Piętnaście lat temu w katastrofie lotniczej po Smoleńskiem zginęła elita polskiego państwa: prezydent Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, biskupi, księża, generałowie, ministrowie, parlamentarzyści, szefowie najważniejszych urzędów państwowych, kombatanci, przedstawiciele rodzin katyńskich, funkcjonariusze BOR, załoga samolotu. 96 osób. Nie sposób skasować z pamięci zarówno obrazów z miejsca katastrofy, jak i 96 wielkoformatowych czarno-białych zdjęć na placu Piłsudskiego. A zwłaszcza nieprzeliczonych tłumów oddających ofiarom hołd na Krakowskim Przedmieściu. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego w ciągu minionych 15 lat zrobiono wiele, by Smoleńsk – tak jak był narodową traumą – stał się narodowym tabu. To, co mogło i powinno nami wstrząsnąć, przebudzić nas i odmienić, zostało całkowicie odarte z powagi i stało się przyczyną zgorszenia. Wypieramy z pamięci zarówno przyczyny, jak i skutki katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Nie chcemy rozmawiać o książkach, które o tym napisano, wystawiać sztuk i realizować wielkich fabuł. Dlaczego tak się dzieje?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








