Nowy numer 27/2020 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Październik 2019
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Niedziela 27 października 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 43/2019

Zdrowie religijności

1. Zapewne o jednym i o drugim. Bo modlitwa jest zwierciadłem duszy. Jak człowiek żyje, tak też się modli. Tylko człowiek prawdziwie pokorny jest w stanie adorować Boga. Pycha zamyka człowieka w adoracji siebie samego.

2. Przypatrzmy się postawie faryzeusza. Ze słów jego modlitwy wynika, że był człowiekiem religijnym. Zachowywał post, dawał dziesięcinę. A jednak te praktyki nie prowadziły go do głębszej wiary. Przeciwnie, wbijały go w poczucie wyższości połączone z pogardą wobec innych ludzi, w jego mniemaniu bardziej grzesznych. Tak może się zdarzyć. Przypomnijmy sobie postawę brata syna marnotrawnego. Wypominał ojcu, że tyle lat mu służył, nigdy nie przekroczył jednego nakazu i nic z tego nie ma. Pogardzał swoim nawróconym bratem. Autentyczna religijność prowadzi do większej miłości. Buduje i umacnia więź z Bogiem, który jest miłością. Inaczej staje się kultem samego siebie, choć z pozoru jest kultem Boga. Religijność ma swoje patologie.

3. Ale nie można wylewać dziecka z kąpielą. Łatwo bowiem wysnuć z tej przypowieści błędny wniosek. Mianowicie taki, że religijność prowadzi z zasady do faryzeizmu, pychy i pogardy wobec mniej pobożnych. Jakaś część katolików, którzy rzadko praktykują lub nie robią tego w ogóle, posługuje się takim właśnie argumentem. W odpowiedzi na zachętę do przyjścia do kościoła można usłyszeć słowa: „Znam mnóstwo niewierzących, którzy są o wiele lepsi od tych chodzących do kościoła. Nie chcę powiększać grona religijnych obłudników”. Tego typu stwierdzenia służą w istocie usprawiedliwieniu własnego niepraktykowania wiary. Nowoczesny ochrzczony faryzeusz mógłby się modlić tak: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ci wszyscy polsko-narodowi katolicy, klepiący bezmyślnie pacierze, biegający co niedziela do Kościoła, a zrazem tak nietolerancyjni, zamknięci na inność, bezkrytyczni wobec duchownych, plotkarze, złośliwcy i nienawistnicy. Wierzę w Ciebie, ale chodzę do kościoła, kiedy czuję potrzebę, nie słucham głupich kazań (w razie czego wychodzę z kościoła), w wyborze przykazań kieruję się sumieniem”. Powtórzmy. To, że pycha może atakować religijność, to prawda. Ale dziś w głównym nurcie kultury dominuje pycha bezbożnych i apostatów odnoszących się z pogardą do wszelkich form tradycyjnej katolickiej religijności. Wierność niedzielnej Mszy czy piątkowemu postowi wymaga dziś większej pokory niż dawniej. Panu Jezusowi nie chodziło o odrzucenie religijności, ale o jej uzdrowienie.

4. Postawa celnika wskazuje na absolutny fundament zdrowej religijności. Jest nią pokorna świadomość własnych grzechów. Zgięcie kolan przed Bogiem. Uderzenie się w piersi, czyli żal, skrucha. Błaganie Boga o miłosierdzie. Katechizm Kościoła stwierdza: „Podstawą modlitwy jest pokora. (…) Pokora jest dyspozycją do darmowego przyjęcia daru modlitwy: Człowiek jest żebrakiem wobec Boga”. Celnik został postawiony jako wzór nie dlatego, że grzeszył, ale dlatego, że żałował za grzechy. •

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 43/2019

Siła przebicia

W dzień przed śmiercią ktoś go zapytał: „Adamie, cóżeś tak bardzo zeszczuplał?”. Ten odpowiedział: „Słyszałem, że do nieba wchodzi się przez ciasne drzwi”. Zdarzenie to pomogło mi zrozumieć, dlaczego od pewnego czasu mam kłopot z modlitwą. Idzie ona jak po grudzie, trudno przełamać wysiłek, wszystko boli. „Do nieba wchodzi się przez ciasne drzwi”. Czemu odbijam się od jakiegoś niewidzialnego sufitu, skoro modlitwa jest skokiem w górę, ku Bogu? Czemu moją ufność przygniatają gęste chmury? „Modlitwa pokornego przeniknie obłoki” – powiada Księga Syracha. „Nie odstąpi, aż wejrzy Najwyższy i ujmie się za sprawiedliwym”. Gdy uczyłem się trudnej sztuki ewangelizowania, pewien paulin z Krakowa doradzał mi: „Spróbuj się upokorzyć przed Bogiem, zanim zaczniesz przepowiadać. Czasem warto przypomnieć sobie jakiś paskudny grzech, paść w proch przed Bożą miłością. Gdy będziesz mówił, nie stracisz jej z oczu”. Wiele razy korzystałem z tej bezcennej rady. Prawie zawsze działa.

Wiele modlitw sprawia nam trudności. Wielu świętych rzucało się na ziemię przed Bogiem, kruszyło własną dumę i pychę, zamieniało w pył, oczekując z twarzą przy ziemi Bożej czułości. Nigdy tu, na ziemi, nie dowiemy się, ile modlitw wypowiedzieliśmy na darmo. Zamiast adorować ze łzami kochającego Jezusa i uwielbiać Trójcę, woleliśmy trwonić czas na kontemplację własnych problemów i użalanie się nad sobą. Pyszny człowiek zawsze będzie miał kłopot z modlitwą.

Dobrze o tym wiedział św. Franciszek z Asyżu, gdy uważał samego siebie za „najgorszego grzesznika na ziemi”. I mówił: „Gdyby Bóg nie trzymał mnie za rękę, dopuściłbym się wszystkich możliwych grzechów”. Inny zaś święty, Filip Neri, lubił powtarzać: „rozpaczam”. Pewnego razu spotkała go za to surowa reprymenda ze strony starego mnicha. Wyjaśnił wówczas: „Ojcze, rozpacz kieruję w swoją stronę, Bogu zaś tym mocniej ufam”. Znany był z tego, że zaraz po przebudzeniu mówił: „Panie, trzymaj dziś swą rękę nad Filipem, bo inaczej Filip Cię zdradzi”. Taka modlitwa zostaje wysłuchana, choćby tym, który ją wypowiada, był człowiek obciążony najcięższymi grzechami. „Kiedy czujesz, że płomień twojej miłości do Mnie przygasa – mówił Jezus do ks. Dolindo – nie denerwuj się, lecz upokórz się i zaufaj. Pokora jest jak suche drewienko ożywiające płomień; zaufanie jest jak wiatr z nieba, który go roznieca. Niektóre słabości natury dopuszczam właśnie po to, byś stał się pokorny. Bez pokory serce jest jak mokre drewno, które na ogniu trzeszczy i dymi, ale nie płonie”. I wszystko jasne. •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 43/2019

Metafory wobec bliskiej śmierci

W tej perspektywie dokonuje podsumowania swego życia. Nie analizuje wszystkich lat, ale skupia się na tym, co związało się z jego pracą ewangelizacyjną po tym, jak z prześladowcy stał się misjonarzem. Pisze o tych latach: ton kalon agona egonisomai. Kluczem tłumaczenia tego zwrotu jest przyjęcie jednego z dwóch znaczeń rzeczownika agon. Tłumaczymy go bowiem jako „zawody” (sportowe na arenie), ale też „walkę” (toczoną podczas wojny). Grecki zwrot posiada więc dwa znaczenia: „wystąpiłem w pięknych zawodach” i „stoczyłem piękną walkę”. Za te zmagania apostoł spodziewa się wieńca, a takie dostawali najlepsi biegacze czy zapaśnicy. Miał więc na myśli zawody? Nie do końca, bo pisze o „wieńcu sprawiedliwości”. To dopowiedzenie każe myśleć, że czeka na niego nagroda za praktykowaną sprawiedliwość. Może też św. Paweł „sprawiedliwość” rozumiał jako przestrzeganie przepisów i przykazań, a o te trzeba walczyć każdego dnia.

Nagroda już czeka, ale wcześniej jest chwila rozłąki. Jako „rozłąka” tłumaczymy tu rzeczownik analusis. W Nowym Testamencie słowo to zostało użyte tylko jeden raz. W grece pozabiblijnej występuje często jako określenie odcumowania okrętu. Oto teraz wypływa on w morze i przychodzi chwila rozstania z tymi, którzy zostają na lądzie. Ale analusis to również rozwiązanie linek mocujących namiot tuż przed jego złożeniem. I tutaj znów przychodzi na myśl chwila zwijania namiotu przed wyruszeniem w drogę. Ta podróż, i morska, i lądowa, to wyprawa w nieznane przez bliską bramę śmierci.

I jeszcze jedna w tym fragmencie metafora: „bieg ukończyłem”. Greckie dromos, oznaczające „bieg”, jest rzadkie w Nowym Testamencie. Ciekawa rzecz, że pojawia się zawsze w sensie przenośnym i odnosi się do biegu jako starania się o wykonanie określonego dzieła czy zabieganie o określone wartości.

Wobec tych trzech metafor w rachunku sumienia z dzieła ewangelizatora Apostoł Narodów pisze wprost, bez uciekania się do przenośni: „wiary ustrzegłem”. Zapewne ma tu na myśli najpierw własną wiarę, ale także wiarę, którą przekazywał innym, a której treść w czasie działalności była praktycznie cały czas atakowana przez jego licznych przeciwników, i wewnątrz, i na zewnątrz wspólnoty Kościoła. •

Czytania »

Łukasz Podgórski

|

GN 43/2019

Świeckim okiem

Każdy z nas bierze udział w zawodach. Codziennie. I to nie w momencie wejścia do pracy czy do samochodu, by tam dotrzeć. Zawody zaczynamy już od wyłączenia budzika i wstania z łóżka. Od tego momentu walczymy o to, aby ustrzec naszej wiary. Nie jest to bieg na 100 czy 200 metrów. Bardziej pasuje mi tutaj bieg na 3000 metrów z przeszkodami. Każdy z nas ma różne pokusy, z którymi musi walczyć i które stara się pokonać. Upadłeś? Nie pokonałeś przeszkody? Nawet najlepsi sportowcy przegrywają. I po przegranej trenują jeszcze mocniej, aby porażka więcej się już nie powtórzyła. Ale nie zapominają o niej, jest dla nich nauką: co zrobili źle i gdzie mogą się poprawić. My mamy spowiedź. Ona pomaga nam wrócić na dobry tor. Pamiętajmy o niej. Próbujmy każdego dnia żyć tak, aby w modlitwie wieczornej móc powiedzieć: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. •

Zapisane na później

Pobieranie listy