GN 48/2020 Archiwum

Zbrodnia i pocieszenie

Pytanie o przyczynę czytania kryminałów pozostaje zagadką nie większą niż ta, którą stawiają przed czytelnikiem ich autorzy. Skąd bierze się popularność tej literatury?

W poszukiwaniu siebie
Świat czytelników oszalał na punkcie szwedzkiego komisarza Kurta Wallandera, stworzonego przez Henninga Mankella Fascynacja Wallanderem to jedna z największych zagadek. Detektyw ten bowiem jest niczym nie wyróżniającym się policjantem, akcja snuje się powoli, brakuje błyskotliwych sentencji. A jednak Polacy pokochali komisarza po przejściach (rozwód, skomplikowane relacje z nastoletnią córką). Postać stworzoną przez Mankella spotykamy aż w ośmiu wydanych w Polsce powieściach – jest to zatem bohater rozwijający się, zmieniający swoje patrzenie na świat pod wpływem spotkanego zła. Wallander zmienia się bardzo wolno. Oczywiście spotykają go różne trudności w życiu osobistym, jednak dopiero w kolejnych powieściach zdradza swoje niepokoje religijne. W powieści „O krok”, siódmej części przygód, dzieli się skrywanym sekretem łączącym go ze zmarłymi. Nocami śnią mu się osoby, których spraw nie rozwiązał, twarze ofiar, których mordercy pozostali bezkarni. Te sny to jedyna łączność Wallandera ze światem duchowym.

Zło, z którym przychodzi zmierzyć się detektywowi z Ystad, to w rzeczywistości tylko człowiek, bez pierwiastków nadludzkich. W trakcie jednego z dochodzeń Wallander podsumowuje swoje doświadczenie w wieloletnim tropieniu przestępców: „Nigdy nie wierzyłem w zło. Źli ludzie nie istnieją, nikt nie rodzi się okrutny. Zło wynika z okoliczności”. Przygody obu detektywów – Mocka i Wallandera – dowodzą jednego: zło, choć bardzo krzykliwe, choć zastraszające nas swoim okrucieństwem, jest działaniem człowieka. Niewielka to pociecha, zwłaszcza gdy przyjrzymy się dotykającym detektywów konsekwencjom stykania się ze złem.

Detektyw jak kaznodzieja
Czy to w wyniku stykania się ze światem przestępczym, czy też z powodu własnych, pilnie strzeżonych, mrocznych sekretów, detektyw często nie różni się od złoczyńcy. Choć to stróż prawa, w wielu przypadkach bardziej przypomina mściciela. Zemsta i kodeks prawa karnego to jedna z wielu linii granicznych, na których balansuje detektyw. Rudolf Heinz, bohater stworzony przez Mariusza Czubaja, jest świetnym karateką, i gdy w grę wchodzi ukaranie sprawców pobicia jego syna, nie odwołuje się do policji. Razem ze swym mistrzem sztuk walk idą sprać winowajców na kwaśne jabłko. Paddy Meehan, dziennikarka-detektyw, wykreowana przez Denise Minę, do tego stopnia infiltruje świat przestępczy, że – jak pokazuje zakończenie „Martwej godziny” – sama zaczyna powoli weń wnikać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama