Był wczesny ranek 6 maja 1527 roku. W mury Rzymu uderzył pierwszy szturm zbuntowanej armii cesarza niemieckiego i króla Hiszpanii Karola V. Najemni niemieccy landsknechci oraz hiszpańscy i włoscy żołnierze byli żądni łupów. Pierwszy atak odparto ogniem artylerii. Gdy w kolejnym szturmie zginął przewodzący najeźdźcom Karol de Bourbon, nic już nie mogło powstrzymać wściekłości ponad 20 tys. najemników. Miasta broniło zaledwie 5 tys. ludzi papieskiej milicji i 189 gwardzistów szwajcarskich. Obroną bramy Fornaci dowodził komendant gwardii Kaspar Röist. Szwajcarzy godnie zasłużyli na swoje motto „Dzielni i wierni”. 147 zginęło w walce, broniąc papieża i świętego miasta. Ostatni byli zabijani na schodach prowadzących do głównego ołtarza w Bazylice św. Piotra. Zadali jednak straty atakującym sięgające 900 ludzi. 42 gwardzistów na rozkaz zastępcy komendanta Herculesa Göldli wycofało się, aby eskortować papieża Klemensa VII tajnym przejściem w murach obronnych, tzw. Passetto di Borgo, prowadzącym do Zamku św. Anioła. Rzym zdany na łaskę zwycięzców doświadczył losu nieznanego od najazdu barbarzyńców. Palono, gwałcono i rabowano. Zabito wszystkich pacjentów Szpitala Świętego Ducha, profanowano kościoły. Luterańscy landsknechci przed murami zamku, w którym schronił się papież, urządzali parodie procesji katolickich. W rzezi na ulicach miasta zginęło ponad 12 tys. Rzymian. Jednak dramatyczne chwile Sacco di Roma (Złupienie Rzymu) i bohaterstwo papieskiej gwardii zjednoczyły papiestwo ze szwajcarskimi żołnierzami na zawsze. Na pamiątkę ich poświęcenia nowi rekruci do dziś przyjmowani są w szeregi 6 maja.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








