Nowy numer 38/2021 Archiwum

Skrzywione pokolenie

Polska młodzież jest coraz wyższa, ale też... coraz bardziej krzywa. Na bóle kręgosłupa skarży się 80 proc. uczniów. A 6 proc. nie jest w stanie schylić się i podnieść czegokolwiek z podłogi.

Z raportu NIK wynika, że tylko w ok. 12 proc. szkół nauczyciele proponowali uczniom zróżnicowanie oferty zajęć (np. naukę pływania lub aerobik). Kontrolerzy NIK potwierdzili, że nauczyciele wf. nie starają się rozpoznawać indywidualnych możliwości uczniów i nie dostosowują do nich systemu oceniania. Uczniowie nie są oceniani na podstawie indywidualnych postępów, tylko na podstawie sztywnych norm dostosowanych do wieku. – Nie znoszę wf., bo choćbym nie wiem jak się starał, zawsze mam tylko trójkę – skarży się Michał, warszawski szóstoklasista. Jest najmniejszy w klasie i trudno mu dorównać o głowę wyższym rówieśnikom choćby w odległości skoku w dal czy rzucie piłeczką. Ćwiczyć nie lubi też jego kolega Grześ. Chłopiec ma astmę i aktywność fizyczna w jego przypadku jest wręcz sposobem leczenia, o czym przekonują alergolodzy. Ale jak chłopiec ma mieć chęć ćwiczyć, skoro w biegach jest zawsze ostatni, koledzy się z niego podśmiewają, a gdy nauczyciel stawia mu lepszą ocenę z racji choroby, uważają, że to niesprawiedliwe?

Wielu uczniom nie odpowiada też to, że nauczyciele podczas lekcji preferują gry zespołowe (siatkówka, koszykówka, piłka nożna). Uczniowie słabsi fizycznie podczas gier zespołowych często są wyśmiewani przez bardziej sprawnych rówieśników. Inne formy aktywności, uznawane przez uczniów za atrakcyjne, jak np. tenis stołowy, tańce, aerobik i pływanie, stanowią, zaledwie margines wszystkich prowadzonych zajęć – stwierdza raport NIK. – Od kiedy pamiętam, zawsze ma myśl o lekcji wychowania fizycznego dostaję nerwicy. Bardzo bym chciała dostać zwolnienie, ale wątpliwe, że moja lekarka mi je wyda. Jak zwykle powie: „sport to zdrowie”. Tylko że lekarze nie wiedzą, co się na takich lekcjach dzieje.

Wf. to nie jest nic, co służy zdrowiu, wręcz przeciwnie. Mam już dość ciągłego strachu, wyśmiewania się ze mnie: „no bo przecież jak można nie umieć grać w siatkę?” – mówi Julita z II klasy gimnazjum. Jeśli nie uda się uzyskać zwolnienia od lekarza, uczniowie starają się wyprosić je u rodziców. Jeśli ci nie ulegną, uważając, że aktywność fizyczna jest ważna, młodzież radzi sobie, jak może. Najczęściej po prostu nie ćwiczy na zajęciach, wymawiając się brakiem stroju, bólem brzucha, ręki, nogi; dziewczyny także niedyspozycją. – Piszę sobie sama usprawiedliwienia. I tak nasz nauczyciel wf. ich nie sprawdza – opowiada na jednym z młodzieżowych forów internetowych Monika. – Nie noszę stroju, już nawet mojemu psorowi znudziło się stawiać mi jedynki. Siadam na ławce i tyle. Albo ulatniam się do szatni – dopowiada Milena. – Mówię, że jestem niedysponowana. Gdy wuefista pyta mnie, który to już raz w tym miesiącu, mówię, że mogę mu to udowodnić i udaję, że rozpinam rozporek. Zawsze skutkuje – radzi innym Doris.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama