Żyjący w cieniu słynnych z kart Biblii cedrów chrześcijanie wydają się inni niż wyznawcy Chrystusa w Polsce.
Oni traktują swoją wiarę poważniej niż my, mocniej się z nią identyfikują. I żyją ze świadomością, że być może któregoś dnia trzeba będzie umrzeć za Jezusa. To nie przesada, nieraz słyszałem o tym od spotkanych w Libanie maronitów. Takie mają historyczne doświadczenia, w takim, czasem właśnie z powodu swojej wiary, nieprzyjaznym im społeczeństwie żyją. Sytuacja, w jakiej się znaleźli obecnie, związana z próbą zniszczenia przez Izrael szyickiego Hezbollahu, jest jednak dość absurdalna. Chrześcijanie, podobnie jak inne grupy religijne w Libanie, są od lat zakładnikami tej organizacji. Międzynarodowe sankcje – nakładane na ten kraj – w Hezbollah, wspierany przez Iran, uderzyły najmniej. Po izraelskiej inwazji na Liban w 2024 r. od słabego państwa zażądano, by sobie szybko z terrorystami poradziło. Nie udało się, więc teraz znów spadły nań izraelskie bomby. Chrześcijanie z południa kraju po raz kolejny zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów, by ratować życie. Pytania, w jaki sposób nieuzbrojeni chrześcijanie mają przegnać uzbrojonych po zęby terrorystów, z którymi świetnie wyposażona armia izraelska średnio sobie radzi, nikt nie zadaje. Trzeba rozbroić Hezbollah – słychać z różnych stron. Jak najbardziej. Tylko czemu za cenę ogromnych krzywd niewinnych Libańczyków?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł