Nie ma takiego numeru

Ani prezydent USA, ani przywódca żadnego innego kraju nie może załatwić interesów z Europą, dzwoniąc pod jeden numer telefonu. I dobrze.

Europa nie ma swojego numeru telefonu – słynne zdanie Henry’ego Kissingera, byłego amerykańskiego sekretarza stanu, było przywoływane przez unijnych federalistów jako argument za coraz większą centralizacją. Głównym problemem Unii Europejskiej miał być rzekomo brak jednego ośrodka decyzyjnego, jak Waszyngton, Pekin czy Moskwa. Barack Obama nie wie, czy dzwonić do Berlina, Paryża, Londynu, czy może do Brukseli, żeby coś załatwić – przekonywali zwolennicy coraz większej centralizacji. Jeśli Unia nie będzie mówiła jednym głosem, nie będą liczyć się z nami wielcy światowi gracze, jak Chiny czy właśnie Stany Zjednoczone – dodawali wyznawcy ścisłej integracji. Lekarstwem na ten stan rzeczy – czyli na suwerenną politykę zagraniczną każdego kraju członkowskiego – miało być utworzenie, wraz z wejściem w życie traktatu lizbońskiego, dwóch nowych stanowisk: przewodniczącego Rady Europejskiej oraz Wysokiego Przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Pierwszego nieformalnie nazwano „prezydentem Unii”, drugiego „szefem unijnej dyplomacji”. Od początku było jednak jasne, że największe kraje unijne, zwłaszcza Niemcy czy Wielka Brytania, wcale nie zamierzają oddawać symbolicznej słuchawki telefonu nowym funkcjonariuszom. Potwierdzeniem tego był wybór nierozpoznawalnych i mało charyzmatycznych polityków na nowe stanowiska: Hermana van Rompuya na przewodniczącego Rady oraz baronessy Catherine Ashton na szefową dyplomacji.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina