GN 3/2019 Archiwum

Uświęcanie brudnych nóg

Wokół biografii Caravaggia narosło wiele niesprawiedliwych mitów. Włoski reżyser i pisarz Alberto Macchi rozprawia się z wieloma z nich.

Nie mogę mówić źle o Caravaggiu – deklaruje Alberto Macchi. – Tylko na jego obrazach święci tak namacalnie schodzili na ziemię. Bo i sam malarz nie fruwał, ale stąpał po niej mocno – podkreśla. A Macchi wie, co mówi, bo jak rzadko kto zna się na świętych i błogosławionych. Pisząc swoje kolejne sztuki, gruntownie studiował życiorysy Stanisława Kostki, Brata Alberta, Alojzego Felińskiego. Krytycy zaznaczają, że pokazuje świętych ze słabościami, zbliżając ich przez to do zwykłych śmiertelników. Na przykład św. Brata Alberta – palącego papierosy podczas malowania. Ten włoski dramaturg i reżyser mieszkający w Rzymie i w Warszawie przedstawia Caravaggia w innej odsłonie. A perfekcyjnie opracowane sceny z jego spektaklu „Człowiek – Carravaggio” to ożywione płótna barokowego mistrza. Macchi ze swoją Grupą Teatralną „Esperiente” pokazuje go w ramach działalności Stowarzyszenia Włochów w Polsce w różnych ośrodkach kulturalnych stolicy. – „Esperiente” to przydomek Filippa Buonaccorsiego, uczonego, zwanego także Kallimachem, który w Polsce, szerzył kulturę swojego kraju – wyjaśnia.
– Eksportował doświadczenia włoskie na grunt polski. Chcielibyśmy go naśladować.

Topielica Madonną

– Caravaggio był autentyczny, prawdziwy i dlatego jego postać przyciąga – opowiada twórca spektaklu. – Wśród współczesnych wzbudzał kontrowersje, bo przedstawiając świętych, malował ludzi z ulicy, eksponując niepasujące dla typowego przedstawienia sacrum szczegóły rzeczywistości. Na przykład, jak podają historycy sztuki, pierwowzorem „Madonny pielgrzymów”, namalowanej do kościoła Sant’ Agostino, była kobieta lekkich obyczajów z Piazza Nuova o imieniu Lena. Z kolei „Śmierć Madonny” stała się rzeczywistym portretem topielicy z Tybru. Zamawiający nie chcieli go do kościoła Madonna della Scala na Zatybrzu. Dopiero Rubens – kolega Caravaggia – wystawił obraz na Piazza Navona. Giovanni

Baglione, żyjący współcześnie z Caravaggiem jego biograf, zwrócił uwagę, że został on zdjęty ze ściany kościoła, bo artysta przedstawił Madonnę opuchniętą i z odsłoniętymi nogami. Dziś to niechciane płótno zdobi Luwr. W pierwszej wersji „Nawrócenia w drodze do Damaszku”, zamówionej do kościoła Santa Maria del Popolo, bardziej niż św. Paweł zwracał uwagę koński zad. Dlatego artysta musiał namalować drugą. Podobno zapytany przez zleceniodawców, dlaczego umieścił w centrum konia, a nie świętego, odpowiedział nonszalancko: „Bo tak!”. „Czy koń jest bogiem?” – naciskano. „Nie, ale stoi w Bożym świetle” – brzmiała odpowiedź.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Eterno Vagabundo
    26.08.2011 18:55

    Czasem ci z ulicy, w istocie nieświęci,
    Do wielkich ról w świecie bywają przyjęci.
    W ogóle nie po to, by im grzechy zmazać,
    Lecz żeby glazurę piękna w nich pokazać.

    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji