Papież prowokacją dla stylu życia Niemców

Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom – powiedział niemiecki dziennikarz, Peter Seewald. Papież odwiedzi swoją ojczyznę w dniach 22-25 września.

Czego oczekuje Pan od wizyty Benedykta XVI w Niemczech?

Peter Seewald: Nasze społeczeństwo stanęło przed olbrzymimi problemami. Cała nasza planeta popadła w dramatyczne zamieszanie i jest w stanie wzburzenia. Powstaje pytanie: Co właściwie się dzieje? Co się stało, że znaleźliśmy się na równi pochyłej? Kto wpędził nas w to szaleństwo? Teraz potrzebujmy odpowiedzi, która nie będzie się opierać na trendach i modach, lecz dotknie istoty rzeczy. Musi ją dać ktoś, kto ma odwagę powiedzieć nam prawdę, nawet, gdy ona jest niewygodna. „Budujcie nie na piasku, lecz na skale” – powiedział Jezus. Wizyta wikariusza Chrystusa jest szansą, aby wyrwać ludzi z letargu. Benedykt XVI jest nie tylko świetnym myślicielem, lecz również pasterzem, który kocha ludzi. Jest tym, który z miłości i troski o przyszłość stara się nam pomóc. Idzie za Chrystusem, który nie był władcą, lecz sługą sług i jest nauczycielem narodów do końca czasów. Każdy następca Jezusa jest obdarzony szczególnym charyzmatem. Jest stróżem Tajemnicy, krzewicielem prawdy, budowniczym mostów. Buduje mosty nie tylko między narodami, lecz także między człowiekiem a Bogiem, między niebem a ziemią. Benedykt XVI nie jest żadną szarą eminencją, lecz tym, który niesie światło w ciemności. W takim kontekście powinna być postrzegana jego wizyta w Niemczech.

Co da Niemcom ta wizyta?

– Niemcy są ciężkim terenem. Z powodu naszej szczególniej historii brakuje nam obecnie tożsamości. Nie wiemy skąd przybyliśmy, kim jesteśmy. Zacytuję pytanie Małgorzaty z „Fausta” Goethego: „Co sądzisz o religii?” Odpowiedź na to pytanie stanowiła istotę i los tego narodu. Odpowiedzią było prawie tysiącletnie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, które kształtowało Europę. To był rozkwit niemieckich miast, które powstawały wokół katedr, pierwsze uniwersytety, które przygotowywały epokę nauki, żydowsko-chrześcijańskie mieszczaństwo, które dawało europejskiej kulturze główne impulsy. Był to też podział Kościoła. To na niemieckiej ziemi świat łaciński rozpadł się na dwie części. W znacznym stopniu z odpowiedzi lub jej braku na pytanie o religię zrodził się tutaj diaboliczny reżim, który spowodował największy pożar wszystkich czasów i doprowadził do Holokaustu. Obecnie we wszystkich dziedzinach życia dominuje u nas pogańska kultura. Dla chrześcijaństwa jest to czas egzaminu. Dlatego pierwsza oficjalna wizyta w ojczyźnie jest dla następcy św. Piotra szczególnie ważna. Nie jesteśmy już w początkowej fazie jego pontyfikatu. Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom.

Nie denerwują Pana zapowiadane antypapieskie protesty?

