Nowy numer 21/2018 Archiwum

Rozważania GN

« » Maj 2018
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Niedziela 13 maja 2018

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 19/2018

Niebo to Ktoś, nie coś

Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich:
«Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie».

Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.


1. „Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga”. Wydarzenie wniebowstąpienia opisane jest przez lakonicznego św. Marka jednym zdaniem. Więcej napisał św. Łukasz w pierwszym rozdziale Dziejów Apostolskich (patrz: pierwsze czytanie), ale też nie za wiele. Skromność tych relacji ma swoje znaczenie. Nie powinniśmy szukać opisu nieba. Ta rzeczywistość jest przedmiotem naszej nadziei. Jest czymś poza naszymi wyobrażeniami. Zbyt naiwne czy cudowne opisy „uszyte na miarę” naszych oczekiwań czy wyobrażeń o szczęściu niekoniecznie muszą służyć nadziei. Bywa, że wymarzony wyjazd na wakacje all inclusive lub jakieś spotkanie czy koncert, zapowiadany jako megawydarzenie, okazują się rozczarowaniem. Święty Marek mówi o niebie tylko jedną rzecz, i to najważniejszą. Jaką? W niebie czeka na nas Bóg. Mamy być z Nim. To jest sedno. To jest nasze ostateczne powołanie – zasiadać z Bogiem przy stole weselnym. Jeśli wydaje nam się, że to za mało, to chyba coś jest nie tak z naszym sercem, wiarą i miłością do Boga. I trzeba popracować nie tyle nad obrazem nieba, ile nad obrazem Boga. Niebo to nie coś, ale KTOŚ.

2. Wniebowstąpienie jest dopełnieniem zmartwychwstania. To „kropka nad i”, „dekoracja zwycięzcy”. Wniebowstąpienie oznacza, że zakończył się już czas widzialnego ukazywania się żyjącego Chrystusa. Odtąd „zasiada On po prawicy Boga”. Ale kolejne, ostatnie zdanie Ewangelii św. Marka mówi, że „Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły”. Czyli w inny sposób jest nadal z nami obecny. U św. Mateusza czytamy wprost: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (to ostatnie zdanie Mateuszowej Ewangelii). Mamy więc jakiś rodzaj napięcia, paradoksu: Jezus jest nieobecny (bo jest już u Ojca) oraz obecny w Kościele, w jego nauczaniu, misji, sakramentach. To napięcie zasila Kościół mocą z nieba. W chwili wniebowstąpienia uczniowie zostają wysłani w świat, aby ludziom zamkniętym w doczesności dawać nadzieję nieba. Zapraszać ich na wieczną ucztę.

3. Jezus, dając młodemu Kościołowi nakaz ewangelizowania świata, zapowiada, że tej misji będą towarzyszyły znaki. Jakie? „W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Wszystkie te znaki mają coś wspólnego z niebem. Są jakby zadatkiem, przedsmakiem, zapowiedzią ostatecznego pokonania zła. W niebie zostaniemy uwolnieni od demonów, odnajdziemy nowy język miłości, żadne trucizny (ciała i duszy), żadne węże (wyraźna aluzja do kusiciela) nie będą nam szkodzić. Odzyskamy zdrowie (nowa cielesność). Dziś w Kościele pojawiają się dwie postawy skrajne. Jedni koncentrują się na cudownych znakach tak bardzo, że zapominają, iż rolą znaku nie jest sensacja, ale kierowanie ludzi ku Bogu. Inni nie dowierzają, że i dziś Jezus może wypędzać demony i uzdrawiać, dlatego obawiają się wszystkiego, co może być uznane za interwencję nadprzyrodzoną. Cnota leży pośrodku. •

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama