Nowy numer 24/2021 Archiwum

Proste i kościelne

Pogrzebu z trumną i ciałem warto bronić jak niepodległości.

Oczywiście wiem, że sposób obchodzenia się z ciałem po śmierci nie jest dogmatem wiary czy zasadą moralną i dlatego podlega zmianom. Do roku 1963 Kościół odmawiał pogrzebu katolickiego osobom, których ciało zostało skremowane. Dzisiaj tego zakazu już nie ma, jest za to usilne zalecenie grzebania ciał ludzkich, a kremacja jest przez Kościół jedynie dopuszczana i tolerowana. Ostrożność Kościoła wobec kremacji podyktowana jest m.in. obawą o utratę szacunku dla ludzkiego ciała. Piszą o tym biskupi w liście pasterskim, zwracamy na to uwagę w tekście „Ostrożnie z urną” (s. 18–21). W tym miejscu chciałbym dodać spostrzeżenie jednego z katowickich grabarzy.

Zauważył on, że ludzie inaczej zachowują się na pogrzebie z trumną, a inaczej podczas pochówku z urną. W tym drugim przypadku na cmentarzu panuje zwykle luźniejsza atmosfera, jest mniej skupienia, a więcej rozmów. Takie zachowanie nie powinno dziwić. Trumna z ciałem wymusza powagę właściwą dla pogrzebu. Spopielone szczątki już takiej siły nie mają. Rzecz jasna pogrzeb z urną może być pobożnie i godnie odprawiony i zapewne odbyło się wiele takich ceremonii, ale niebezpieczeństwo obniżenia rangi pogrzebu w związku z rozpowszechnianiem się zwyczaju kremacji istnieje.

Kremacja daje bowiem pewną sprawność i sterylność, które mogą źle przysłużyć się pogrzebom. Wrażenie zrobiło na mnie zestawienie dwóch zdjęć, które są ilustracją do tekstu o kremacji. Na jednym Maryja trzyma na kolanach martwe ciało Jezusa, na drugim pokazane jest nowoczesne krematorium (s. 18 i 20–21). Niklowane, elektronicznie sterowane, ekonomiczne, sprawne i… zimne. Z pierwszego zdjęcia przebija życie, z drugiego – technika.

I jeszcze kilka słów o sprawie ks. Adama Bonieckiego. Jak wiadomo, przełożeni zakonni nakazali znanemu redaktorowi ograniczyć swoje wystąpienia medialne tylko do „Tygodnika Powszechnego”. Decyzja wywołała krytykę wielu środowisk, w tym katolickich. Akcję zbierania podpisów w obronie ks. Bonieckiego podjął m.in. warszawski KIK. Sytuacja, w której podważana jest decyzja prawowitej władzy zakonnej, nie służy dobrze Kościołowi. Rozwiązanie konfliktu wydaje się w gruncie rzeczy dosyć proste i leży w rękach jednego człowieka – ks. Bonieckiego. Gdyby na przykład wydał krótkie oświadczenie o następującej treści: „decyzję przyjmuję z pokorą i proszę wszystkich o jej uszanowanie i niepodejmowanie jakichkolwiek akcji wymierzonych w moich przełożonych”, sprawa wygasłaby w ciągu dwóch dni. Proste, wielkie i kościelne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się