– Papież jest prowokacją dla stylu życia wielu ludzi. To tak, jakby postawić przed nimi lustro, a to nie zawsze jest przyjemne. Dla innych, papież jest największym wrogiem, który im pozostał. Sądzą oni, że jest to rzeczywiście wróg postępu. To, że przeciwnik nie daje im wystarczających argumentów do ataku, czyni ich jeszcze bardziej agresywnymi. Budują kukłę, fałszywy i wyimaginowany obraz, aby wróg był bardziej niebezpieczny, aby tym samym usprawiedliwić swoją wojenną retorykę i demagogię. Pokazują tolerancję „tolerancyjnych”, którzy chcą nieograniczonej wolności, lecz nie chcą być tolerancyjni, jeśli chodzi o rzeczy, które im nie pasują. „Kolorowa republika” brzydko wygląda na tle przedstawiciela katolickiej wspólnoty wiary. Ostatecznie taki szał i ogłupiane społeczeństwa wychodzi papieżowi na dobre. Ludzie widzą, że jest zupełnie inaczej, że jest to karykatura papieża. Tak było w czasie wizyty w Anglii i nie inaczej będzie w Niemczech. Rozczarowują mnie także protestanckie media, które nieprzerwanie mówią o braterstwie, a w słowach powitania chcą wylać swoją żółć na papieża.

Dlaczego papież jest tak kontestowany? Pomijając, że Benedykt XVI jest głową Kościoła katolickiego, ale jest pierwszym od 500 lat papieżem Niemcem, wielkim autorytetem światowej rangi, wielkim powodem do dumy....

– To jest również wynik dramatycznego rozwoju naszego społeczeństwa, który człowieka uczynił miarą wszystkich rzeczy i pielęgnuje do granic możliwości własne ego. Paradoks polega na tym, że większość protestujących nie wie nic o wierze, nic o Kościele, ale w każdym przypadku wie, że wszystko, co z nim związane, jest złe. Nie stawiają żadnych pytań o historię Kościoła, jego błędy i ograniczenia. Nie widzą, że Kościół w istocie rzeczy reprezentuje kulturę umiarkowania, cywilizację pokoju i solidarności, połączoną w wielkim związku z Bogiem w dziejach, które dążą do ostatecznego kresu, a ten jest oczywiście początkiem nowego. Bardzo trafnie wybrano hasło papieskiej wizyty: „Gdzie Bóg – tam przyszłość”. Tam gdzie nie ma Boga, tam nie ma żadnej przyszłości.

Gdzie tkwią korzenie tej krytyki?

– Problem ten ma w Niemczech wiele warstw. Ma na pewno związek z podziałem Kościoła, naszymi winami jako narodu, brakiem tożsamości, a także zgranym już antyrzymskim i antykatolickim kompleksem. Katolicy byli w tym kraju często prześladowani. W czasach bismarkowskiego „kulturkampfu” tracili obywatelskie prawa, a w czasach nazistowskich traktowani byli jako „wrogi element”. Naziści powtarzali: najpierw zlikwidujemy Żydów, a później ich przyjaciół.
Krytyka papieża i Kościoła rzymskokatolickiego nie jest zabroniona, ale musi być rzetelna. Jeśli politycy i spece od mediów uprawiają ją w stylu jakobińskim używając gilotyny, to to już nie są żarty. Tak się stało przy skandalach nadużyć seksualnych dokonywanych przez ludzi Kościoła. Większość mediów przekroczyła wszelkie standardy przyzwoitego dziennikarstwa. Albo weźmy antypapieską i krytyczną wobec Kościoła organizację „Wir sind Kirche” (My jesteśmy Kościołem), która skupia niewielką liczbę zwolenników i od 15 lat niczego istotnego nie dokonała, ale w niemieckich mediach poświęca się czasami o wiele więcej uwagi niż wszystkim biskupom razem wziętym. Dlatego też trudno teraz powiedzieć, jakie są rzeczywiste nastroje w kraju przed wizytą papieża. Patrząc na media publiczne wydaje się, że nikt w Niemczech nie interesuje się Benedyktem XVI. Z drugiej strony rzeczywistość jest inna. Jego książki cały czas zajmują czołowe pozycje na listach bestsellerów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Papież prowokacją dla stylu życia Niemców

Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom – powiedział niemiecki dziennikarz, Peter Seewald. Papież odwiedzi swoją ojczyznę w dniach 22-25 września.

Czego oczekuje Pan od wizyty Benedykta XVI w Niemczech?

Peter Seewald: Nasze społeczeństwo stanęło przed olbrzymimi problemami. Cała nasza planeta popadła w dramatyczne zamieszanie i jest w stanie wzburzenia. Powstaje pytanie: Co właściwie się dzieje? Co się stało, że znaleźliśmy się na równi pochyłej? Kto wpędził nas w to szaleństwo? Teraz potrzebujmy odpowiedzi, która nie będzie się opierać na trendach i modach, lecz dotknie istoty rzeczy. Musi ją dać ktoś, kto ma odwagę powiedzieć nam prawdę, nawet, gdy ona jest niewygodna. „Budujcie nie na piasku, lecz na skale” – powiedział Jezus. Wizyta wikariusza Chrystusa jest szansą, aby wyrwać ludzi z letargu. Benedykt XVI jest nie tylko świetnym myślicielem, lecz również pasterzem, który kocha ludzi. Jest tym, który z miłości i troski o przyszłość stara się nam pomóc. Idzie za Chrystusem, który nie był władcą, lecz sługą sług i jest nauczycielem narodów do końca czasów. Każdy następca Jezusa jest obdarzony szczególnym charyzmatem. Jest stróżem Tajemnicy, krzewicielem prawdy, budowniczym mostów. Buduje mosty nie tylko między narodami, lecz także między człowiekiem a Bogiem, między niebem a ziemią. Benedykt XVI nie jest żadną szarą eminencją, lecz tym, który niesie światło w ciemności. W takim kontekście powinna być postrzegana jego wizyta w Niemczech.

Co da Niemcom ta wizyta?

– Niemcy są ciężkim terenem. Z powodu naszej szczególniej historii brakuje nam obecnie tożsamości. Nie wiemy skąd przybyliśmy, kim jesteśmy. Zacytuję pytanie Małgorzaty z „Fausta” Goethego: „Co sądzisz o religii?” Odpowiedź na to pytanie stanowiła istotę i los tego narodu. Odpowiedzią było prawie tysiącletnie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, które kształtowało Europę. To był rozkwit niemieckich miast, które powstawały wokół katedr, pierwsze uniwersytety, które przygotowywały epokę nauki, żydowsko-chrześcijańskie mieszczaństwo, które dawało europejskiej kulturze główne impulsy. Był to też podział Kościoła. To na niemieckiej ziemi świat łaciński rozpadł się na dwie części. W znacznym stopniu z odpowiedzi lub jej braku na pytanie o religię zrodził się tutaj diaboliczny reżim, który spowodował największy pożar wszystkich czasów i doprowadził do Holokaustu. Obecnie we wszystkich dziedzinach życia dominuje u nas pogańska kultura. Dla chrześcijaństwa jest to czas egzaminu. Dlatego pierwsza oficjalna wizyta w ojczyźnie jest dla następcy św. Piotra szczególnie ważna. Nie jesteśmy już w początkowej fazie jego pontyfikatu. Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom.

Nie denerwują Pana zapowiadane antypapieskie protesty?

– Papież jest prowokacją dla stylu życia wielu ludzi. To tak, jakby postawić przed nimi lustro, a to nie zawsze jest przyjemne. Dla innych, papież jest największym wrogiem, który im pozostał. Sądzą oni, że jest to rzeczywiście wróg postępu. To, że przeciwnik nie daje im wystarczających argumentów do ataku, czyni ich jeszcze bardziej agresywnymi. Budują kukłę, fałszywy i wyimaginowany obraz, aby wróg był bardziej niebezpieczny, aby tym samym usprawiedliwić swoją wojenną retorykę i demagogię. Pokazują tolerancję „tolerancyjnych”, którzy chcą nieograniczonej wolności, lecz nie chcą być tolerancyjni, jeśli chodzi o rzeczy, które im nie pasują. „Kolorowa republika” brzydko wygląda na tle przedstawiciela katolickiej wspólnoty wiary. Ostatecznie taki szał i ogłupiane społeczeństwa wychodzi papieżowi na dobre. Ludzie widzą, że jest zupełnie inaczej, że jest to karykatura papieża. Tak było w czasie wizyty w Anglii i nie inaczej będzie w Niemczech. Rozczarowują mnie także protestanckie media, które nieprzerwanie mówią o braterstwie, a w słowach powitania chcą wylać swoją żółć na papieża.

