Nowy numer 42/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Lipiec 2019
N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Niedziela 7 lipca 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 27/2019

Misjonarz wśród wilków

1. Posłanych zostało nie tylko Dwunastu, ale także siedemdziesięciu dwóch innych uczniów. W tej liczbie niektórzy dopatrują się aluzji do liczby narodów, które według Księgi Rodzaju powstały po potopie. Sens jest taki, że Ewangelia ma być zaniesiona wszystkim ludom. Żniwo jest wielkie, bo jest nim cały świat. Dlatego „idźcie!”. To wezwanie skierowane jest do wszystkich uczniów Jezusa. A jednak „robotników wciąż mało”. To zdanie można odnieść do spadającej liczby powołań kapłańskich. Ale także do osłabienia ducha misyjnego w całym Kościele. Czy można jeszcze dziś mówić, że chcemy nawracać innych?

2. „Oto posyłam was jak owce między wilki”. To ciekawe, że Pan Jezus opisuje misję tak mocnym obrazem. Celem misji jest to, aby wilki się nawróciły, czyli stały się owcami, to znaczy przyłączyły się do trzody Dobrego Pasterza. Ryzyko pogryzienia czy zagryzienia przez wilki jest bardzo realne. Misjonarze mają być zwiastunami pokoju. Nie tego ludzkiego, ale pokoju budowanego na pojednaniu człowieka z Bogiem. Mają nieść uzdrowienie i ogłaszać bliskość królestwa Bożego. Po ludzku sądząc, są zupełnie bezbronni. Mają tylko Bożą moc, miłość i prawdę. Nic więcej. Ani trzosa, ani torby, ani sandałów. Jedyną ich bronią jest świadomość posłannictwa, które nie jest ich wymysłem, ale misją od Jezusa, czyli wcielonego Boga. Misjonarz musi mieć jasną świadomość, komu i czemu służy. Musi być przekonany, że idzie walczyć o życie wieczne. Nikt nie będzie ryzykował życia w imię mglistych celów, w imię pogawędki z wilkami.

3. „Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was…” Nie wszyscy otwierają się na Ewangelię. „Nie jest tak, że Bóg i Kościół mają w świecie samych tylko przyjaciół” (ks. Chrostowski). Najbardziej zamknięci na słowa prawdy bywają ci, którzy na sztandarach mają hasła o tolerancji, wolności i otwartości. Misjonarz musi się liczyć z możliwością oporu i odrzucenia. Słowa Jezusa brzmią w tym kontekście bardzo twardo: „Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu”. To nie jest tak, że ze wszystkimi da się rozmawiać w nieskończoność. Są sytuacje, kiedy dialog musi się zakończyć. Od rozmowy prowadzącej donikąd skuteczniejszym gestem będzie strząśnięcie pyłu z nóg. W imię prawdy i miłości. Różne współczesne Sodomy zasługują na jasny gest prorockiego protestu.

4. „Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica”. Jan Paweł II pisał: „Wciąż na nowo Kościół podejmuje zmaganie się z duchem tego świata, co nie jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej jest w nim także obecna potężna antyewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji”. A więc nie ma ewangelizacji bez zmagania. Jezus przestrzega nas jednak przed „prymitywną” radością z pokonania przeciwnika. Radością jest samo bycie na służbie Najwyższego. •

Przeczytaj także:

W pierwszym czytaniu: Smutek nad Jerozolimą

W drugim czytaniu: Blizny przynależności do Chrystusa

 

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 27/2019

Smutek nad Jerozolimą

I nie tylko oni. Skandale i ciosy spadające na własny Kościół bolą jak inwektywy wypowiadane w kierunku matki. Czy jednak smutek przystoi chrześcijaninowi? Czy można go do siebie dopuszczać, gdy usiłuje nami zawładnąć? A przecież sam Jezus doświadczał go w Ogrodzie Oliwnym: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14,34), choć wyrzucał swym uczniom, gdy bezkrytycznie mu się poddawali: „Potem wstał od modlitwy, przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących ze smutku. Wtedy powiedział do nich: »Dlaczego śpicie? Wstańcie, módlcie się, abyście nie ulegli pokusie«” (Łk 22,46). Podobnie pytał innych uczniów zmierzających do Emaus: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze i dlaczego jesteście smutni?” (Łk 24,17).

Czy można grzeszyć smutkiem? Czy smutnemu nie powinno się raczej współczuć? Jak można ulec „pokusie smutku”, skoro nikt nie pragnie smutnego życia? Święty Ewagriusz radził przyjrzeć się naszym oczekiwaniom i frustracjom, które nosimy w sobie. „Smutek jest czasem skutkiem niespełnionych pragnień, czasem zaś następstwem gniewu” – pisał i dodawał, że bierze się to z niewłaściwej wizji świata, nierealistycznych oczekiwań bądź też sycenia się złymi wspomnieniami. Taki smutek należy zwalczać, bo jest zły. Bywa, że nawróceniu serca towarzyszy inny, zbawienny ból i smutek, który ojcowie Kościoła nazywali smutkiem duszy (animi cruciatus).

„Módlcie się – przestrzegał ks. Dolindo – bo przyjdzie godzina próby, bo łaska Boga nie może zrosić ziemi bez oczyszczenia jej. Módlcie się! Kościół ma mieć jeszcze smutne godziny”. „Moje serce napełnia się smutkiem na widok kapłanów, którzy śpią” – mówiła Matka Boża z Quito. „Często to oni pierwsi zadowalają się płytką pobożnością, a nie uczą dusz krzyża, ani tym bardziej nie wskazują na Ducha Świętego. Rutyna przeniknęła bardzo głęboko do życia Kościoła, a oddawanie czci w duchu i w prawdzie w wielu wspólnotach prawie całkiem zanikło”. I dodawała: „Aby poddać próbie wiarę i ufność sprawiedliwych, nadejdą wydarzenia, kiedy wszystko będzie wydawało się stracone”. Czasem kryzysy „leczą pychę, dając pyszałkowi poznać całą swą nędzę” – uczył ks. Dolindo. „Kiedyś dni głębokiego smutku okażą się dla ciebie zbawiennym doświadczeniem, z którego skorzystasz, świadcząc miłosierdzie innym. Módlcie się! Ponura godzina jest krótka, chwała Boża podnosi się jak błyszczące słońce nad całą ziemią, a wy będziecie się cieszyć! Módlcie się!” •

Czytania »

Blizny przynależności do Chrystusa

Twierdzili na przykład, że nie jest on prawdziwym apostołem, bo nie należał do grona Dwunastu, którzy towarzyszyli Panu Jezusowi. Dlatego Paweł przypomina objawienie pod Damaszkiem, gdzie ukazał mu się Zmartwychwstały i posłał go z Ewangelią do pogan. Podważali wszystko, łącznie z trudami ewangelizowania. Robili to zresztą nie tylko w Galacji. Podobnie było i w Koryncie, stąd w 2 Liście do Koryntian św. Paweł wyliczał to, co tutaj nazywa „bliznami, znamieniem przynależności do Jezusa”: „Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany”. Takie przeżycia dosłownie musiały zostawić na ciele św. Pawła blizny i ślady. Ale przecież św. Paweł nie z tego chce się chlubić, ale z tego, co przez krzyż wysłużył Pan Jezus. Pawłowe blizny są znakiem przynależności do Chrystusa. Niewykluczone, że apostoł chciał tu nawiązać do zwyczaju wypalania niewolnikom piętna, jako znaku przynależności do konkretnego pana, lub do tatuażu, jaki często nosili rzymscy legioniści i słudzy świątynni. Święty Paweł nie nosi tego znamienia z przymusu. On blizny nosi z dumą, jako żołnierz i wierny sługa kultu swego Pana i głoszonej przez Niego nauki.

W tym kontekście pojawia się zupełnie wyjątkowa w Pawłowej korespondencji prośba: „Niech już nikt nie sprawia mi przykrości”. Rany po bliznach bolały św. Pawła mniej niż słowne przykrości. Na podstawie tego zdania można domniemywać, że św. Paweł czuł żal – choć nie dbał o oskarżenia ze strony swoich wrogów, zdawał sobie sprawę, że tamte posądzenia i fałszywe oceny miały jakiś wpływ na adresatów listu. Tworzyły, co można założyć, swoisty krąg pytań i nieuzasadnionych podejrzeń: „Paweł jest niby w porządku, ale przecież docierają do nas głosy, że on to i tamto, że on ma co prawda blizny, jako świadectwo prześladowań, ale przecież...”. Ten fragment listu tchnie aktualnością. Oskarżenie bez dowodów, podejrzenie wpisane w powszechne wątpliwości i pomówienia, generalizowanie zarzutów, ogólna atmosfera niechęci. To wszystko wystarcza, by rzucić cień na każdego ewangelizatora, by złamać go i wyizolować, by przestraszyć go i zniechęcić. I tutaj chyba nie trzeba już komentarza. •

Czytania »

Sylwia Toroszewska

|

GN 27/2019

Świeckim okiem

Wierzę, więc jestem zatrudniona w Bożym przedsiębiorstwie, któremu na imię Kościół. Mam swoje zadanie do wypełnienia. Jakie ono będzie – to już mój wolny wybór wspomagany natchnieniem Ducha Świętego. Posłanie robotników, o którym mówi Jezus, często kojarzy się tylko z ewangelizacją, happeningami, przedstawieniami czy innymi wydarzeniami organizowanymi przez kościelne wspólnoty. Nie każdy ma odwagę iść i wprost mówić niewierzącym o Bogu. Nie oznacza to jednak, że mam siedzieć bezczynnie. Owo posłanie może równie dobrze realizować się przez moją codzienność. Czy tam, gdzie jestem, umiem przyznać się do Kościoła? Czy umiem stanąć po jego stronie? Trwać w nim pomimo raz po raz ujawnianych afer, kapłańskich grzechów, podziałów we wspólnotach? Czy potrafię pójść z niewierzącym na kawę i spędzić z nim czas pomimo dzielących nas różnic? Czy jestem napełniona radością i wewnętrznym pokojem na tyle, by inni sami zaczęli pytać, skąd to się we mnie bierze? •

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy