Barbara Gruszka-Zych: W książce „Moi ważni” uznałam Pana za jednego z moich mistrzów. Pan też lubi szukać osób wskazujących drogę.
Éric-Emmanuel Schmitt: Sprzyja temu mój wiek, bo młodemu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy. Im więcej mamy lat, tym bardziej widzimy, jak są nam potrzebni nauczyciele, odkrywający nowe kontynenty.
Ale w młodości też inspirowali nas starsi. Ja miałam niezwykłego dziadka, który dwukrotnie uratował tonące dzieci.
Wielką postacią mojego dzieciństwa też był mój dziadek – mistrz oprawiania kamieni szlachetnych w złoto. Choć majątek przechodził przez jego ręce, nigdy się nie wzbogacił. Do pracy jubilerskiej zakładał skórzany fartuch i zawsze po skończonej dniówce szklaną pipetą ściągał z niego złoty pył. Sto razy zwracałem mu uwagę, że nie widać, by coś uzbierał. Uśmiechał się wtedy wyrozumiale i odpowiadał: „Jeszcze zobaczysz”. Kiedy umarł w wieku 60 lat, a babcia nie wiedziała, jak powiązać koniec z końcem, okazało się, jaką wielką wartość ma ten odkładany przez dziadka złoty pył. Stał się studnią, z której babcia czerpała finanse. Obserwowanie dziadka nauczyło mnie, że warto być cierpliwym. Że z drobinek złota ściąganych z fartucha można uzbierać bogactwo.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