Dlaczego papież jest tak kontestowany? Pomijając, że Benedykt XVI jest głową Kościoła katolickiego, ale jest pierwszym od 500 lat papieżem Niemcem, wielkim autorytetem światowej rangi, wielkim powodem do dumy....

– To jest również wynik dramatycznego rozwoju naszego społeczeństwa, który człowieka uczynił miarą wszystkich rzeczy i pielęgnuje do granic możliwości własne ego. Paradoks polega na tym, że większość protestujących nie wie nic o wierze, nic o Kościele, ale w każdym przypadku wie, że wszystko, co z nim związane, jest złe. Nie stawiają żadnych pytań o historię Kościoła, jego błędy i ograniczenia. Nie widzą, że Kościół w istocie rzeczy reprezentuje kulturę umiarkowania, cywilizację pokoju i solidarności, połączoną w wielkim związku z Bogiem w dziejach, które dążą do ostatecznego kresu, a ten jest oczywiście początkiem nowego. Bardzo trafnie wybrano hasło papieskiej wizyty: „Gdzie Bóg – tam przyszłość”. Tam gdzie nie ma Boga, tam nie ma żadnej przyszłości.

Gdzie tkwią korzenie tej krytyki?

– Problem ten ma w Niemczech wiele warstw. Ma na pewno związek z podziałem Kościoła, naszymi winami jako narodu, brakiem tożsamości, a także zgranym już antyrzymskim i antykatolickim kompleksem. Katolicy byli w tym kraju często prześladowani. W czasach bismarkowskiego „kulturkampfu” tracili obywatelskie prawa, a w czasach nazistowskich traktowani byli jako „wrogi element”. Naziści powtarzali: najpierw zlikwidujemy Żydów, a później ich przyjaciół.
Krytyka papieża i Kościoła rzymskokatolickiego nie jest zabroniona, ale musi być rzetelna. Jeśli politycy i spece od mediów uprawiają ją w stylu jakobińskim używając gilotyny, to to już nie są żarty. Tak się stało przy skandalach nadużyć seksualnych dokonywanych przez ludzi Kościoła. Większość mediów przekroczyła wszelkie standardy przyzwoitego dziennikarstwa. Albo weźmy antypapieską i krytyczną wobec Kościoła organizację „Wir sind Kirche” (My jesteśmy Kościołem), która skupia niewielką liczbę zwolenników i od 15 lat niczego istotnego nie dokonała, ale w niemieckich mediach poświęca się czasami o wiele więcej uwagi niż wszystkim biskupom razem wziętym. Dlatego też trudno teraz powiedzieć, jakie są rzeczywiste nastroje w kraju przed wizytą papieża. Patrząc na media publiczne wydaje się, że nikt w Niemczech nie interesuje się Benedyktem XVI. Z drugiej strony rzeczywistość jest inna. Jego książki cały czas zajmują czołowe pozycje na listach bestsellerów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wybrane dla Ciebie

Papież prowokacją dla stylu życia Niemców

Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom – powiedział niemiecki dziennikarz, Peter Seewald. Papież odwiedzi swoją ojczyznę w dniach 22-25 września.

Czego oczekuje Pan od wizyty Benedykta XVI w Niemczech?

Peter Seewald: Nasze społeczeństwo stanęło przed olbrzymimi problemami. Cała nasza planeta popadła w dramatyczne zamieszanie i jest w stanie wzburzenia. Powstaje pytanie: Co właściwie się dzieje? Co się stało, że znaleźliśmy się na równi pochyłej? Kto wpędził nas w to szaleństwo? Teraz potrzebujmy odpowiedzi, która nie będzie się opierać na trendach i modach, lecz dotknie istoty rzeczy. Musi ją dać ktoś, kto ma odwagę powiedzieć nam prawdę, nawet, gdy ona jest niewygodna. „Budujcie nie na piasku, lecz na skale” – powiedział Jezus. Wizyta wikariusza Chrystusa jest szansą, aby wyrwać ludzi z letargu. Benedykt XVI jest nie tylko świetnym myślicielem, lecz również pasterzem, który kocha ludzi. Jest tym, który z miłości i troski o przyszłość stara się nam pomóc. Idzie za Chrystusem, który nie był władcą, lecz sługą sług i jest nauczycielem narodów do końca czasów. Każdy następca Jezusa jest obdarzony szczególnym charyzmatem. Jest stróżem Tajemnicy, krzewicielem prawdy, budowniczym mostów. Buduje mosty nie tylko między narodami, lecz także między człowiekiem a Bogiem, między niebem a ziemią. Benedykt XVI nie jest żadną szarą eminencją, lecz tym, który niesie światło w ciemności. W takim kontekście powinna być postrzegana jego wizyta w Niemczech.

Co da Niemcom ta wizyta?

– Niemcy są ciężkim terenem. Z powodu naszej szczególniej historii brakuje nam obecnie tożsamości. Nie wiemy skąd przybyliśmy, kim jesteśmy. Zacytuję pytanie Małgorzaty z „Fausta” Goethego: „Co sądzisz o religii?” Odpowiedź na to pytanie stanowiła istotę i los tego narodu. Odpowiedzią było prawie tysiącletnie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, które kształtowało Europę. To był rozkwit niemieckich miast, które powstawały wokół katedr, pierwsze uniwersytety, które przygotowywały epokę nauki, żydowsko-chrześcijańskie mieszczaństwo, które dawało europejskiej kulturze główne impulsy. Był to też podział Kościoła. To na niemieckiej ziemi świat łaciński rozpadł się na dwie części. W znacznym stopniu z odpowiedzi lub jej braku na pytanie o religię zrodził się tutaj diaboliczny reżim, który spowodował największy pożar wszystkich czasów i doprowadził do Holokaustu. Obecnie we wszystkich dziedzinach życia dominuje u nas pogańska kultura. Dla chrześcijaństwa jest to czas egzaminu. Dlatego pierwsza oficjalna wizyta w ojczyźnie jest dla następcy św. Piotra szczególnie ważna. Nie jesteśmy już w początkowej fazie jego pontyfikatu. Od papieża możemy oczekiwać bardzo ważnego przesłania. Może nawet czegoś w rodzaju „testamentu Benedykta”, który pozostawi swoim rodakom.

Nie denerwują Pana zapowiadane antypapieskie protesty?

– Papież jest prowokacją dla stylu życia wielu ludzi. To tak, jakby postawić przed nimi lustro, a to nie zawsze jest przyjemne. Dla innych, papież jest największym wrogiem, który im pozostał. Sądzą oni, że jest to rzeczywiście wróg postępu. To, że przeciwnik nie daje im wystarczających argumentów do ataku, czyni ich jeszcze bardziej agresywnymi. Budują kukłę, fałszywy i wyimaginowany obraz, aby wróg był bardziej niebezpieczny, aby tym samym usprawiedliwić swoją wojenną retorykę i demagogię. Pokazują tolerancję „tolerancyjnych”, którzy chcą nieograniczonej wolności, lecz nie chcą być tolerancyjni, jeśli chodzi o rzeczy, które im nie pasują. „Kolorowa republika” brzydko wygląda na tle przedstawiciela katolickiej wspólnoty wiary. Ostatecznie taki szał i ogłupiane społeczeństwa wychodzi papieżowi na dobre. Ludzie widzą, że jest zupełnie inaczej, że jest to karykatura papieża. Tak było w czasie wizyty w Anglii i nie inaczej będzie w Niemczech. Rozczarowują mnie także protestanckie media, które nieprzerwanie mówią o braterstwie, a w słowach powitania chcą wylać swoją żółć na papieża.

Dlaczego papież jest tak kontestowany? Pomijając, że Benedykt XVI jest głową Kościoła katolickiego, ale jest pierwszym od 500 lat papieżem Niemcem, wielkim autorytetem światowej rangi, wielkim powodem do dumy....

– To jest również wynik dramatycznego rozwoju naszego społeczeństwa, który człowieka uczynił miarą wszystkich rzeczy i pielęgnuje do granic możliwości własne ego. Paradoks polega na tym, że większość protestujących nie wie nic o wierze, nic o Kościele, ale w każdym przypadku wie, że wszystko, co z nim związane, jest złe. Nie stawiają żadnych pytań o historię Kościoła, jego błędy i ograniczenia. Nie widzą, że Kościół w istocie rzeczy reprezentuje kulturę umiarkowania, cywilizację pokoju i solidarności, połączoną w wielkim związku z Bogiem w dziejach, które dążą do ostatecznego kresu, a ten jest oczywiście początkiem nowego. Bardzo trafnie wybrano hasło papieskiej wizyty: „Gdzie Bóg – tam przyszłość”. Tam gdzie nie ma Boga, tam nie ma żadnej przyszłości.

Gdzie tkwią korzenie tej krytyki?

– Problem ten ma w Niemczech wiele warstw. Ma na pewno związek z podziałem Kościoła, naszymi winami jako narodu, brakiem tożsamości, a także zgranym już antyrzymskim i antykatolickim kompleksem. Katolicy byli w tym kraju często prześladowani. W czasach bismarkowskiego „kulturkampfu” tracili obywatelskie prawa, a w czasach nazistowskich traktowani byli jako „wrogi element”. Naziści powtarzali: najpierw zlikwidujemy Żydów, a później ich przyjaciół.
Krytyka papieża i Kościoła rzymskokatolickiego nie jest zabroniona, ale musi być rzetelna. Jeśli politycy i spece od mediów uprawiają ją w stylu jakobińskim używając gilotyny, to to już nie są żarty. Tak się stało przy skandalach nadużyć seksualnych dokonywanych przez ludzi Kościoła. Większość mediów przekroczyła wszelkie standardy przyzwoitego dziennikarstwa. Albo weźmy antypapieską i krytyczną wobec Kościoła organizację „Wir sind Kirche” (My jesteśmy Kościołem), która skupia niewielką liczbę zwolenników i od 15 lat niczego istotnego nie dokonała, ale w niemieckich mediach poświęca się czasami o wiele więcej uwagi niż wszystkim biskupom razem wziętym. Dlatego też trudno teraz powiedzieć, jakie są rzeczywiste nastroje w kraju przed wizytą papieża. Patrząc na media publiczne wydaje się, że nikt w Niemczech nie interesuje się Benedyktem XVI. Z drugiej strony rzeczywistość jest inna. Jego książki cały czas zajmują czołowe pozycje na listach bestsellerów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecane filmy

Najnowszy numer

GN 23/2026

7 czerwca 2026

ks. Marek Gancarczyk ks. Marek Gancarczyk Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media. Święcenia kapłańskie przyjął w 1992 roku. Przez cztery lata pełnił funkcję wikariusza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybniku-Niedobczycach. W roku 1996 otrzymał nominację na redaktora naczelnego miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”. Funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny” pełnił od 2003 do 2018. W 2025 roku ponownie objął to stanowisko. W 2008 roku otrzymał nagrodę „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Od 2018 roku jest prezesem zarządu Fundacji Opoka. Od 2018 do 2025 roku był redaktorem naczelnym portalu Opoka.

Przyszedł czas na uczynki miłosierdzia względem duszy

Żaden naród nie ma prawa do takiej interpretacji swojej historii, która pomijałaby odniesienie do prawdy i zasad moralnych.

Więcej w Artykuł