Reklama

    Nowy numer 43/2020 Archiwum

Baranek w brudnej rzece

Jezus przyjmując chrzest od Jana, pozwala zaliczyć się do grzeszników. Jest tutaj ukryta zapowiedź Jego męki i śmierci, kiedy to zgodzi się umierać jak złoczyńca wśród złoczyńców.

Zanurzenie w Jordanie jest zapowiedzią krwawego „chrztu” na krzyżu: zanurzenia w ludzkim grzechu aż po jego ostateczne konsekwencje, czyli śmierć. Jezus przyjmując chrzest Jordanie, zaczyna wypełniać proroctwo Izajasza o cierpiącym Słudze Jahwe: „przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy; spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5). Wszyscy inni chcieli „zostawić” swoje grzechy w Jordanie. Jezus, najczystszy Baranek bez skazy, zanurza się w tej rzece, by wziąć na siebie wszystkie ludzkie brudy.

2 Kiedy grzeszymy, wchodzimy w strefę mroku. Najpierw jest jeden krok, potem następny, a dalej to już jakoś samo leci. Zło zaczyna nas oblepiać z każdej strony. Przestajemy się wtedy modlić, bo wydaje się nam, że jesteśmy niegodni, że nie wypada, że Bóg stąd nas nie usłyszy. A przecież Jezus pozwolił się zaliczyć do grzeszników. Wszedł w mroczny obszar grzechu, aby wszystkim jego mieszkańcom przynieść przebaczenie. Stopy Jezusa dotykające dna Jordanu sięgają każdego ludzkiego dna. Mojego dna. Już w miejscu, w którym grzeszę, dosięga mnie Boże miłosierdzie.

3 „On was będzie chrzcił Duchem Świętym”. Tak zapowiadał Jan Chrzciciel. Pierwszym ochrzczonym Duchem Świętym jest sam Jezus. To zapowiedź tego, że Duch Boży zostanie wylany na grzeszników, którzy uznają siebie za grzeszników; na pokornych, którzy szukają przebaczenia i miłosierdzia Bożego; na gotowych do nawrócenia. Każda spowiedź jest powrotem do naszego chrztu. Ilekroć klękamy przy konfesjonale, wylewa się na nas Duch Święty. On nas namaszcza, czyli uzdalnia do misji, do proroctwa, do bycia świadkiem, do walki ze złem, do wierności Bogu, do czynienia dobra. Człowiek staje się nosicielem Bożego Ducha. Brzmi zbyt mistycznie? Może. Ale przecież czujemy czasami, jakby Ktoś nas niósł. Ktoś wkłada nam w usta odważne, mądre słowa albo pomaga pokonać rozpacz czy strach, albo dźwiga z upadku. Jakby to była moc nie z nas. No właśnie. To Duch Święty, który nas, grzesznych, zamienia w świętych.

4 „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Wyznanie miłości Ojca do Syna. To objawienie wewnętrznego życia Boga, którego istotą jest miłość. Ale brzmi w tym też coś na wskroś ludzkiego (bo to, co Boże, jest najbardziej ludzkie). Kiedy ojciec wysyła swoje dziecko w świat, najlepszym wyposażeniem na drogę jest ojcowska miłość. Ta miłość da mu siłę do pokonywania trudności, będzie orężem w walce ze złem, będzie przypominała mu o jego tożsamości. Czy rodzice mówią swoim dzieciom, że ich kochają? Czy rozumieją, że nie można zatrzymywać dzieci dla siebie, ale trzeba je wysłać w świat, aby wypełniły swoje powołanie?
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..