalność Prokuratura Generalna, co spowodowało, że albo dotychczasowy szef pionu śledczego prokurator Dariusz Gabrel musiał na nowo otrzymać zatwierdzenie na tym stanowisku, albo powinien być wyznaczony jego następca. Do dzisiaj nie nastąpiło ani jedno, ani drugie. Chociaż od czerwca 2011 r. Instytut ma już nowego prezesa, Łukaszowi Kamińskiemu nie udało się w roku ubiegłym nakłonić prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta do rozmowy o tej kwestii. Tymczasem ustawa o IPN jasno stanowi, że szefa pionu śledczego mianuje prezydent RP na wniosek prokuratora generalnego po konsultacji z prezesem IPN. Okazało się jednak, że cały ten mechanizm nie działa, a skutkiem tego jest utrzymujący się stan tymczasowości, co oczywiście rodzi bardzo negatywne skutki dla pracy pionu śledczego. Być może jest to celowa obstrukcja, gdyż pod koniec roku pojawiły się niepokojące sygnały świadczące o dojrzewaniu w niektórych środowiskach decyzji o jego likwidacji.

Projekt prokuratora Kury

W listopadzie projekt zmian ustawowych dotyczących pionu śledczego IPN opracował prokurator Głównej Komisji Antoni Kura, który jest także członkiem Rady IPN. Prokurator Kura zaproponował dość karkołomny projekt usprawnienia działań pionu śledczego polegający na tym, aby najpierw w całości go zlikwidować, a następnie odtworzyć w nowym kształcie organizacyjnym oraz personalnym, ale pod tą samą nazwą. O ile nie ma wątpliwości, że znajdzie się wielu chętnych, którzy posługując się argumentami

zawartymi w uzasadnieniu tego projektu, chętnie przyłożą rękę do likwidacji pionu śledczego, bardzo wątpliwe jest, czy po jego zniszczeniu wystarczy woli politycznej, aby go ponownie odbudować. Z całą pewnością próba realizacji tego projektu skutkować będzie całkowitym paraliżem pracy tego pionu. Powstaje także pytanie, czy proponowany w nim przegląd kadrowy sprzyjałby wyłonieniu grupy prokuratorów najbardziej zaangażowanych w ściganie zbrodni komunistycznych, czy raczej promowałby miernoty, hołdujące zasadzie, że w sprawach drażliwych najlepiej się nie wychylać – a wśród prokuratorów IPN także i takich nie brakuje. Projekt prokuratora Kury krytycznie ocenia większość prokuratorów IPN, którzy w uchwale z 22 listopada 2011 r., podjętej podczas posiedzenia swego zgromadzenia, stwierdzili, że zmiany polegające na „zniesieniu jednej instytucji i utworzeniu w jej miejsce nowej o takich samych zadaniach i kompetencjach, a nawet o takiej samej nazwie zmierzają w swej istocie do przeprowadzenia głębokiej weryfikacji kadry pionu śledczego”. W tej sytuacji prokuratorzy IPN przeszli do kontrataku i wystąpili z oficjalnym wnioskiem do prokuratora generalnego o zbadanie, czy prokurator Kura może jednocześnie zasiadać w Radzie Instytutu i być pracownikiem Głównej Komisji, a więc występować jednocześnie jako kontroler i kontrolowany. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama