Nowy numer 15/2020 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

Niedziela 2 lutego 2020

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 05/2020

Pan nagle przybywa do swej świątyni

Malachiasz, autor ostatniej w chrześcijańskim kanonie księgi Starego Testamentu, to jeden z najbardziej tajemniczych biblijnych proroków. Jego imię, zdaniem biblistów, w istocie nie jest imieniem. Biblia nie zna innej osoby o takim imieniu. „Malaaki” znaczy „mój posłaniec” – jest więc funkcją nieznanego z imienia proroka.

Treść księgi pokazuje, że autor był blisko związany z kręgami kapłańskimi, a na sercu bardzo leżała mu jakość składanych ofiar. Bolał nad kapłańską rutyną i osłabnięciem gorliwości. Dobitnie pokazuje to Boże orędzie przekazane przez posłańca: „Niechby ktoś spośród was raczej zamknął drzwi świątyni, byście nie zapalali świateł na ołtarzu moim nadaremnie. Nie mam Ja upodobania do was, mówi Pan Zastępów”. I to w tym kontekście trzeba widzieć oczekiwanie proroka na przyjście nowej ery. Malachiasz ogłasza bliskość Dnia Pańskiego, kiedy po oczyszczeniu „będą składać Panu ofiary sprawiedliwe”. Prorok woła o szczerą cześć Boga.

Słowa rozpoczynające dzisiejsze pierwsze czytanie Pan Jezus odnosił do Jana Chrzciciela. Po jego uwięzieniu powiedział: „On jest tym, o którym napisano: »Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotowano drogę«”. Chrystus odniósł się również do słów zapisanych w zakończeniu orędzia Malachiasza: „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem Dnia Pańskiego”. To orędzie sprawiło, że w Izraelu, czekając na Mesjasza, spodziewano się, że najpierw powróci Eliasz, prorok, który zniknął nagle, niesiony do niebios. Pan Jezus powiedział o Janie: „A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść”.

W kontekście dzisiejszego święta ważne są kolejne słowa orędzia Malachiasza: „A potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan”. W relacjach Ewangelii synoptycznych Chrystus Pan pojawił się w świątyni, by tam dokonać oczyszczenia, po swym wjeździe do Jerozolimy. „Wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących... powywracał stoły... i rzekł do nich: »Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców«”. Jednakże Pan Jezus w świątyni pojawił się również wcześniej. Słyszymy w czytanym dziś fragmencie Ewangelii: „Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim”. Dokonano ofiarowania w głębokiej czci dla Pana Boga.

I jeszcze jedno przybycie, duchowe, gdy Chrystus umarł na krzyżu, składając z siebie doskonałą i czystą ofiarę. „A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół”. W tradycji chrześcijańskiej rozdarcie zasłony, która w świątyni oddzielała Miejsce Święte od Najświętszego, oznaczało wypełnienie się kultu Mojżeszowego i otwarcie wejścia do przybytku Mesjańskiego.•

Czytania »

Ks. Robert Skrzypczak

|

GN 05/2020

U korzeni lęku

Zmagamy się z własnymi wadami. Ileż razy zniechęca nas fakt powracania do tych samych błędów, nieraz boleśnie beznadziejnych. Tymczasem Chrystus umarł i zmartwychwstał. Wieść o Zmartwychwstałym przeznaczona jest dla ludzi zniewolonych strachem przed śmiercią. Jak powiada autor Listu do Hebrajczyków, człowiek na skutek lęku przed śmiercią przez całe swe życie podlega niewoli czynienia zła. Póki nie jesteśmy świadomi tej sytuacji, kerygmat nie rozwinie w nas swej mocy. Człowiek, grzesząc, doświadczył w sobie egzystencjalnej śmierci. Grzech, wbrew temu, co się zazwyczaj ludziom wydaje, niszczy człowieka od wewnątrz, wytwarzając wokół niego rodzaj śmiercionośnego środowiska. Uwięziony w tym kręgu, nie jest zdolny do wyjścia z siebie i otwarcia się na drugą osobę, aby wejść w jej świat. Tego rodzaju doświadczenie śmierci stoi na przeszkodzie, by pokochać drugiego w sytuacji, gdy tamten swym innym podejściem do spraw życiowych może mi zagrażać, przeszkadzać, czegoś zabraniać bądź zbytnio wymagać. Zazwyczaj czujemy się gotowi kochać kogoś, kto w zamian nas doceni i dowartościuje. Chcielibyśmy kochać więcej i bardziej, ale uniemożliwia nam to jakiś wewnętrzny hamulec. Czasem czujemy się spętani jak niewolnicy. Nie pomagają ani zachęty, ani groźby. W każdym grzechu jest zawarta szczypta kłamstwa, zabójstwa i ateizmu. Grzesząc, doświadczamy w sobie skutków zerwania z Dawcą życia. Człowiek tymczasem istnieje w mierze, w jakiej Bóg daje mu istnienie z miłości. Odrzucenie Boga stanowi korzeń zła. W efekcie człowiek czyni zło, którego nie chce (por. Rz 7,14). Dopiero w Chrystusie odsłania się cała prawda o człowieku: zarówno o otchłani, w jakiej się zatracił, jak i o wielkości zbawienia. Kryteria psychologiczne czy społeczne prowadzą do powierzchownych rozwiązań. Ale gdy wolność i miłość Chrystusa zmartwychwstałego dotkną korzeni ludzkiego lęku przed śmiercią, czujemy się uratowani od wewnątrz. Inaczej możemy wciąż zmieniać scenerię życia, partnerów, prace – nic nas nie odłączy od śmiertelnej pustki w sobie. Nasze społeczeństwo proponuje zdrowy styl życia, rozrywki, kult młodości, gwarancje posiadania – nic nie pomaga. Jad śmierci nie traci na intensywności, a nawet się wzmaga. Stąd plaga samotności, narkotyków, przemocy, depresji.

