Piaskowy kolor tego niewysokiego kościoła na wschodnich przedmieściach Melbourne przyciąga wzrok przechodniów, ale tym, co ich zatrzymuje na dłużej, jest wyeksponowany na zewnątrz, przy ruchliwej ulicy, obraz Jezusa Miłosiernego. – Wiem, że przykuwa wzrok i serca. Spojrzenie Jezusa przyprowadza do nas ludzi, którzy w innym wypadku nigdy nie weszliby do świątyni – mówi ks. Kamil Żyłczyński, rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Keysborough.
Jak zauważa, wielu mieszkańców Australii dotarło w życiu do takiego punktu, w którym mogą powiedzieć, że osiągnęli już wszystko, żyją w dobrobycie i poczuciu bezpieczeństwa, niczego im nie brakuje. – I właśnie w takim momencie odzywa się poczucie pustki. Nie mają już do czego dążyć, nie mają nowych celów w życiu. W tę pustkę wchodzi łaska Boża – twierdzi chrystusowiec.
Siła zwyczajnych gestów
Niedawno spotkał w kościele pewnego mężczyznę. Ten Australijczyk podziękował za to, że wspólnota parafialna ma odwagę, by umieścić obraz Miłosiernego w tak eksponowanym miejscu, przy drodze. W zlaicyzowanym społeczeństwie, w którym znakomita większość ludzi nie wierzy w Boga, jest to faktycznie akt odwagi. – Widok tego wizerunku miał bardzo konkretne znaczenie dla tego pana w jego osobistej historii życia. Przyszedł do nas, by za to podziękować – dodaje kapłan.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








