Najnowsza opowieść norweskiego noblisty zaczyna się znanym z jego powieści „Septologia” motywem samotnej podróży samochodem. Mężczyzna, o którym wiadomo niewiele ponad to, że nigdy się nie nudzi, wyrusza w drogę bez konkretnego celu. Zaledwie po paru zdaniach czterdziestostronicowej noweli czytelnik ląduje wraz z nim w dość upiornym lesie. „Myślę, że jestem teraz w głębi czarnego lasu, jest mróz i jest mi zimno. A przed sobą widzę świetlistą istotę, która się do mnie zbliża” – opowiada narrator tej sugestywnej, porywającej prozy.
Czarny las i tytułowa białość obcej postaci to przeciwieństwo, na którym Fosse osadza cały literacki pejzaż, pozbawiony innych barw niż czerń i biel. Wraz z biegiem zdarzeń niczego nie można być pewnym. Podobnie jak bohater tracimy nie tylko grunt pod nogami, ale i poczucie czasu („może to już kilka lat temu, a może kilka dni…”). Wreszcie, jak on, nieruchomiejemy, zafascynowani językiem tego skromnego dzieła, obfitującego pętlami powtórzeń. Jak wyjaśniał autor w wykładzie noblowskim, powtórzenia w prozie mają podobną funkcję do pauz w sztukach teatralnych. – Za językiem pisanym ukrywa się milczący język. Jego również trzeba wyrazić – stwierdził wówczas Fosse.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