W takiej sytuacji kerygmat apostoła brzmi jak wspaniała nowina. Możesz żyć! Tu i teraz jest ci dawane za darmo życie. Chrystus przełamał pierścień śmierci i grzechu, zwyciężył tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, byś mógł przekroczyć barierę niemożności, dotarł wreszcie do drugiej osoby i pokochał ją. W człowieku uwolnionym od lęku przed umieraniem rodzi się chrześcijańska miłość w wymiarze krzyża, nawet do nieprzyjaciela. W taki sposób kocha Jezus! Tak ukochał nas Bóg, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. •

Czytania »

Ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 05/2020

Lekcje wiary i nadziei

Łk 2, 22-40

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Z natchnienia więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
 «Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
 Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
 któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
 światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela».

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą - a Twoją duszę miecz przeniknie - aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem,  i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.

A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

1. Maryja i Józef jako gorliwi Żydzi wypełniają przepisy Prawa Mojżeszowego. Maryja dokonuje tzw. obrzędu oczyszczenia, a pierworodny Syn zostaje poświęcony Panu. Przyniesienie małego Jezusa do świątyni nie było zwykłym aktem religijności Maryi i Józefa. Oboje zdawali sobie doskonale sprawę, że Dziecię, które przynieśli, nie należy do nich, ale do Boga. I że ma do wypełnienia swoją misję. W postawie Maryi i Józefa można dostrzec piękną lekcję dla rodziców i innych wychowawców. Rodzice powinni przedstawiać, czyli zawierzać swoje dzieci Bogu. To gest wdzięczności wobec Stwórcy, a zarazem znak pokory wobec niełatwej misji rodzicielskiej i wychowawczej. Dziecko jest powierzone na wychowanie rodzicom, ale ma ono swoje oryginalne powołanie, nie ma realizować ambicji czy planów swoich rodziców. „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Pełny rozwój człowieka dokonuje się dzięki Bożej łasce. Rodzice powinni się czuć jej narzędziami, dlatego powinni często błogosławić swoje dzieci, modlić się za nie i z nimi. Wciąż na nowo zawierzać je Bogu.

2. Symeon i Anna są reprezentantami ludu Starego Przymierza, który wyczekiwał nadejścia Mesjasza. Stary Izrael spotyka się z Dzieckiem, które rozpoczyna nową epokę dziejów – Nowe Przymierze. Prawosławie nazywa dzisiejsze święto Hypapante, czyli „spotkanie”. Oto spotykają się Stary i Nowy Testament. Coś się kończy i coś się zaczyna. Nowe łączy się ze starym. Nie ma tu przepaści, sprzeczności, jest kontynuacja, wypełnienie, odnowa bez odrzucenia starego. Postawa Symeona i Anny to kolejna lekcja pobożnego i mądrego życia, zwłaszcza dla osób starszych. Oboje zachowują otwartość na natchnienia Ducha Świętego mimo podeszłego wieku. Są ludźmi nadziei, oczekiwania, tęsknoty. Czekają na spotkanie z Bogiem. Służą Bogu przez modlitwę, posty, nawiedzanie świątyni. Sławią Boga i opowiadają innym o spotkaniu z Jezusem. Nie ma w nich śladu goryczy, narzekania. Jest pogoda ducha i głęboka wiara.

3. Symeon wypowiada hymn ku chwale Boga, a potem kieruje proroctwo przeznaczone dla Maryi. „Teraz… pozwól odejść”. Symeon godzi się na to, że jego czas dobiega końca, godzi się zejść ze sceny życia w poczuciu spełnienia. Bo jego oczy ujrzały to, co najważniejsze. Rozpoznały Boga, który oświecił jego życie. Ten Bóg jest jednocześnie światłem dla całego świata. Ludzie mówią nieraz, że nie dostali daru wiary. A przecież Jezus jest światłem także dla nich. Symeon sam ujrzał Boże światło, ale wiedział, że to światło nie jest tylko dla niego, nie tylko dla Izraela, ale dla całego świata. Ten, kto zobaczył, ma obowiązek dawać świadectwo o świetle, nieść je innym pogrążonym w ciemności. Wiara ma w sobie zawsze coś z czekania na spotkanie. Jest nadzieją na światło także wtedy, gdy jeszcze go nie widać. W słowach skierowanych do Maryi Symeon zapowiada opór wobec Jezusa i związane z tym cierpienie Jego Matki. Oto „znak, któremu sprzeciwiać się będą”. To proroctwo spełnia się wciąż. Nie brak i dziś tych, którzy chcą zagasić Jezusowe światło. •

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy