Nowy numer 43/2020 Archiwum

Irak do wynajęcia

Po 8 latach amerykańskie wojska ostatecznie opuściły Irak. Jaka w tej sytuacji przyszłość czeka ten kraj?

Jeden z architektów nowoczesnego Iraku premier Nuri as-Said powiedział w latach 50. ub. wieku brytyjskiemu gen. Glubbowi, że żaden pies w Bagdadzie nie zaszczeka bez jego wiedzy.

Obecnemu premierowi Iraku Nuriemu al-Malikiemu zdaje się przyświecać pragnienie osiągnięcia podobnego celu. As-Said był sunnitą, al-Maliki jest szyitą. I wyraźnie postanowił skorzystać z historycznej szansy usunięcia uprzywilejowanych do niedawna sunnitów na polityczny i społeczny margines w „kraju dwóch rzek”. Ewakuacja Amerykanów zdaje się stwarzać po temu wyjątkową szansę.

Czas szyitów
Rząd al-Malikiego zajmuje wyjątkowo zdystansowane stanowisko wobec trwającego w Syrii przelewu krwi. Nie przypadkiem. Jako powód odmowy przyłączenia się do restrykcji Ligi Państw Arabskich Bagdad podał istotną rolę Syrii w handlu odradzającego swą gospodarkę Iraku oraz fakt przebywania w Syrii znacznej liczby Irakijczyków (a więc potencjalnych zakładników). Trzeba też pamiętać, iż al-Maliki przez lata znajdował w Damaszku schronienie przed prześladowaniami Saddama. Wydaje się jednak, że równie ważnym motywem działań al-Malikiego są wskazówki jego ideologicznych przyjaciół z Teheranu. Pogłębiający swą izolację międzynarodową Iran toczy ekwilibrystyczną grę w stosunku do „arabskiej wiosny” 2011 roku. Głośno wspierając przebudzenie Arabów, rozumiane jako bunt przeciw skorumpowanym, opresyjnym, ale przede wszystkim prozachodnim reżimom, np. w Tunezji czy Egipcie, jednocześnie wspiera tłumiące wielomiesięczne rozruchy w Syrii władze Baszara al-Asada. Al-Asad istotnie nie jest „marionetką Zachodu” i stanowi kluczowy element we froncie „oporu” przeciw Izraelowi. Jednak przede wszystkim reprezentując antagonistyczną wobec sunnitów sektę alawitów, od kilku dekad pogłębia strategiczny sojusz z szyickim Iranem i stanowi ogniwo łączące Teheran z szyickim Hezbollahem w Libanie.


I tu wracamy do Iraku, gdyż to tylko z jego udziałem Teheran jest w stanie zabezpieczyć geograficzną ciągłość swojego aliansu. Z punktu widzenia Teheranu, amerykańska (i sojusznicza) interwencja przeciwko Saddamowi Husajnowi w 2003 r. doprowadziła do przełomowego wydarzenia – obalenia wielowiekowej dominacji sunnitów w Iraku. Szukając lokalnych sprzymierzeńców, Amerykanie – chcąc nie chcąc – zaakceptowali na najwyższych stanowiskach w nowych władzach irackich polityków szyickich, o poglądach często zbliżonych do braci w Iranie, z którymi Waszyngtonowi jest bardzo nie po drodze. Trudno o większą ironię historii. To, czego nie udało się dokonać ajatollahowi Chomeiniemu w czasie wyniszczającej wojny 1980–1988, zrobili swoim blitzkriegiem jankesi w 2003 r. Dzieło dopełnia się teraz, gdy amerykańscy żołnierze opuszczają Irak, pozostawiając go rozgrywce Kurdów, szyitów i sunnitów. Te dwie ostatnie społeczności często sprawiają wrażenie, że występują ponadto jako „podwykonawcy” regionalnych potęg.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama