Do Katwe udaję się z przyjacielem, o. Josaphatem Diyuo ze zgromadzenia Misjonarzy Afryki, który posługuje tam dla ponaddwutysięcznej społeczności Karamojong. Są jedną z 50 grup etnicznych Ugandy, a ich populację szacuje się na ok. pół miliona. To dumni pasterze wojownicy zamieszkujący surowe tereny Karamoja w północno-wschodniej części kraju. Ten niemal półpustynny obszar przy granicy z Kenią należy do najbardziej zmarginalizowanych przez rząd w Kampali, a trwające tam od lat krwawe walki o bydło okryły złą sławą region i jego mieszkańców. I nawet ci, którzy opuścili swoje ziemie, licząc na lepsze życie w stolicy, muszą mierzyć się ze stereotypami. – Przyjechali do Kampali za pracą, ale i w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Jednak ludzie tutaj często odnoszą się do nich z uprzedzeniami i lękiem – przyznaje Josaphat. Przodkowie ludu Karamojong dotarli na tereny dzisiejszej Ugandy w XVI w. z rejonu ówczesnej Abisynii (Etiopii), uciekając przed ekspansją islamu. Ich życie od wieków związane jest z hodowlą bydła i kóz. Niestabilność regionu, częste susze i brak perspektyw sprawiają, że wielu, zwłaszcza młodych, opuszcza rodzinne strony. Ci, którzy z nadzieją decydują się na migrację do stolicy, trafiają do Katwe. A tu zderzają się z brutalną rzeczywistością ulicy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








