Nowy numer 25/2018 Archiwum

Nikogo się nie boję

O ocaleniu z Pawiaka, machaniu nogą i ucieczce przed wilkami z aktorką Aliną Janowską rozmawiają Marcin Jakimowicz i Dominik Jabs

Ile ich było?
– Około dwustu.

Spotyka Pani na ulicy swoich dawnych podopiecznych?
– Tak. Kiedyś siedzę w restauracji na Starym Mieście (rzadko mi się to zdarza). Patrzę: dziewczyna sprzedaje kwiatki. Wołam: Słuchaj, tyś była w pierwszym „Gnieździe”! A ona się śmieje. Ułożyła sobie życie, ma dziecko.

Bliższa jest Pani ewangeliczna Marta niż Maria...
– Ooo, tak! Ja bym się krzątała koło Jezusa i mówiła: Mów, mów, ja słyszę. Nie wyobrażam sobie, że nic nie robię. Nie mam kiedy wziąć książki do ręki…

A ogląda Pani telewizję?
– Tak. Zaraz zasypiam. Tenis wytrzymam do końca. Boże, nie widziałam ostatnio nawet siatkówki. Tylko słyszałam krzyki na planie...

Przy jakim filmie Pani ostatnio nie zasnęła?
– Oj, nie pamiętam. Wiecie, chyba mam alzheimera. Nie wiem, co było przed chwilą, a wyrecytuję siedemnaście nazwisk pułku konnego w Garwolinie z 1934 roku.

Ogląda Pani swoje filmy?
– Nie. Choć ostatnio przechodzę i widzę: Cholerka, ktoś nieźle gra. Patrzę, a to ja (śmiech).

Skąd u Pani tyle energii?
– Ze sportów: koszykówki, siatkówki, tenisa, nart.

« 2 3 4 5 6 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama